Jak uczę się trzymać język za zębami

My, dorośli nie znosimy wręcz stereotypów. Blondynki nie cierpią, gdy ktoś ma je za głupie, rudzi nie mogą już słuchać głupich tekstów o tym, że są fałszywi. Ileż razy jednak wrzucamy kogoś do worka z napisem: bałaganiarz, leń, spóźnialski – gdy tylko raz zdarzy mu się zachowanie odbiegające od naszych oczekiwań. Dziwimy się następnie, dlaczego z nami czyni się podobnie.

O ile w świecie dorosłych etykietowanie przynosi krzywdę, o tyle w świecie dzieci sieje spustoszenie. Dlaczego?

Przyczyna jest prosta. Nasze maluchy bezgranicznie ufają rodzicom i za pewnik przyjmują to, co Ci im mówią.

Jeśli mama rano oznajmia, że jest zimno i trzeba założyć czapkę, to dziecko przyjmuje to do wiadomości. Jeśli tata stwierdza, że dziecko ma temperaturę i jest chore, maluch nie walczy z tym przekonaniem i posłusznie (lub nie) łyka kolejną dawkę syropu.

Dlaczego zatem miałoby być inaczej, w momencie, gdy nazywamy nasze dziecko negatywnym określeniem: złe dziecko, niedobra dziewczynka, łobuziak? Nazwany tak przez nas potomek przyjmuje do wiadomości, że taki właśnie jest i nawet nie próbuje z tym walczyć.

Powiecie? I cóż z tego? Otóż bardzo wiele. Dziecko nazywane przez najbliższych łobuzem i niedobrym, gdy słyszy to raz – może wypuścić drugim uchem, jednak gdy słucha tego określenia każdego dnia w domu, a potem może jeszcze w przedszkolu czy szkole – wówczas zacznie w to wierzyć już naprawdę i do końca. Będzie też powielać zachowania, których przecież niejako się od niego oczekuje. Nie ma chęci ani siły udowadniać, że jest inaczej, bo nikt mu nie uwierzy, bo przecież już każdy zna tę smutną prawdę o nim.

To bardzo proste. Jeśli powtarzamy naszej córce każdego dnia, że jest piękna – prawdopodobnie nie nabędzie tylu kompleksów, co dziewczynka, której mama zwykła mawiać, że nikt jej nie będzie chciał za żonę, że skończy w samotności, że jest za gruba.

Logiczne, prawda? I życiowe. Przykładów znam przynajmniej kilka. Budowanie wiedzy o sobie samym dziecko zaczyna w domu. Odpowiedzialność za słowa, które tworzą jego obraz w małej głowie ponosimy my – rodzice. Często nie zdając sobie z tego sprawy, często robiąc tak wiele krzywdy małemu rozumkowi.

Tak samo rzecz ma się z innymi określeniami, którymi tak łatwo szastamy w naszych codziennych rozmowach z dzieckiem. Wiadomo – trzymanie nerwów na wodzy po całym dniu w pracy, przy wielu obowiązkach domowych – jest trudne. Możemy jednak – nawet w złości – starać się panować nad naszym językiem.

Samej przychodzi mi to z trudem, jednak stale się tego uczę. Jestem cholerykiem i naprawdę to praca u podstaw.  Co robić? Udawać, że nie dzieje się nic złego, kiedy nasze dziecko rozrzuca rzeczy po pokoju czy uderza młodsze rodzeństwo?  Nic z tych rzeczy. Zwracanie uwagi bez etykietowania jest możliwe. Właściwie jest nawet bardzo proste. Wymaga tylko od nas odrobinę samodyscypliny, a kiedy wejdzie w nawyk nie będziemy już mówić inaczej.

Zamiast kolejny raz wrzeszczeć: brzydka dziewczynka albo jesteś niegrzeczny jak zwykle – możemy zacząć inaczej: kocham Cię, ale Twoje zachowanie sprawia mi przykrość albo Proszę Cię, posprzątaj po sobie – zamiast nazywać dziecko bałaganiarzem czy łobuzem.

Zamiast zwracać uwagę na to, co złe – podkreślajmy to, co dobre: Tak bardzo podobało mi się, kiedy wczoraj odłożyłaś na miejsce wszystkie lalki po skończonej zabawie albo Mama jest z Ciebie dumna, gdy potrafisz sama posprzątać po sobie.

Nie wszystkich przekonam. Zdaję sobie z tego sprawę. Mam dwoje dzieci: jedno raczej proste w obsłudze, choć uparte, drugie trudne i wymagające z huśtawkami nastrojów. Kiedy wczoraj, podczas odwiedzin dziadków, moja córka zaczęła wrzeszczeć wniebogłosy, bo czasem po prostu tak ma: jak sama mówi: zebrała się we mnie taka złość – dziadek zaczął informować ją, jaka jest brzydka i zła. Ja tymczasem czekałam spokojnie aż przyjdzie się przytulić i przeprosić, co oczywiście nastąpiło po kilku minutach. Nie nazwałam jej wówczas brzydkim dzieckiem, ale zapewniłam, że bardzo ją kocham, choć nie lubię, gdy tak się zachowuje.

Staram się nie przyklejać moim dzieciom łatek. Złości mnie też, kiedy robią to inni. Doskonale wiem, że jedna jest bardziej spokojna i rozważna, a druga to istny żywioł. Nie znaczy to jednak wcale, że ta pierwsza to grzeczne dziecko, a druga jest tą brzydką dziewczynką. Są zwyczajnie inne. Nie trzeba tego dookreślać. Szczególnie na głos. Słowa mają moc. Wielką. I tę niosącą zgliszcza, i tę budującą. Tylko od nas zależy, którą ich stronę wykorzystamy.

Artykuły o WYCHOWANIU DZIECI

______________________________________________________________________________

  • Jeżeli spodobał Ci się ten artykuł – udostępnij go dalej!
  • Na fan page’u na facebooku dzieje się dużo więcej i z dużą dawką humoru. Wpadnij do nas!
  • Chcesz porozmawiać z innymi rodzicami? Zapraszamy do zamkniętej grupy na facebooku!
  • Jeśli chcesz podzielić się swoją historią, opinią, doświadczeniem na łamach portalu, napisz do nas: kontakt@multirodzice.pl
  • Będzie nam miło, jeśli dasz znać znajomym o multiRodzicach. Sharing is caring! 
Podziel się:

Z zamiłowania dziennikarka, z powołania nauczycielka języka polskiego. Autorka powieści młodzieżowej: „Księżyc nad Świtezią”. Prywatnie: wielbicielka kuchni tajskiej, dalekich podróży i Denzela Washingtona. Od niedawna, niezbyt rozgarnięta, mama bliźniaczek i - co tu dużo mówić - szczęściara. Bezkompromisowa i szczera do bólu. W życiu kieruje się zasadą: co Cię nie zabije, to Cię wzmocni (co przy posiadaniu bliźniąt wydaje się być wyjątkowo trafne).

Skomentuj