Wszystko w Twoich rękach…

Julia wróciła do swojego mieszkania oddalonego od miejsca, które zwykła nazywać domem o setki kilometrów. Skończyła kolejny dzień pracy, której tak nie znosiła. Włączyła muzykę, to przynosiło ukojenie, ale też przypominało o matce. Matce, która nie pozwoliła zrealizować jej marzeń. Taniec, to tego pragnęła najbardziej na świecie. Niestety, matka była nieugięta. Jej argumenty o godnym życiu, zarobkach, pragmatycznym myśleniu – zawsze brały górę.

Teraz siedziała tutaj – sfrustrowana i pozbawiona złudzeń. Już za późno. Mieszkanie było smutne i puste, a jedynym towarzyszem był jej kot. Nie miała wielu przyjaciół, bo przecież nie była taka jak ona. A wszyscy znajomi zostali tam, daleko, a i tak byli to jej znajomi. Nigdy nie wybaczy matce, że poszły razem do jednej szkoły i klasy. Nie miała szansy otworzyć się bardziej, pokazać, jaka jest. Ona zabierała jej wszystko – tak było od dzieciństwa. Zaczęło się od klocków i jej ukochanego kocyka. Potem było już tylko gorzej. Wkraczała w jej życie jak tajfun i zabierała ze sobą chłopaków, którzy Julii się podobali, ubrania, które miała w szafie i całą uwagę wszystkich dookoła. Matka nie robiła nic, by ją zmienić. Uznała, że Zuza taka już jest. Faworyzowała ją, bo urodziła się mniejsza, bo musiała być rehabilitowana, bo później zaczęła raczkować… Dzisiaj miały urodziny. Chwyciła za telefon, ale szybko odłożyła słuchawkę. Nie odezwie się do niej. Nie. Nic ich już dziś nie łączy. Dobrze, że jest babcia. Ona zawsze w nią wierzyła. Zawsze tuliła i zawsze dostrzegała jej krzywdę. Matka nie chciała się wtrącać. Tak, zadzwoni do babci i od razu poczuje się lepiej.

*

Zuza roześmiana przechadzała się ulicą, którą tak dobrze znała. Nie mieszkała z rodzicami, ale niedaleko od nich. Miała jeszcze tylko wymyślić strój na dzisiejszy wieczór – dobrze będzie spotkać się z przyjaciółmi. Miała ich kilku – no cóż, trudny charakter nie pomagał w nawiązywaniu relacji. Bywała nieprzyjemna, może za bardzo szczera i pyskata. Takie czasy. Zwyciężają najsilniejsi.

Hmm… gdyby tylko nadal miała w swoim pokoju szafę Julii… Te czasy minęły bezpowrotnie. Siostra nie odzywała się do niej już chyba od świąt. Nie wiedziała, o co może jej znowu chodzić. Nie jej wina, że to ona jest tą towarzyską, tą przebojową, tą, która zrobiła karierę. Trzeba umieć walczyć o swoje. Fakt, matka trochę jej ułatwiła. Nie wtrącała się, więc Zuzka zawsze stawiała na swoim. Właściwie do dziś nie wie, dlaczego matka tak postępowała? Przecież mogła pomóc Julce, mogła bardziej ingerować w ich konflikty i sprzeczki. Zawsze stała jednak z boku. Dochodziły co prawda do porozumienia, ale Julka chyba miała pretensje do całego świata, że nikt nie staje w jej obronie. Matka prosiła, żeby zadzwoniła, ale chyba nie znajdzie czasu. Już późno, a trzeba się wyszykować. No cóż, nieważne. Dzisiaj miała zamiar dobrze się bawić, a nie przywoływać demony przeszłości.

*

– Aga!!!! – Mój M. przywołał mnie do porządku. Kurcze, wybiegłam myślami trochę za daleko. No dobra, znacznie za daleko… Moje małe córeczki siedziały na dywanie i bawiły się klockami. Julka, jak zwykle, podrygiwała w takt muzyki. Zuzka próbowała zabrać jej pseudobudowlę. Po raz kolejny tłumaczyłam, że ma obok inne zabawki i tę może zostawić siostrze. Przyjęła do wiadomości i wróciła do swoich zajęć.

Dotarło do mnie. W końcu do mnie dotarło. To już ten czas. Nie, nie jest za wcześnie. Wszystko, ale dosłownie wszystko, co robię, co mówię, jak się zachowuję, jakich gestów i mimiki używam – ma wpływ na te małe rozumki i kształtuje ich charakter, postawę, osobowość. Chłoną jak gąbka każde słowo, rejestrują najmniejsze zachowanie. Czas słodkiego leżakowania w łóżeczkach się skończył. Przede mną dwie bystre osóbki, które z każdym dniem będą dokładniej rozliczać mnie z moich czynów. Wszystko w moich rękach. Wizja ta jest przerażająca, a odpowiedzialność kolosalna. Ale zrobiłam już pierwszy krok. Mam świadomość. Jestem matką świadomą. Zwracam uwagę. Najpierw myślę, potem działam. Poddaję się refleksji. Tylko w ten sposób mogę (choć na pewno w pełni mi się to nie uda) uniknąć gigantycznych błędów i skazania siebie na potępienie przez najważniejszych dla mnie ludzi. Zrobię wszystko, by w dniu ich – nastych i –dziesiątych urodzin zadzwoniły do mnie, ale przede wszystkim odwiedziły siebie nawzajem z serdecznymi, szczerymi życzeniami płynącymi prosto z serca.


  • Jeżeli spodobał Ci się ten artykuł – udostępnij go dalej.
  • Na fan page’u na facebooku dzieje się dużo więcej i z dużą dawką humoru. Wpadnij do nas!
  • Zapraszamy również do zapisania się na nasz newsletter.
  • Chcesz porozmawiać z innymi rodzicami bliźniaków, wieloraczków, dzieci „rok po roku”? Zapraszamy dozamkniętej grupy na facebooku!
  • Jeśli chcesz podzielić się swoją historią, opinią, doświadczeniem na łamach portalu, napisz do nas:kontakt@multirodzice.pl
  • Będzie nam miło, jeśli dasz znać znajomym o multiRodzicach. Sharing is caring! :-)

Z zamiłowania dziennikarka, z powołania nauczycielka języka polskiego. Autorka powieści młodzieżowej: „Księżyc nad Świtezią”. Prywatnie: wielbicielka kuchni tajskiej, dalekich podróży i Denzela Washingtona. Od niedawna, niezbyt rozgarnięta, mama bliźniaczek i - co tu dużo mówić - szczęściara. Bezkompromisowa i szczera do bólu. W życiu kieruje się zasadą: co Cię nie zabije, to Cię wzmocni (co przy posiadaniu bliźniąt wydaje się być wyjątkowo trafne).

Skomentuj