Dzieciaki na fejsie – fanpejdże żłobków, przedszkoli i szkół

Swoje zdanie na temat zalewania profili moich znajomych zdjęciami ich pociech – szczególnie najmniejszych: w kąpieli, nago oraz w innych sytuacjach, wyraziłam jasno w artykule PUBLIKOWANIE ZDJĘĆ DZIECI W INTERNECIE – PO CO TO WSZYSTKO? W tej kwestii niewiele się w moich poglądach zmieniło. Jednak od pewnego czasu nie mam do końca wpływu na to, kto ogląda zdjęcia moich córek. Jakim cudem? Otóż sprawa jest prosta.

Już jako dwuipółlatki dziewczynki zaczęły uczęszczać do żłobka niepublicznego, który prowadził – jak większość placówek i firm w dzisiejszych czasach nie tylko stronę internetową, ale także stronę czy, jak kto woli, fanpejdż na facebooku. Oczywiście każdy rodzic otrzymał do podpisania zgodę na udostępnienie wizerunku dziecka na tejże stronie. Pojawił się więc dylemat – podpisać czy nie podpisywać? Moje zdanie było klarowne i jasne. Nie podpisywać. Jednak mój mąż zaczął drążyć temat i wprowadził chaos w mojej blond głowie.

Snuł wizje, w których wszystkie dzieci radośnie uśmiechają się, pozując z Mikołajem, podczas gdy nasze córki są brutalnie odciągane od grupy. Wszystkie dzieci, tańczą na balu i mają zrobioną pamiątkową fotografię grupową w karnawałowych przebraniach, a nasze sierotki płaczą pod ścianą.

Izolacja, odrzucenie – to jedna z konsekwencji nie podpisywania zgody.

Drugą także przedstawił mi dość obrazowo tata dziewczynek. Bo przecież w każdej z wymienionych sytuacji, nauczycielka tłumaczyłaby im, że to mama i tata nie pozwalają, aby miały zdjęcia razem z przyjaciółmi, co byłoby przecież zgodne z prawdą. Zatem to mama i tata urośliby po kilku żłobkowych sesjach zdjęciowych do rangi bezdusznych potworów, których cieszy nieszczęście ich pociech.

W obliczu tych dwóch argumentów zgodziłam się podpisać zgodę na upublicznianie wizerunku dzieci. Co mnie jednak zbulwersowało?

Otóż, rozumiem promocję, działania marketingowe, ale zamieszczanie zdjęć dzieci – niemal z każdego dnia – do wglądu dla każdego, było dla mnie nie do przyjęcia. Jakież było moje zaskoczenie, kiedy dalecy znajomi mówili mi o tym, co robiło moje dziecko danego dnia, podczas gdy nawet nie posiadali aktywnego konta na fejsie. Przetrwaliśmy rok. Dziewczyny poszły dalej.

Przedszkole rozwiązało tę kwestię inaczej.

Bo owszem – da się. Pani nauczycielka założyła grupę zamkniętą, w której publikuje zdjęcia dzieciaków. Zatem grono odbiorców jest już mocno ograniczone. Na to przyzwalam i to mnie także cieszy. Nie ukrywam, że lubię posłać dziadkom zdjęcie dzieciaków z bałwanem czy Mikołajem. Tyle, że i tutaj pojawiły się już dylematy.

Mamy – jak to mamy – im nigdy nie dogodzisz.

Rozśmieszyły mnie komentarze pod zdjęciami: A mojego dziecka nie widać, a moje tam było? Biedna nauczycielka – dała palec, a matki chciały już całej ręki. Na szczęście pojawił się głos rozsądku: Pani nie będzie przecież biegała za każdym dzieckiem, aby zrobić mu zdjęcie! Napisała jedna z mam. Dodałabym jeszcze – choć nie wdaję się w dyskusje – że obowiązkiem Pani jest opieka nad dziećmi, a nie dokumentowanie ich życia codziennego. Zatem to tylko jej dobra wola, że zechciała od czasu do czasu coś „wrzucić” do grupy.

Zdarzają się także, niestety, przypadki skrajnie złe.

