DWIE STRONY ALARMOWANIA

UWAGA! Renault, Scania i ‘Drabina’ przygotują się do wyjazdu! Pożar budynku mieszkalnego! Renault, Scania* i ‘Drabina’** przygotują się do wyjazdu! Pożar budynku mieszkalnego!

Taki komunikat, poprzedzony światłem alarmowym, a zakończony głośnym sygnałem dźwiękowym, zdarzało mi się już kilkukrotnie słyszeć w samym środku nocy podczas strażackiego czuwania na służbie. Ten typ zagrożenia, czyli pożary wewnętrzne, są najcięższym, najbardziej niebezpiecznym i, w moim odczuciu, najbardziej emocjonującym elementem naszego fachu. W takich chwilach poziom skupienia pożarnika windowany jest na wyżyny możliwości. 1 minuta – mniej więcej tyle czasu mija od momentu ogłoszenia alarmu do wyjazdu zastępu*** z jednostki. W tym okresie na maksymalnych obrotach zbieramy się z łóżek, ubieramy się w ubrania koszarowe, zbiegamy (zjeżdżamy) do garażu i już w pojeździe zakładamy ubrania specjalne oraz sprzęt ochrony układu oddechowego. Po jakimś czasie pewne czynności wchodzą w nawyk, załącza się człowiekowi tzw. automatyzm. Niejednokrotnie, podczas nocnych akcji, siedząc już w samochodzie, zastanawiam się jakim sposobem się tam znalazłem. Tak, jakby wraca mi świadomość, ale za cholerę nie mogę sobie przypomnieć drogi jaką przebyłem z łóżka do miejsca, w którym siedzę.

Dlaczego piszę o tym wszystkim na stronie o tematyce rodzicielskiej? Ano dlatego, że widzę analogię między pracą strażaka a pracą (celowe stwierdzenie) rodzica. Różnicę stanowi tylko rodzaj alarmu, jaki budzi nas w nocy, bo to co następuje później jest bliźniaczo podobne.

Podobieństwo między służbą a wychowaniem zauważyłem w początkowych miesiącach życia naszych AS-ów. Jeszcze przed urodzeniem dzieci wyposażyliśmy łóżeczka w tzw. monitory oddechu, które wg zapewnień producenta i opinii innych rodziców, miały czuwać nad spokojnym snem naszych skarbów. Alarm załączył się trzykrotnie w godzinach nocnych w przeciągu tygodnia i za każdym razem sygnalizowany był przez urządzenie przy łóżeczku Szymka. Doskonale pamiętam, że wyleciałem wtedy z łóżka niczym pocisk i w sekundzie byłem w pokoju dziecięcym. Za każdym razem szczęśliwie wracałem do sypialni ze świadomością, że wszystko jest OK, choć nigdy nie było pewności czy rzeczywiście wystąpiły problemy z oddechem dziecka i czy wpływ na jego powrót miał sygnał dźwiękowy.

Alarmowanie w kontekście maluchów to oczywiście również płacz, a szybkość reakcji jest w przypadku podwójnych rodziców o tyle istotna, że płacz jednego dziecka w warunkach nocnych po jakimś czasie budzi drugie.

Kilka dni temu miałem sytuację z cyklu “autopilot”, bo odzyskałem świadomość w pokoju gościnnym bujając Szymka do snu. Nie mam bladego pojęcia jakim cudem się tam znalazłem i to jeszcze z dzieckiem, które spało w swoim łóżeczku. Cieszy fakt, że moja podświadomość jest na tyle dobra, że za każdym razem doprowadza mnie do celu bez jakiegoś uszczerbku na zdrowiu moim, a przede wszystkim – zdrowiu dzieci.

Idealnym rozwiązaniem dla “bliźniaczych” rodziców byłoby równe rozłożenie sił tak, aby w każdym momencie życia na jedno dziecko przypadał jeden rodzic / opiekun.

Sytuacja możliwa do osiągnięcia, jeśli masz grube pokłady pieniędzy na koncie i nie zawahasz się ich użyć w celu opłacania niani. No… niestety mój zawód, choć szlachetny, najlepszy z możliwych i w życiu nie zamieniłbym go na inny, nie gwarantuje i długo jeszcze nie będzie gwarantował takich zasobów. Zdarzają się chwile, gdy rodzic zostaje sam na polu bitwy, zmuszony do samodzielnej walki przeciw dziecięcej huśtawce nastrojów (M w normalnych okolicznościach, co 3 dobę jest sama). Osobiście, przeważnie dobrze sobie radzę w takich chwilach, ale niejednokrotnie byłem bliski wezwania posiłków. Na szczęście ciśnienie opadało, a ja nie musiałem wychodzić na przegranego w oczach M, która w porównaniu do mnie, ma ekstremalnie mało czasu ‘wolnego’ bez dzieci.

