“A TO ROBOT MAMY” – I O CO TYLE HAŁASU?

Pod naszym postem na facebooku dotyczącym grafiki z karty edukacyjnej dla przedszkolaków wywiązała się gorąca dyskusja. Karta przedstawia chłopca bawiącego się robotami, które dostał od taty, a poniżej przy ilustracji robota kuchennego pojawił się podpis: „A to robot mamy”.

“I o co tyle hałasu?” – być może pomyślicie.

Zaraz postaramy się to wyjaśnić. Tymczasem głos oddamy naszym Czytelnikom, którzy podzielili się na dwa obozy: tych, którzy nie widzą w tym przekazie nic niestosownego oraz tych, którzy głośno wyrażają swój sprzeciw wobec takich treści. Mocno zaskakujące jest to, że problemu nie zauważa wiele kobiet i mam… Ale przejdźmy do sedna (to tylko kilkanaście z ponad 200 komentarzy – pisownia oryginalna):

„I co w tym złego? Nic nie zauważyłam. To chyba dobrze, że syn dostał zabawki od taty, może się razem nimi bawią. A matka dba o dom, tak było, jest i będzie”. Magdalena

„To jest doszukiwanie się problemu na siłę i nic więcej. Myślę, że twórca czytanki nie miał na myśli nic złego. Po prostu zbieżność nazw “robot” tu “zawiniła”. Moim zdaniem wyszło całkiem zabawnie, a i nie żyjemy w czasach w których dzieci uczą się życia z elementarza przedszkolaka. Trochę dystansu”. Marta

“Myślę, że twórca czytanki nie miał na myśli nic złego”
Ja też sądzę, że nic nie miał złego na myśli. Po prostu wpojony seksizm jest przezroczysty i “naturalny”. Michał

„Szkodliwe jest to, że już od małego drukuje się dzieciom, że robot kuchenny to jest dla mamy. Dla kobiet generalnie. Małemu chłopczykowi od małego się wmawia, że praca w kuchni nie jest dla niego. Tym się zajmują kobiety. A to jest nieprawda. Po drugie, to robot kuchenny, a nie robot mamy. To robot do wykorzystania przez wszystkich, a nie tylko przez mamy. Na takich stereotypach wychowują się przyszli panicze, którzy uważają, że kobiety nadają się tylko do kuchni i do niczego więcej”. Rafał

„Moja siostra jest nauczycielem przedszkolnym z 10 letnim stażem pracy. Pracowała za granicą i w Polsce.Pedagozy i psycholodzy robili badania mające na celu ustalić skąd biorą się podziały w społeczeństwie tak rozwiniętym gdzie równouprawnienie powinno być czymś normalnym- wrodzonym a nie jest. Jeden z Panów słusznie stwierdził seksizm jest przeźroczysty i “naturalny”- potwierdziły to badania o których wspomniałam. Co potwierdza moja siostra obserwując to podczas pracy pedagoga. W przedszkolu dziewczynki i chłopcy mają te same pomysły na to co beda robić i co chca robić- brak podziału. W wieku 6 lat- gdy dzieci zaczynają edukację szkolną iskierka z wcześniejszych lat znika pojawia się u chłopców stwierdzenie “to nie dla dziewczynek”. Edukacja narzuca pewne role społeczne, które sa w obecnych czasach przekłamane, stanowi to naleciałości ze stuleci i każdorazowa próba zrównania szans na pokazanie, że bez względu na płeć możesz w życiu robić co tylko chcesz i osiągnąć wszystko- jest tłamszona. Pracuję z Inżynierami na codzień i pomimo, że kobiet jest w tym zawodzie coraz więcej- są tak samo zdeterminowane i dokładne a czasem nawet sprawniej wyłapują mankamenty, wciąż panuje w tej branży przeświadczenie, że to świat męski i kobiety są często ignorowane w bezposrednich kontaktach. Za granicą książki “Dziewczynki latają wysoko” czy “Opowieści na dobranoc dla młodych buntowniczek” uwzględniane sa w kanonie lektur, natomiast w Polsce dyektor tylko jednego przedszkola, w którym pracowała moja siostra, wprowadził te książki do kanonu lektur wbrew protestom konserwatywnych rodziców… W innych przedszkolach te książki są wręcz zakazywane. Dlaczego? Wciąż nie potrafie tego zrozumieć, przecież uczymy sie w szkole historii więc troche wiecej informacji o kobietach bohaterkach nie zrobi różnicy a wręcz rozwinie skrzydła wielu dziewczynkom i oduczy przeźroczystego seksizmu…” Kasia

