Ukoić zmysły i znaleźć spokój – o odwiedzinach w Marina Village słów kilka

O tym, że kocham Bałtyk wiadomo nie od dziś. O tym, że jestem zwolenniczką miejsc kameralnych także. Ten rok przyniósł już trzy wypady nad nasze piękne morze, ale żaden nie dał mi tego, czego szukałam – ciszy i wytchnienia od tłumu. Zaczęłam szukać nowego miejsca – dla siebie – ale i dla Was, w którym wypoczynek będzie odbywał się wyłącznie na moich warunkach: bez wytyczonych pór karmienia, bez pośpiechu, bez gonitwy na kolejne animacje, bez analizy, co jeszcze dzisiaj powinniśmy zaliczyć.

Potrzebna mi była wizyta z dala od zgiełku wielkiego miasta, z dala od tłumów na plaży. Potrzebowałam kawałka przestrzeni, gdzie moje córki będą się świetnie bawiły, a ja będę mogła oczyścić głowę, wiedząc, że są w pełni bezpieczne.

Z racji mojego poczucia estetyki i zamiłowania do natury, musiało to być także miejsce pełne zieleni, a już najlepiej, gdyby po przebudzeniu dawało mi przyjemny – i jak udowodnili naukowcy – działający terapeutycznie – odgłos falującej wody.

Wreszcie znalazłam.

Całkiem nowe, oddane w tym roku miejsce idealne na wypoczynek z dziećmi. Marina Village w Kątach Rybackich.

Pobyt w nadmorskich domkach to dla nas nie pierwszyzna. Co jednak zwróciło naszą uwagę już przy naszym wyjątkowo późnym check – inn?

Zacznę od tego, co zastaliśmy tuż po przyjeździe. Otóż, wciąż podróżujemy głównie nocą. Zazwyczaj, dojeżdżając na miejsce, nerwowo rozglądamy się po okolicy, jest ciemno i ponuro. Tutaj ten problem się nie pojawił.

Marina nocą wygląda zjawiskowo. Nie sposób przegapić oświetlonego obszaru z pięknymi domkami, do których prowadzą wąskie uliczki, zaś drugi plan wygląda niczym z telewizyjnej produkcji: mały prywatny piękny port. Moje córki tuż po przebudzeniu zwróciły uwagę na kolorowy olbrzymi plac zabaw w centralnej części uzupełniający ten malowniczy obrazek.

Dalej było jeszcze lepiej. Przyznaję, że mam bzika na punkcie bezpieczeństwa moich dzieci, stąd nie przepadam do końca za ogromnymi obiektami, w których nerwowo trzymam za rękę jedną i drugą córkę, bo pięter jest kilkanaście, wind kilka, a i mnie zdarza się pomylić drogę do pokoju.

Byłam zbudowana, gdy okazało się, że bramy i furtki przy każdym domku otwierane są poprzez otrzymane przy meldunku kody, a także pilot, który udostępniono nam na cały czas pobytu. Ale to jeszcze nie wszystko! Cały, naprawdę spory teren Mariny, jest ogrodzony i całodobowo monitorowany. Dla mnie to niebywały komfort psychiczny, zaś… jeśli dotąd multitata zawsze obawiał się o swój wóz, teraz mógł zająć przyporządkowane do domku miejsce parkingowe i spać spokojnie.

Poranek powitał nas promieniami słonecznymi i zachwycającym widokiem na Zalew Wiślany z naszego balkonu. Teraz dopiero miałam okazję, leniwie i bez pośpiechu przyjrzeć się wnętrzu naszego dwupoziomowego domku. To, że ma 60 metrów kwadratowych wyczytałam na stronie internetowej, jednak dopiero na miejscu doceniłam tę ogromną przestrzeń. Dwie sypialnie na górze i ogromny salon z kuchnią swobodnie pomieściłyby, poza naszą czwórką, jeszcze dziadków albo znajomych. Przeznaczone są dla grup sześcioosobowych. Moje córki rozlokowały się w sypialni z dwoma łóżkami, dla nas została druga z łożem małżeńskim, choć nocnym wędrówkom małych ludzi nadal nie ma końca. I tutaj kolejny plus: wchodząc na piętro przed snem możemy zamknąć blokadę, by dzieci nie spadły ze schodów. Miło, że właściciele o tym pomyśleli.

