Czy naprawdę miałaś trudny dzień?

Patrzę, myślę, analizuję. I dochodzę do wniosku, że bywam głupia. Głupia i niewdzięczna. Moje postanowienie noworoczne – ograniczyć do minimum narzekanie i użalanie się nad swoim losem, losem obarczonej obowiązkami matki bliźniąt. Czy nie mam obowiązków? Mam. Czy nie bywam zmęczona? Owszem. Ale czy naprawdę, mam prawo do użalania się nad sobą i narzekania na wyczerpujący dzień? Coraz częściej wydaje mi się, że nie.

Zawsze byłam wrażliwa na krzywdę drugiego człowieka. No, może nie zawsze. Kiedy miałam lat kilka i wczesnych kilkanaście można było śmiało nazwać mnie stereotypowym jedynakiem, o czym moje dwie najlepsze przyjaciółki Ewka i Anka przypominają mi dość często. Kiedy trochę dorosłam, zaczęłam baczniej przyglądać się światu dookoła i mocniej odczuwać niesprawiedliwość i krzywdę wyrządzaną drugiemu człowiekowi. Tak zostało mi do dziś. Odkąd zostałam mamą, poprzestawiało mi się coś w środku i jeszcze trudniej przyswajam kolejne wiadomości o chorych, potrzebujących, zranionych – w szczególności dzieciach.

Jeszcze bardziej przykro mi , gdy dowiaduję się, że choroba dotknęła osoby bliskie moich znajomych czy przyjaciół. Na wieść o chorobie dziecka – łzy same napływają mi do oczu. Bo najczęściej nie wiem jak albo zwyczajnie nie umiem pomóc.

Kiedy zaszłam w ciążę, ktoś poinformował mnie, że ciąża bliźniacza to ciąża wysokiego ryzyka. Jednych uchem weszło, drugim wyszło. Ktoś wspomniał o przedwczesnym porodzie, możliwych komplikacjach, o zagrożeniach płynących z wcześniactwa. Pokiwałam głową. Czułam się dobrze, pracowałam niemal do rozwiązania. Nie dawałam sobie szczególnej taryfy ulgowej. Nie zastanawiałam się nad całym złem, które może mi się przytrafić. Ciążę przyjęłam jako dar i uwierzyłam, że wszystko będzie dobrze.

Tak też się stało. W moim przypadku. Ile jednak ciąż zakończyło się inaczej? Ile kobiet, które uwierzyły tak jak ja, spotkało cierpienie, ból i niepewność? Ile z nich zostało opuszczonych przez swoich partnerów, którzy nie udźwignęli ciężaru choroby najbliższych i wiążących się z tym następstw? Ile matek nie posiada środków finansowych do należytej opieki nad swoimi chorymi dzieciątkami? Ile z nich nie znajduje zrozumienia, akceptacji czy życzliwości ze strony społeczeństwa, a nawet bliskich?

Jak wygląda ich dzień? Nie tak jak mój. Najczęściej nie idą przecież do pracy, bo ich dziecko/dzieci wymagają całodziennej opieki. Najczęściej musiały poświęcić swoje ambicje i plany zawodowe na rzecz kochanej istoty. Muszą myśleć o rehabilitacji, pieniądzach, komunikacji, wizytach, terminach, lekach, receptach, przeciwnościach. Jeśli mają u boku partnera, który podąża razem z nimi w tym samym kierunku lub rodzinę – wówczas sytuacja nie jest jeszcze najgorsza. Często są jednak kompletnie same i osamotnione. Ich doba ma przecież tak jak moja tylko 24 godziny. Wyjście na kawę, wizytę u fryzjera, kosmetyczki czy plotki z koleżankami to luksus, o którym na ogół mogą pomarzyć. Ileż w moim życiu takiego luksusu, często niedocenianego.

Najgorsze jednak, z czym muszą się borykać, to przecież nie opinia publiczna, nie urzędasy i nie brak środków na leki czy rehabilitację. Najtrudniejszy jest widok cierpiącego dziecka. Dziecka, któremu od pierwszych godzin pod sercem mamy, uchyliłyby nieba. Teraz muszą zmierzyć się z bólem i własną niemocą, bezradnością. To kosztuje najwięcej.

Kiedy kolejny raz kończę dzień i na końcu języka mam: „Ale jestem zmęczona” – myślę o Was – wszystkie mamy i wszyscy ojcowie, którzy zmierzyliście się dzisiaj z oporem biurokracji, prześmiewczymi spojrzeniami, ignorancją, a przede wszystkim cierpieniem Waszego dziecka. I przepraszam Was za siebie i za inne matki. Jestem dla Was pełna podziwu i uznania. Jesteście bohaterami. Pamiętajcie o tym, kiedy Wy kończycie dzień.

Przypominamy o możliwości odpisania 1% podatku w rozliczeniu rocznym PIT. Nie zapomnijcie! Dla Was to chwila, a dla tych wszystkich potrzebujących – to ważna cegiełka od Was.


  • Jeżeli spodobał Ci się ten artykuł – udostępnij go dalej.
  • Na fan page’u na facebooku dzieje się dużo więcej i z dużą dawką humoru. Wpadnij do nas!
  • Zapraszamy również do zapisania się na nasz newsletter.
  • Chcesz porozmawiać z innymi rodzicami bliźniaków i wieloraczków? Zapraszamy na forum!
  • Jeśli chcesz podzielić się swoją historią, opinią, doświadczeniem na łamach portalu, napisz do nas: kontakt@multirodzice.pl
  • W jakiejkolwiek innej sprawie – pisz również! Jesteśmy tu po to by porozmawiać, czasami ponarzekać, ale najczęściej się wspólnie pośmiać.
  • Będzie nam miło, jeśli dasz znać znajomym o multiRodzicach. Sharing is caring! :-)
Podziel się:

Z zamiłowania dziennikarka, z powołania nauczycielka języka polskiego. Autorka powieści młodzieżowej: „Księżyc nad Świtezią”. Prywatnie: wielbicielka kuchni tajskiej, dalekich podróży i Denzela Washingtona. Od niedawna, niezbyt rozgarnięta, mama bliźniaczek i - co tu dużo mówić - szczęściara. Bezkompromisowa i szczera do bólu. W życiu kieruje się zasadą: co Cię nie zabije, to Cię wzmocni (co przy posiadaniu bliźniąt wydaje się być wyjątkowo trafne).

Skomentuj