O takich opowiada mi kuzynka mojego męża. Są one nie do przyjęcia, a jednak w – nazwijmy je po imieniu – wiejskim środowisku zupełnie nie budzące sprzeciwu, stąd jedna świadoma matka zostaje całkiem osamotniona w swej walce o bezpieczeństwo dziecka. Nauczycielka, robiąc namiętnie kilkadziesiąt zdjęć każdego dnia, sama się pogrąża.

Dzieci stojące nad przepaścią (pani stoi za obiektywem aparatu), tasak kuchenny między talerzami maluszków odłożony na moment, aby zrobić fotografię, kilkoro dzieci w pantoflach przedszkolnych na spacerze – pani pewnie była zbyt zajęta dokumentowaniem dnia i zapomniała o tej prozaicznej czynności zmiany obuwia. Można by wymieniać dalej…

Jest jeszcze druga strona medalu: administratorzy szkolni i przedszkolni, którzy zostają zobowiązani do dokumentowania życia placówki.

Byłam takim przez kilka lat. I zgadzam się, że wszystko jest dla ludzi. Ważne, by robić to z głową. Zdjęcia dzieci nie zawsze muszą ukazywać ich twarze. Często uczniowie są utrwalani w działaniu, zatem naprawdę możliwości uchwycenia jest na tyle dużo, by rezygnować z ostentacyjnego wciskania czyjejś buzi na pierwszy plan. Zdjęcia może wykonywać jedna osoba, będąc przekonaną, że jest inna, która w tym momencie dba o bezpieczeństwo pozostałych. Więcej zdjęć grupy, stanowcze: NIE dla portretów. Zdjęcia, które nie zyskują akceptacji uwiecznionego na nich – bezwzględnie do usunięcia.

W obliczu wyzwań współczesnego świata staram się pozostać gdzieś pomiędzy.

Podpisuję zgodę na wykorzystanie wizerunku, ale oczekuję, że będzie wykorzystana mądrze. Podoba mi się idea grup zamkniętych, stronię od umieszczania zdjęć moich dzieci na fejsie. Czasem pozwalam sobie na uchylenie dla Was – czytelników – rąbka naszej prywatności. Ale sama decyduję, kiedy, jak i w jakiej ilości, nieczęsto, ale to czynię.

Bądźcie czujni i śledźcie, co robi ze zdjęciami Waszego dziecka placówka, do której uczęszcza. Pamiętajcie, że nie tylko Wy siadacie przed monitorem komputera. A w Internecie nic nie ginie.

______________________________________________________________________________

  • Jeżeli spodobał Ci się ten artykuł – udostępnij go dalej.
  • Na fan page’u na facebooku dzieje się dużo więcej i z dużą dawką humoru. Wpadnij do nas!
  • Chcesz porozmawiać z innymi rodzicami bliźniaków, wieloraczków, dzieci „rok po roku”? Zapraszamy do zamkniętej grupy na facebooku!
  • Jeśli chcesz podzielić się swoją historią, opinią, doświadczeniem na łamach portalu, napisz do nas: kontakt@multirodzice.pl
  • Będzie nam miło, jeśli dasz znać znajomym o multiRodzicach. Sharing is caring! 
Podziel się:

Z zamiłowania dziennikarka, z powołania nauczycielka języka polskiego. Autorka powieści młodzieżowej: „Księżyc nad Świtezią”. Prywatnie: wielbicielka kuchni tajskiej, dalekich podróży i Denzela Washingtona. Od niedawna, niezbyt rozgarnięta, mama bliźniaczek i - co tu dużo mówić - szczęściara. Bezkompromisowa i szczera do bólu. W życiu kieruje się zasadą: co Cię nie zabije, to Cię wzmocni (co przy posiadaniu bliźniąt wydaje się być wyjątkowo trafne).

Dyskusja2 komentarze

  1. Cześć. Wiesz co.. moje dzieci chodzą akurat do publicznego przedszkola, takiego państwowego. Również musieliśmy z żoną podpisać zgodę. Ale do sedna. Zdjęcia sa umieszczane tylko i wyłącznie z najważniejszych imprez. Jest to robione w sposób umiarkowany czyli przedszkole nie zawala tymi zdjęciami sieci. Zdjęcia też nie są jakieś super wyraźne. No i nie prowadzą fanpejdża;)

    • I tak jest ok. Na to się zgadzam. Ale nie wszyscy mamy taką samą wizję…A niektóre placówki nie mają umiaru…

Odpowiedz PiotrekP Anuluj