„Gdyby to był elementarz z lat ’80, no, może wczesnych ’90, tobym jeszcze zrozumiała. Ale współczesny? Jak można lecieć takimi stereotypami? I roboty też w 100% płci męskiej, bo świat by się zawalił, gdyby któryś był dziewczynką – albo gdyby to mama dała roboty”. Asia

„Jakie stereotypy? Nie znam zadnej kobiety na stanowisku robotyk, automatyk, jezeli są to mniej niz 1%.” Snaqu

„Z czegos to wynika, np z tego jak ksztaltujemy myslenie naszych dzieci, nie z ich potencjalu”. Ewa

„To żadne stereotypy, tylko mamy po prostu na ogół używają robotów kuchennych i ma to odzwierciedlenie w książeczce. Gdyby przy robocie kuchennym było napisane “a to jest robot taty”, to moje córy i chłopaki przynajmniej by takie coś wyśmiały. Jest kuchnia mamy i gospodarka taty i nikomu to nie przeszkadza. Ciekawe jaki było by oburzenie gdyby były tam narysowane jeszcze widły z podpisem “a to są widły mamy”. Po prostu tak się w domu dzieli obowiązkami, że silniejsi mężczyźni wykonują prace wymagające siły, a delikatniejsze kobiety, te wymagające gustu, sprytu. I ani pan ani ja nie wymyśliłem tego, że praca w kuchni nie wymaga tyle siły co praca w gospodarstwie, dlatego wykonują ją kobiety, a do pomocy mają roboty kuchenne”. Jan

„Jeszcze odkurzacza zabrakło”. Marta

„Fajniej byłoby jednak, gdyby to był robot domowy (malakser, odkurzacz, lodówka, pralka i piekarnik nie są moje, tylko domowe) i gdyby gotowanie i pieczenie przez tatę lub synów nie było w formie “niespodzianki” tylko po prostu umiejętności. Wtedy Olek, gdy kiedyś zamieszka sam, bez żadnej kobiety na podorędziu, umiałby sobie zrobić ulubione ciasto”. Dorota

„Widać bardzo przygnębione Panie widzą tu problem. Dla mnie to proste – zabawki prezent od taty a drugi obrazek pokazuje, że są też inne roboty… szkoda, że tatusiowie nie jęczą, że oni też używają i to dla nich obraza”. Paulina

„Uwaga, jęczę: tak, używam i tak, dla mnie to obraza. A zwłaszcza dla kobiet, ponownie “wsadzanych” do szufladki “Kinder, Küche, Kirche”. Tata od zabawy, mama od roboty. Super nauka dla dziecka”. Michał

„Ja też jęczę. To robot kuchenny, a nie robot mamy!” Rafał

„A czy tak nie jest w większości domów? Wszyscy niby tacy pomocni, a jak przychodzi co do czego to tacy zmęczeni panowie. Nie twierdzę, że nie ma pomocnych mężczyzn, ale są w mniejszości”. Magdalena

„A co jest tego przyczyną? Czy może jednak utrwalanie wzorców “tata do zabawy, mama do roboty” w podręcznikach, czytankach, wierszykach, od przedszkola do liceum ma pewien wpływ na tę smutną sytuację?” Michał

 

„Wiecie, że ja nie załapałam o co Wam chodzi z tą szkodliwościa? Zaznaczam ze szefem w naszej kuchni jest mój mąż. Ja raczej od święta. I nie ubliża mi ta czytanka w żaden sposób. Wydaje mi się że człowiek z dobrze osadzonym poczuciem własnej wartości będzie miał luz na coś takiego”. Malwina

„Nie wierzę, że feminizm zaszedł już tak daleko, a jakieś przewrażliwione panie robią mu złe imię, czepiając się jakichś elementarzy z zerówki. Parodia XD. Pfff, tyle problemów na świecie, a ludzie przejmują się takim gównem. W ten sposób społeczeństwo wkrótce może naprawdę zrobić się przynajmniej DZIWNE jak nie dysfunkcyjne”. Izabela

„To, że na świecie jest dużo problemów nie znaczy, że trzeba olać te mniejsze. Taka książka to nie koniec świata, ale jednak jej istnienie powoduje niesmak i ktoś kto to tworzył powinien się trochę bardziej zastanowić”. Aleksandra

„Słusznie nie wierzysz, bo to nieprawda, że “przewrażliwione panie robią mu złe imię””. Michał

To tylko niektóre z komentarzy pod postem – ale już bardzo wiele tłumaczą „o co tyle hałasu”.

