Bunt dwulatka to “mały pikuś” w porównaniu z…

To, że jestem wielką fanką posiadania bliźniąt, pisałam już wielokrotnie między innymi w tym poście: „PLUSY I MINUSY POSIADANIA BLIŹNIĄT”. 

Nie od dziś wiadomo, że dwójka dzieci za jednym zamachem, to duże wyzwanie, ale też, że jest w tym coś wyjątkowego – a już na pewno wyjątkowe jest obserwowanie tej niesamowitej więzi między rodzeństwem. Ostatnio nasza Czytelniczka, Asia napisała w komentarzu do jednego z postów:

Z perspektywy bliźniaka mogę zdradzić, że bycie bliźniakiem i posiadanie bliźniaczki to najlepsze, co mogło mi się przydarzyć w życiu. To najbliższa osoba (znamy się od życia płodowego), która zawsze będzie dla mnie najważniejsza. To tak silna więź, że wręcz nie potrafię tego opisać i wytłumaczyć niebliźniakom. Owszem – pewnie rodzicom było ciężko, szczególnie przez pierwsze lata naszego życia, ale później, gdy zaczęłyśmy się nawzajem „pilnować”, chodzić razem do zerówki, gimnazjum, liceum, to zaczęłyśmy za siebie nawzajem brać odpowiedzialność. Jedyne, co mogę doradzić rodzicom, to traktować rodzeństwo jednostkowo i indywidualnie – rozwijać w nich odrębne zainteresowania (jeśli takie oczywiście są, nic na siłę). Chociaż może u nas tego w dzieciństwie zabrakło, ale i tak mamy diametralnie różne charaktery (pesymizm i introwertyzm vs optymizm i ekstrawertyzm). Życzę dużo siły i cierpliwości rodzicom!”

Dziękuję, Asiu, za Twój komentarz, jak i za życzenia siły i cierpliwości – przydadzą się!!! I o tym właśnie dzisiaj – o szczytach cierpliwości, na które się ostatnimi czasy wspinam jako mama dwóch bardzo żywych i temperamentnych bliźniaków.

Chyba wszystkim debiutującym rodzicom bliźniąt się wydaje, że jak tylko minie obecny, trudny etap – np. kolki, ciągłe ulewanie, ząbkowanie, wzajemne się wybudzanie, ucieczki w dwóch przeciwnych kierunkach, podwójny bunt dwulatków – to później „będzie już łatwiej”. Ja najpierw słyszałam, że po roku będzie już łatwiej. Później słyszałam, że po dwóch latach będzie już łatwiej, powoli ta obietnica przesuwa się w kierunku ukończenia trzech lat przez dzieciaki. Czekam i czekam na to „łatwiej” i doczekać się nie mogę. Może nieco przesadzam, z niektórymi rzeczami faktycznie jest łatwiej. Co z tego, skoro na ich miejsce pojawiają się zupełnie nowe, rodzicielskie wyzwania do ogarnięcia.

Bunt dwulatka do potęgi drugiej

Do tej pory dosyć mocno bałam się legendarnego buntu dwulatka. Myślałam, że bunt x 2 to już istny armagedon w domu. No, nie do końca. Mówiąc szczerze osławiony bunt, który u nas rozpoczął się mniej więcej kilka miesięcy temu i trwa w najlepsze, to mały pikuś w porównaniu z innym bliźniaczym zjawiskiem.

Stałam się dosyć odporna na słyszane od samego rana do samego wieczora podwójne: „Nie! Nie! Nie!”, „Nie chcę!”, „Ja sam!”, „Nie będę!” – i tego typu równoważniki zdań. Stałam się odporna na upieranie się przy zakładaniu kaloszy w słoneczną pogodę, na histerie z powodu braku nadruku samochodu na koszulce czy piżamce, na walkę o zasypianie z dużym samochodem terenowym w objęciach. Jestem wtedy oazą cierpliwości: pozwalam zakładać do ogrodu kalosze w 26 stopniach Celcjusza, zmieniam koszulkę na tą z nadrukiem autka, przymykam oko na terenówkę w pościeli. Wychodzę z założenia, że kłótnia czy dyskusja z dwulatkiem, to jak kopanie się z koniem, i tam gdzie mogę poluzować „wodze”, to po prostu luzuję.

Kłótnie i rywalizacja rodzeństwa

Gorzej jest natomiast ze zjawiskiem zwanym powszechnie: kłótnie i rywalizacja rodzeństwa. Do niedawna bardzo naiwnie wierzyłam w to, że naszych chłopców to nie dotyczy. Owszem, dopuszczałam myśl, że kiedyś zaczną się bić – jak to chłopcy, jak to bracia – ale miało to nastąpić w najdalszej możliwej przyszłości. Dosyć długo udawało nam się utrzymywać dzieciaki we względnej harmonii i współpracy. Do skończenia przez nich pierwszego roku życia prawie nie mieli takich samych zabawek – chciałam by umieli się wspólnie bawić i dzielić tym co mają. I to się udawało. Brak walk w domu trwał mniej więcej do ukończenia przez nich 1,5 roku życia. Nadchodzi jednak czas, gdy nie tylko wszystko jest na „nie”, ale też wszystko, ale to wszystko jest „moje”.

W przypadku bliźniąt dochodzi do kuriozalnych sytuacji – już nawet nie chodzi o walkę o tą samą zabawkę, gdy obok leży dokładnie identyczna. Czasami chodzi o siedzenie na tym jednym, jedynym, wybranym krześle, podczas gdy obok przy stole stoją trzy krzesła copy-paste tego pierwszego. Często dochodzi do walki na poziomie wieczornego czytania książeczek – obaj próbują przeforsować swoją książeczkę, wciskają mi wtedy dwie książki w ręce i oczekują, że będę czytała obie naraz… Gdy już dojdziemy do porozumienia, którą bajkę czytamy pierwszą, to zaczyna się walka o szybkie lub wolne przewracanie kartek. Takich przykładów można by mnożyć.