Wracając do alarmu… Głośne “wołanie” niemowlaka potrafi znacznie usprawnić podstawowe czynności fizjologiczne, bo oprócz wspomnianego snu, dopada nas podczas kąpieli, posiłku, czy nieuniknionego – posiedzenia na kiblu.

Zagęszczamy wtedy obroty, a niemożliwe nie istnieje. Tu również widzę nawiązanie do pracy strażaka, bo alarm na służbie jest bezlitosny i bardzo często zaskakuje nas podczas tychże czynności, a sytuacja wymaga natychmiastowej reakcji. Bo co miałbym powiedzieć rodzinie, której spłonął życiowy dobytek? “Wybaczcie za spóźnienie, ale musiałem zmyć szampon z włosów”, albo “Sorry, przedłużyło mi się trochę na tronie, a jeszcze papieru zabrakło”, czy “Kurde, bylibyśmy wcześniej, ale właśnie się golonka ugotowały, a wie pani – zimne niesmaczne” 🙂 Zarówno będąc rodzicem, jak i ratownikiem, decydując się na wielką odpowiedzialność w postaci dziecka (x2), czy przyjmując warunki służby, zobowiązałem się do 24-godzinnej dostępności. Podziwiam moją M, bo kiedy niejednokrotnie, ja walczę z pożarami na służbie, Ona w roli strażaka gasi dziecięcy ogień w domu. Taki pożar zapoczątkowany przez dwa małe ogniska równocześnie, potrafi się palić przez długie godziny.

Abstrahując od alarmu, kolejną czynnością, która scala rodzicielstwo i pożarnictwo jest czystość.

Wykąpane, czyściutkie, przewinięte maluchy plus uprasowane ubranka to nierzadko priorytet rodzicielstwa. Strażackimi ‘maluchami’ są wozy pożarnicze, o które dbamy z bardzo dużą dozą dokładności. Czerwone samochody są nieraz dopieszczane >dosłownie< godzinami po szczególnie “brudnych” akcjach. Istnieje w naszym żargonie powiedzenie, że do akcji najlepiej jedzie się czystym samochodem, a najczęściej pada ono w momencie, gdy alarm do kolejnego wyjazdu rozlega się w trakcie, lub zaraz po ukończeniu mycia. Ilekroć zdarzało mi się przewijać nasze AS-y, które po kilku chwilach nadawały się do kolejnego przebrania po zafajdaniu pieluchy… Bo najlepiej robi się do czystej pieluchy i najlepiej jeździ się czystym samochodem. Puenta strażacko-rodzicielskich porównań?

Nasze “zawody” cechuje nielimitowany czas pracy,

bo zarówno rodzicem, jak i strażakiem się jest, a nie bywa.


*Renault, Scania – odpowiednio GBA i GCBA, pożarnicze samochody specjalne wyposażone w zbiornik wodny oraz sprzęt ratowniczo-gaśniczy. Oznaczenie: G – gaśniczy, C – ciężki, B – zbiornik wodny, A – autopompa.

**Drabina – uproszczona nazwa pożarniczego samochodu specjalnego z drabiną mechaniczną zabudowaną na podwoziu pojazdu. Samochód współdziałania wykorzystywany do ewakuacji ludzi z wyższych pięter przy użyciu kosza dla 2 osób, a także do prowadzenia innych działań ratowniczo-gaśniczych na wysokości.

***Zastęp – pododdział liczący od trzech do sześciu ratowników, w tym dowódca, wyposażony w pojazd przystosowany do realizacji zadania ratowniczego.


  • Jeżeli spodobał Ci się ten artykuł – udostępnij go dalej.
  • Na fan page’u na facebook’u dzieje się dużo więcej i z dużą dawką humoru. Wpadnij do nas!
  • Zapraszamy również do zapisania się na nasz newsletter.
  • Chcesz porozmawiać z innymi rodzicami bliźniaków i wieloraczków? Zapraszamy na forum!
  • Jeśli chcesz podzielić się swoją historią, opinią, doświadczeniem na łamach portalu, napisz do nas: kontakt@multirodzice.pl
  • W jakiejkolwiek innej sprawie – pisz również! Jesteśmy tu po to by porozmawiać, czasami ponarzekać, ale najczęściej się wspólnie pośmiać.
  • Będzie nam miło, jeśli dasz znać znajomym o multiRodzicach. Sharing is caring! 🙂
Podziel się:

Maciek - szczęśliwy mąż Magdaleny, a od niedawna tata bliźniaków - Oli i Szymka, które obróciły moje życie o 180 stopni. Z wykształcenia - nauczyciel WF, z zawodu - strażak. Żyję w przekonaniu, że istnieje bliska relacja między dobrem ofiarowanym a otrzymanym. Chciałbym za 20 lat usłyszeć z ust dorosłych dzieci, że byłem dobrym ojcem. Motto życiowe zaczerpnięte z filmu Szeregowiec Ryan - "Zasłuż na to. Zasłuż na to wszystko".

Skomentuj