Z mojej strony mogę dodać taki komentarz do całej sytuacji:

Pełnimy różne role w rodzinie i w społeczeństwie – jesteśmy żonami, mężami, matkami, ojcami, jesteśmy też inżynierami robotyki czy gospodyniami domowymi – ale przede wszystkim i ponad wszelkimi rolami (jak również podziałami) jesteśmy ludźmi: wolnymi i samostanowiącymi o sobie (a przynajmniej do tego dążymy).

Dlatego ja osobiście nie godzę się na wkładanie mnie, ale i wszystkich członków mojej rodziny, w schematy, szufladki, stereotypy i poglądy kogoś lub nawet części społeczeństwa tylko dlatego, że poglądy tej części mają takie, a nie inne horyzonty.

Moje horyzonty sięgają przeświadczenia, że żadne dziecko nie powinno być programowane od żłobka do liceum i jeszcze dalej, do pełnienia ról, zadań czy zawodów, które stają się później życiem dla zaspokojenia oczekiwań rodziców czy społeczeństwa, a nie życiem z ich własnej woli i z ich własnego wyboru.

Dlatego nie wmawiajmy dzieciom od kołyski, że chłopcy mają umysły ścisłe, więc dla nich dedykowane są wszelkiego rodzaju zabawki typu roboty i zajęcia typu podboje kosmosu, natomiast w tym czasie dziewczynki mogą się zająć domem, lalkami, ewentualnie jednorożcami i kuchnią, bo do tego predysponowane są kobiety. Bo mogą – oczywiście mogą się tym zająć, jeśli chcą. Ale równie dobrze mogą na równi z chłopcami konstruować modele, obserwować przez lunetę gwiazdy i planety czy uczyć się robotyki.

Wydawnictwo GREG

Nie stwarzajmy szklanych sufitów już na etapie przedszkolnym.

Niektórzy (również panie….) odezwali się pod postem z ironią, że to feministyczny wymysł zajmować się takimi bzdurami w czytankach dla przedszkolaków.O

Mogę tylko dodać, że ograniczające poglądy są nam wpajane świadomie i nieświadomie od maleńkiego przez rodzinę, system edukacji i całe społeczeństwo, a wyzwolić się z tych poglądów – już w życiu dorosłym – jest bardzo trudno.

Dlatego uważajmy i zwracajmy uwagę na to czym karmione są umysły naszych dzieci – reagujmy, jak teraz przy okazji tego nieszczęsnego „robota mamy”. W międzyczasie odezwał się do nas rzecznik prasowy Wydawnictwa MAC, tłumacząc szerszy kontekst serii edukacyjnej „Olek i Ada” – w wielkim skrócie: nie taka była intencja autora i wydawcy. W naszym odczuciu „robot mamy” jest porażką, która odbiła się echem wśród świadomych rodziców, ale też na którą wydawca szybko zareagował i wyszedł z tego z twarzą:

Wydawnictwo MAC

Dziękujemy za Waszą reakcję i zachęcamy do dzielenia się z nami szkodliwymi poglądami, które zauważacie w książkach czy innych pomocach naukowych Waszych dzieci – jesteśmy uczuleni na takie kwiatki i zawsze będziemy na nie reagować.