Zanim przyjechaliśmy upewniałam się dwa razy, czy to możliwe, abym nie musiała pierwszy raz w życiu wieźć z sobą wszystkich sprzętów, które najczęściej zabieram. Rzeczywiście, w Marina Village jest wszystko. Nie będę rozpisywała się na temat garnków, sztućców, naczyń, mikrofali, suszarki do włosów, suszarki do bielizny, odkurzacza– bo to już na ogół standard. Są i tu.

To, co zwróciło moją uwagę i jednocześnie z pewnością zrobiło wrażenie, to: blender, mikser, nowoczesna pralka, wielka lodówka z dużym zamrażalnikiem (możecie śmiało przywieźć mrożone obiady od ukochanej mamy czy teściowej), i – dla wszystkich miłośników kawy: ekspres na kawę w ziarnach (nie zapomnijcie o własnych ziarenkach, choć na nas już czekały, a i my zostawiliśmy pełny zbiornik dla kolejnych gości).

Gdyby zaś któraś z multimam obawiała się, że jej letnia stylizacja mogłaby nie wyglądać perfekcyjnie na skutek zagięć na tkaninie – uspokajam – jest nawet żelazko!

I teraz to, co nam już w mniejszym stopniu potrzebne, ale o czym pamiętamy zawsze przy wyborze obiektów: sprzęty dla rodziców maluchów, na które najczęściej trzeba by dodatkową walizkę.

Marina Village naprawdę wychodzi Wam naprzeciw. Macie do swej dyspozycji: łóżeczka turystyczne, krzesełka do karmienia, ale także drobne, a tak bardzo przydatne: sterylizatory do butelek, podgrzewacze do butelek, nakładki sedesowe, nocniki, wanienki. Są nawet suszarki do butelek – co przy bliźniętach i wieloraczkach umożliwia zachowanie większej higieny i oszczędza miejsce.

Uczciwie przyznaję, że Marina Village to najlepiej zaopatrzone, pod kątem najmłodszych dzieci, miejsce ze wszystkich, w jakich gościliśmy. Co ważne – wiele obiektów pobiera dodatkowe opłaty za wypożyczanie tego typu sprzętu, tutaj macie go w cenie pobytu i jest dostępny od razu po przybyciu, na wyposażeniu domku.

Kończąc, dla tych, którzy chcieliby jeszcze: możecie zjeść  rano na tarasie chrupki tost z camembertem i żurawiną – bo toster też jest!

Gdy będziecie wychodzić na plażę – tę prywatną należącą do obiektu lub tę w Kątach, na którą dojdziecie piękną leśną ścieżką lub melexem z uśmiechniętym pracownikiem Mariny, gotówkę możecie zostawić w sejfie, a do ręki zabrać wystarczy parawany i leżaki ( także na wyposażeniu domku).

W lecie chętnie sięgamy po potrawy z grilla, nad morzem także smażymy ryby. W Marina Village została na te okoliczności stworzona specjalna wiata grillowa z profesjonalnym sprzętem, każdego dnia czyszczona i przygotowywana do użytku przez pana Andrzeja. Jest także miejsce na ognisko.

Gospodarze to miłośnicy zwierząt. Możecie zabrać ze sobą pupila. Z pewnością nie będzie narzekał, bo teren Mariny jest naprawdę pełen zieleni i miejsc do biegania.

Gdybym miała wskazać to, co uczyniło nasz pobyt naprawdę magicznymi wakacjami, byłyby to:

  1. Basen z podgrzewaną wodą. Ileż to razy w folderach i na stronie internetowej rozmaitych obiektów miałam okazję przeczytać, że woda jest ciepła. Tym razem termometr w basenie każdego dnia wskazywał 29 stopni Celsjusza. Naprawdę przyjemnie było wskoczyć do wody o takiej temperaturze. Idealny dla dzieci, pełen dmuchańców, otoczony pięknymi kwiatami i zadbanymi krzewami.

  1. Prywatny port. Nie jestem fanką żeglowania, ale nie ukrywam, że ogromną przyjemność sprawiało mi wypożyczenie łódki i dziecinne proste sterowanie po Zalewie Wiślanym, z możliwością podziwiania kormoranów, których tutaj pełno, łabędzi i mew. Moje córki także były zachwycone. Jeśli jesteście fanami sportów wodnych polecamy skorzystanie z możliwości wypożyczenia sprzętu wodnego takiego jak kajaki, rowery wodne, łódki wędkarskie, a także pontonu RIB, jachtu żaglowego lub motorowego oraz skuterów wodnych.

