Różnice w wychowaniu skandynawskim i polskim, których nie widać „gołym okiem”

Długo mnie tu nie było, gdyż ostatnio dużo pracuję i mam niewiele wolnego czasu. Wróciłam do mojej poprzedniej profesji, mianowicie jestem asystentką przedszkolną na zastępstwa w różnych przedszkolach, w różnych grupach wiekowych. Pracując codziennie w innym przedszkolu, spotykam się z ogromną ilością asystentów, pedagogów, nauczycieli przedszkolnych. Podczas przerw rozmawiamy o różnych sprawach. Gdy zlecenia mi się powtarzają, bo jestem w danym przedszkolu kolejny raz, a pracownicy mnie już znają, chętniej dzielą się swoimi przemyśleniami, czy troskami.

Po jakimś czasie nasunął mi się pewien wniosek. Mianowicie wydaje mi się, że dzieci w Polsce oraz dzieci w Norwegii nie są wychowywane tak samo i skutkiem tego, wyrastają na ludzi z odmiennymi poglądami na życie.

To oczywista sprawa, ale są to tak bardzo subtelne różnice, których nie da się zauważyć gołym okiem, a rzutują potem na dorosłe życie. Chciałabym w tej części omówić jeden wybrany aspekt, mianowicie podejście do samodzielności w Polsce i w Norwegii. Artykuł traktuje tym razem o ludziach dorosłych, nie dzieciach.

Samodzielność i samowystarczalność

Wydaje mi się, że w polskim społeczeństwie jest pewnego rodzaju przyzwolenie na to, by kobiety, które mają majętnego partnera nie pracowały. Albo gdy kobieta urodzi dziecko, nierzadko długie lata spędza w domu, gdyż ma wsparcie finansowe partnera. Często bywa też tak, że nie ma żłobków w okolicy, albo są inne powody, dla których wiele mam dwu, czy trzyletnich dzieci nie pracuje zawodowo. Nie chcę mówić, że jest to trend ale że jest na to przyzwolenie i nikt się temu specjalnie nie dziwi. Kobieta może być samowystarczalna jeśli chce, jednak nie musi taka być za wszelką cenę.

Od mężczyzny wymaga się z kolei, żeby zapewniał byt rodzinie, w razie potrzeby zupełnie sam.

W Norwegii sprawa wygląda inaczej. Każde dziecko dostaje miejsce w przedszkolu, a wnioski składa się zanim dziecko skończy roczek. Każda kobieta która może oddać dziecko do przedszkola, pracuje. Chyba że jest w zaawansowanej ciąży lub właśnie urodziła kolejne dziecko. Wyjątków jest niewiele. Ja byłam jednym z nich. Aż trzy lata w domu.

Norweżki z niedowierzaniem otwierały szeroko oczy. No tak, musiałaś szukać sobie nowej pracy, a to trwa …, no tak, wcześniaki, często chorują. Dwójka na raz…. Wydaje się, że rozumieją, dlaczego tak długo byłam w domu ale jednak mówią, że to bardzo długo. Fakt, dopiero niedawno udało mi się znaleźć taką pracę, która pozwalałaby mi na stuprocentową elastyczność.

Dziecko nie śpi przez pierwsze lata w nocy? To nic! Norweżki śpią co drugą noc na zmianę z partnerem, oboje pracując przy tym na pełen etat. I cieszą się, bo podstawa to samodzielność finansowa i odpowiedni standard życia.

Rynek pracy w Norwegii funkcjonuje nieco inaczej. Jest ogromne przyzwolenie na branie wolnego co chwilę na chore dziecko. Wtedy do pracy wkracza pracownik na zastępstwo, czyli na przykład ja. Wiem, że w Polsce byłoby to trudne do zrealizowania, ale może zmiany systemu trzeba zacząć od siebie samego? Taka sytuacja do przemyślenia:

Do 2012 roku zdarzały się w Norwegii przypadki, że w niektórych gminach brakowało miejsc w przedszkolach. Zgadnijcie co robili norwescy rodzice. Mamy zostawały w domu? Otóż nie.

Ludzie sprzedawali domy i szukali sobie prac i miejsc w przedszkolach w innych gminach, a nawet innych województwach. Wyprowadzali się jednym słowem. Zmusili tym samym gminy do zapewnienia odpowiedniej ilości przedszkoli.

Norwegowie uważają, że samodzielność finansowa każdego dorosłego człowieka jest jedną z podstaw funkcjonowania zdrowego społeczeństwa.

Zaobserwowałam też taki trend, który w Polsce być może nie występuje zbyt często: w związku z tym, że z wiekiem, jak to Norwegowie mawiają, czasem „wyrasta się” ze związku, częstym przypadkiem jest próba kupowania sobie domu czy mieszkania dla siebie samego i dzieci. Nie dla siebie i obecnego partnera, tylko dla samego siebie. Jak pewnie się domyślacie, jest to trudne, bo bank lubi mieć zabezpieczenie w postaci dwóch kredytobiorców, a nie jednego. I często słyszę w pokoju przerw narzekanie na trudności we wzięciu kredytu w pojedynkę. I mówią to ludzie, którzy od lat są w związkach i mieszkają z kimś na stałe.

Wniosek, który mi się nasuwa jest następujący: w Skandynawii kładzie się większy nacisk na bycie samodzielnym i samowystarczalnym.

Następna część artykułu będzie o dumie z wykonywanego zawodu.

____________________________________________________________________________________________multirodzice.pl facebook

    • Jeżeli spodobał Ci się ten artykuł – udostępnij go dalej!
    • Na fan page’u na facebooku dzieje się dużo więcej i z dużą dawką humoru. Wpadnij do nas!
    • Chcesz porozmawiać z innymi rodzicami? Zapraszamy do zamkniętej grupy na facebooku!
    • Jeśli chcesz podzielić się swoją historią, opinią, doświadczeniem na łamach portalu, napisz do nas: kontakt@multirodzice.pl
    • Będzie nam miło, jeśli dasz znać znajomym o multiRodzicach. Sharing is caring!

W Polsce pracowała jako nauczycielka języka niemieckiego w szkole podstawowej. Wyjechała wraz z mężem do Norwegii kilka lat temu. Pracowała tam jako asystentka nauczycieli przedszkolnych w różnych przedszkolach i zobaczyła inny, niż w Polsce model wychowywania dzieci. Jest mamą bliźniaczek, zakochana i w dziewczynkach i w Norwegii. Nowa rola i nowe otoczenie bardzo ją inspirują. Lubi pływać łodzią po morzu, uczyć się języków obcych i czytać fantastykę. Prowadzi bloga: www.skandynawianka.blogspot.com

Skomentuj