______________________________________________________________________________

  • Jeżeli spodobał Ci się ten artykuł – udostępnij go dalej.
  • Na fan page’u na facebooku dzieje się dużo więcej i z dużą dawką humoru. Wpadnij do nas!
  • Chcesz porozmawiać z innymi rodzicami bliźniaków, wieloraczków, dzieci „rok po roku”? Zapraszamy do zamkniętej grupy na facebooku!
  • Jeśli chcesz podzielić się swoją historią, opinią, doświadczeniem na łamach portalu, napisz do nas: kontakt@multirodzice.pl
  • Będzie nam miło, jeśli dasz znać znajomym o multiRodzicach. Sharing is caring! 
Podziel się:

Kiedyś miłośniczka podróży i przygód podwyższających adrenalinę. Obecnie uskutecznia głównie podróże pojazdem trójkołowym do klubu malucha i z powrotem, a adrenalinę ma wiecznie podwyższoną poczynaniami wszędobylskich, bliźniaczych potomków. Kocha swoją rodzinę, przyjaciół, dobry film i jeszcze lepszą książkę, fotografię, Kraków, kawę z pianką, jazdę na motorze i bycie mamą.

Dyskusja4 komentarze

  1. Szanowna Pani,
    Podpowiem pomysł na kolejny artykuł.

    Ostatnio zauważam, że ludzie, skądinąd inteligentni, mają skłonność do wyrabiania sobie zdania na podstawie jednego komentarza przeczytanego w internecie i rozpętują burzę krzywdzącymi komentarzami. Powyżej przykład wydawnictwa MAC. Założę się, że autorzy i redaktorzy przyłożyli się do tego, by rodziców bohaterów książki pokazywać w RÓŻNYCH sytuacjach (dowodem załączone strony z książki), a Pani sprowadziła podręcznik do jednego przykładu. Czy chciałaby Pani, żeby w całej książce tata pełnił role – nazwijmy je dla uproszczenia – na potrzeby tego komentarza “typowo kobiece”, a mama w “typowo męskie”? Chyba dobrze zachować równowagę i pokazywać, ze tata może chodzić w fartuszku i gotować a także zajmować się robotyką (i odwrotnie, mama też może robić te same rzeczy, a nie tylko naprawiać samochód).

    Może warto teraz uczyć dzieci, by nie budowały swojej opinii na podstawie jednego przeczytanego komentarza, tylko zajrzały do całej książki? Żeby nie oglądały tylko jednego programu informacyjnego, tylko żeby umiały dotrzeć do spectrum informacji i wyrabiały sobie własne zdanie?

    Cóż, napisała Pani co napisała, może jakiś autor lub redaktor w Wydawnictwie MAC przeżył bardzo to pomówienie, ale Pani jest zadowolona, bo artykuł był klikalny. Nieważne, ze na kogoś wylało się wiadro pomyj.

    Ludzie, błagam, zanim zaczniecie na kogoś jechać, pomyślcie, poczytajcie, sprawdźcie informacje u źródła. Nasze dzieci będą mądrzejsze, jeśli my, rodzice, nauczymy ich myśleć. I to, że na jakimś obrazku robot kuchenny jest mamy, to nie musi nic znaczyć, bo na innym obrazku ta sama mama może być świetnym mechanikiem samochodowym. Ale jak będzie chciała być kucharką, to niech będzie i to TEŻ NIE BĘDZIE ŻADNA UJMA DLA NIEJ.

    Pozdrawiam,

    • Szanowna Pani,
      Dziękuję za obszerny komentarz, do którego odniosę się w punktach:

      1. “Cóż, napisała Pani co napisała (…), artykuł był klikalny. Nieważne, ze na kogoś wylało się wiadro pomyj”.

      Bardzo proszę konkretnie przytoczyć/ zacytować “wiadro pomyj” z mojego artykułu, o którym Pani pisze. Może Pani to “wiadro” skopiować i wkleić poniżej, w komentarzu. Jeśli takie Pani znajdzie, w co szczerze wątpię.

      2. “Założę się, że autorzy i redaktorzy przyłożyli się do tego, by rodziców bohaterów książki pokazywać w RÓŻNYCH sytuacjach (dowodem załączone strony z książki)”.

      I już by Pani przegrała ten zakład – radzę nie wyciągać tak pochopnych wniosków na przyszłość.
      Po publikacji naszego postu – zdjęcia z książeczki – na facebooku i takiej reakcji Czytelników jeszcze tego samego dnia odezwał się do nas rzecznik Wydawnictwa MAC – Pan Jarek Rybus – i przesłał nam wyjaśnienia do całej sytuacji oraz grafikę, o której Pani wspomina. Grafika była już przygotowana, z czego wnioskuję, że już wcześniej ktoś zgłaszał do wydawnictwa swoje zastrzeżenia i wydawnictwo przyjęło taki model wybrnięcia z tej sytuacji. Nasza redakcja nigdy wcześniej nie kontaktowała się z Wydawnictwem MAC – a jeśli Pani nie wierzy, to proszę się kontaktować z rzecznikiem wydawnictwa.