Bójki i walki bliźniąt

Najgorsze są jednak niespodziewane zwroty akcji w postaci uderzenia, popchnięcia, ugryzienia, czy wyszarpania za włosy brata… Takie sytuacje, wieczny krzyk jednego czy drugiego, i moje próby rozwiązywania konfliktów, tłumaczenia i nie zwariowania przy tym – są mocno wyczerpujące i nadszarpujące moje nerwy. Chłopcy się kochają i jednocześnie tłuką, a ja z rozrzewnieniem wspominam błogi spokój przed nastaniem ery walk i bitew w naszym domu.

Zdaję sobie sprawę, że to naturalny etap w rozwoju rodzeństwa, ale i tak nie jest mi łatwo zaakceptować ten stan rzeczy. I nadal czekam, i czekam, i podpytuję: „Kiedy to miało już być z bliźniakami łatwiej?…”


  • Jeżeli spodobał Ci się ten artykuł – udostępnij go dalej!
  • Na fan page’u na facebooku dzieje się dużo więcej i z dużą dawką humoru. Wpadnij do nas!
  • Chcesz porozmawiać z innymi rodzicami? Zapraszamy do zamkniętej grupy na facebooku!
  • Jeśli chcesz podzielić się swoją historią, opinią, doświadczeniem na łamach portalu, napisz do nas: kontakt@multirodzice.pl
  • Będzie nam miło, jeśli dasz znać znajomym o multiRodzicach. Sharing is caring! :-)

Kiedyś miłośniczka podróży i przygód podwyższających adrenalinę. Obecnie uskutecznia głównie podróże pojazdem trójkołowym do klubu malucha i z powrotem, a adrenalinę ma wiecznie podwyższoną poczynaniami wszędobylskich, bliźniaczych potomków. Kocha swoją rodzinę, przyjaciół, dobry film i jeszcze lepszą książkę, fotografię, Kraków, kawę z pianką, jazdę na motorze i bycie mamą.

Dyskusja4 komentarze

  1. Może z dziewczynkami jest rzeczywiście łatwiej? Moje mają dwa latka, prawie. Nie biją się, nie popychają, rywalizują ze sobą o miejsce na kanapie ale tylko czasami. Nie mają dublowanych zabawek. W przedszkolu każda robi co innego i nie trzymają się razem. Póki co nie dostrzegam na horyzoncie żadnych buntów dwulatek.

    • Z moich obserwacji wśród znajomych i w przedszkolu z dziewczynkami jest znacznie łatwiej – choć nie jest to żadna reguła i jak się trafi temperamentny okaz damski, to potrafi dać popalić lepiej niż chłopak.
      Ale nawet jak obserwuję moje i inne dzieci na zajęciach plastycznych (grupa ok. 15 dzieci) – dziewczynki siedzą spokojnie przy stolikach i uwielbiają rysować, malować, kleić itp. Moich chłopaków też to bawi i cieszy…. – przez pierwsze 15 minut. Po tym czasie już zaczyna korcić (głównie jednego), więc wpada na jakiś “genialny” pomysł i już podburza drugiego, albo i resztę chłopaków – i najchętniej jak by mogli, to by gonili się po korytarzach i bawili w chowanego, a w tym czasie dziewczynki mogą sobie nadal godzinę malować…
      To zupełnie inny rodzaj energii, pomysłów, w tym “genialnych” pomysłów, od których rodzicom robi się słabo…
      Co do bójek – u nas dosyć szybko jak się pojawiły, tak ustały (tzn. nie tak szybko, bo ok. pół roku), ale w tych ich wiecznych gonitwach, tarzaniach się po sobie, skokach na siebie, zapasach, siadaniu sobie na główę (tak, tak, to wszystko prawda…), to zawsze nawet niechcący musi być jakaś awaria…
      A w tym czasie, być może w innych domach, dziewczynki siedzą i malują…. 😉

  2. Hehe… nasze jeszcze nie malują godzinami, choć zabawy przy stole zaczynają się im podobać. Ogólnie większośc czasu biegają i bawią się pluszakami, skaczą po kanapie itp. Tarzanie się po sobie i dzikie śmiechy trwały od 1 do 1,5 roku i się skończyły, a szkoda. Nigdy się nie biły. Dwa razy tylko widziałam jak jedna popchnęła drugą, żeby się dopchac do mamy, zjawisko się nie nasila.
    Czytałam, że bliźniaki ogólnie dużo częściej się kłócą i biją niż zwykłe rodzeństwo. Wynika to z braku naturalnej hierarchii wiekowej, która jest standardem wśród rodzeństwa niebliźniaczego. Bliźniaki muszą same sobie wypracować hierarchię, czyli kto na jakim obszarze w domu i poza nim dominuje.

  3. Moi maja 2,5 roku. Chlopcy. Jest jeszcze starszy brat:) 6 letni, ktory doklada do pieca… Blizniaki bawia aie razem ale czesxciej bija, rywalizuja i gryzą! Mamy na tapecie bunt, upieranie sie, przeciaganie granic… Nie wiem czy z dziewczynkami latwiej? Obserwuje kilka dookola…Moim zdaniem sprawa indywidualna. Ja czekam do 4 roku z nadzieje, ze wredy juz pikus 😉 powodzenia 😀

Skomentuj