      3. “(…) a Pani sprowadziła podręcznik do jednego przykładu. Czy chciałaby Pani, żeby w całej książce tata pełnił role – nazwijmy je dla uproszczenia – na potrzeby tego komentarza „typowo kobiece”, a mama w „typowo męskie”? (…) Może warto teraz uczyć dzieci, by nie budowały swojej opinii na podstawie jednego przeczytanego komentarza, tylko zajrzały do całej książki?”

      I tu znowu Panią rozczaruję – te grafiki o tacie w fartuszku nie znajdują się w tej samej książeczce (a raczej karcie edukacyjnej), w której znalazł się “robot mamy”. To kolejne części serii, dlatego trudno sobie wyrobić opinię o całości serii, gdy widzi się taki “kwiatek” w jednej części, a kolejnych części jeszcze nie ma.

      4. “Czy chciałaby Pani, żeby w całej książce tata pełnił role – nazwijmy je dla uproszczenia – na potrzeby tego komentarza „typowo kobiece”, a mama w „typowo męskie”?”

      Nie, nie chciałabym. Chciałabym za to, by już nigdy nikt nie tworzył (zapewne nieświadomie) takiej formy informacji podprogowej, którą zresztą nie wszyscy zauważyli i nie wszyscy zrozumieli. Ponieważ problem nie tkwi w tym, że mama używa robota kuchennego – sama go często używam i nie uważam w żaden sposób by czynność gotowania/ używania robota kuchennego była jakąkolwiek ujmą dla kogokolwiek. Natomiast cały kontekst “robota mamy” w książeczce jest sformułowany według mnie niewłaściwie – w połączeniu z robotami chłopca (w podtekście: te roboty to zabawki przeznaczone dla chłopców), i z tym nieszczęsnym określeniem “robot mamy”, a wystarczyło napisać: a to robot kuchenny – i nie byłoby tematu. Co więcej gdyby mama została przedstawiona z robotem KUCHENNYM w normalnym kontekście – czyli w kuchni, podczas gotowania – to też nie byłoby tematu, ponieważ to czynność, którą w wielu domach codziennie wykonujemy, ja również. A to czy w tych domach tata również używa robota KUCHENNEGO czy nie, to ich prywatna, rodzinna sprawa.
      Dlatego proszę zrozumieć, że tu nie o czynność gotowania chodzi, i nie o chęć nagłej zamiany wszystkich zadań w domu między kobietą i mężczyzną, tylko właśnie o ten bardzo subtelny kontekst – subtelny, co nie znaczy, że mało ważny.

      Pozdrawiam.

  2. Jestem autorką jednego z cytowanych komentarzy. Po opublikowaniu tego artykułu nagle z jednego “wrr” zrobiło się ich mnóstwo, dodatkowo zaczęto do mnie pisać prywatne wiadomości obrażając i wytykając, momentami bardzo niekulturalnie, jak bardzo moja opinia (do której mam przecież prawo, jako człowiek) jest błędna.
    W tym miejscu miałam prosić o usunięcie mojego komentarza z artykułu, gdyż nie udzieliłam na niego autoryzacji, ale cytowany komentarz sama na fb unicestwiłam, a grupę opuściłam.
    Mam nauczkę, że jeśli ma się poglądy odmienne niż większość, to trzeba siedzieć cicho, bo reakcje co poniektórych PC-bojowników urągają wszelkim kanonom kultury osobistej, której od użytkowników takiego portalu (mówimy przecież o rodzicach!) miałam czelność się spodziewać.

    • Proszę podać o który komentarz chodzi – i zostanie on usunięty.
      Niestety, przykro mi, że została Pani przez kogoś obrażona w komentarzach na facebooku – jeszcze raz je przejrzymy i jeśli nie wyrażają opinii w temacie, tylko obrażają innych użytkowników, zostaną usunięte.
      Pozdrawiam.

Skomentuj