  1. Taras z widokiem na Zalew Wiślany. Ponad dwadzieścia metrów kwadratowych własnej przestrzeni z kompletem wypoczynkowym, a za furtką łabędzie i kaczki, z którymi moje córki zaczynały i kończyły każdy dzień. Niesamowity widok i uspokajająca woda. Idealne miejsce do wypicia popołudniowej kawy.

  1. Rowery dla dorosłych i maluchów. I tutaj znowu ogromny plus za duży wybór rowerów, małych, większych i całkiem dużych. Są także kaski dla dzieci, przyczepka dla najmłodszych – pełne przygotowanie gospodarzy na wycieczki dla całych rodzin.

  1. Ogromny atestowany plac zabaw. Poranki i wieczory w Marinie oczywiście moje córki wykorzystywały na zabawę z innymi dziećmi z terenu obiektu. Duży plac zabaw to pole do popisu dla najmłodszych: są zjeżdżalnie, wspinaczki, tory przeszkód, trampolina – a zatem scenariuszy na wciąż nowe zabawy nie brakowało.

  1. Sala zabaw. Na chłodniejsze czy pochmurne dni. Wyposażona w książeczki, gry edukacyjne, stół do ping ponga, telewizor – każdy znajdzie coś dla siebie, jeśli z nieba spadnie deszcz.

  1. Serdeczność załogi Marina Village. Zarówno właściciele, jak i pracownicy są niezwykle pozytywnymi i życzliwymi ludźmi. Służą pomocą w każdej kwestii, a przy tym witają gości uśmiechem, zawsze mając dla nich dobre słowo. Nieczęsto zdarza się, że atmosfera w obiekcie, do którego przyjeżdżamy jest tak rodzinna i przyjazna. Tutaj zaliczam ją do jednego z największych plusów. Czułam się jak u siebie w domu, jednocześnie mając dostęp do wszystkich atrakcji obiektu.

Co robić w Kątach Rybackich?

Nasz krótki pięciodniowy zaliczam do dość intensywnych, ale i okolica zachęcała do skorzystania z jej dobrodziejstw.

Jeśli Wasze dzieci, tak jak nasze córki, jeżdżą konno albo chciałyby dopiero spróbować: polecamy Wam dwa miejsca. Pierwsze to oddalona o kilka minut Stajnia u Bohuna w Sztutowie. Oprowadzanie, lekcja na lonży czy indywidualna jazda na maneżu – pracownicy oferują cały zakres usług.

Jeśli z kolei jedno z dzieci kocha konie, inne niekoniecznie – możemy zaproponować odwiedziny Mini Zoo i stadniny koni w Jantarze. To nasza kolejna wizyta w tym miejscu. Niezmiennie cenię je za profesjonalizm instruktorów jeździectwa, a także za dodatkową atrakcję na terenie obiektu – mini zoo. Tym razem jedna z naszych córek jeździła konno, druga karmiła zwierzęta. Wśród nich: lamy, alpaki, zebry, daniele, osły, sarny, wielbłądy i wiele innych.

Skoro już mamy do dyspozycji rowery, grzechem byłoby nie skorzystać z licznych tras rowerowych prowadzących – mniej wytrzymałych: do Sztutowa, nieco bardziej wprawionych rowerzystów aż do Krynicy Morskiej. Cisza, spokój, przyjemne leśne ścieżki na pewno Was zadowolą. Możecie znaleźć je na mapie naprzeciwko ośrodka. My dwa razy chroniliśmy się przed upałem właśnie w lesie, a małe nóżki naszych córek pokonały pond 30 kilometrów.

W każdy wtorek i piątek w Kątach Rybackich możecie także udać się na Eco Bazarek na Rybackiej 6. Możecie nabyć świeżo wędzone sery kozie i owcze, dżemy, własne wypieki, pyszne wędzone wędliny, ogórki kiszone i wiele innych naturalnych smakołyków. Polecam szczególnie ser feta, którego smaku na pewno nie zapomnicie.

Miłośnicy wodnych sportów, rzecz jasna, zajmą swój czas korzystając ze sprzętu należącego do Mariny, swój zresztą także możecie zacumować, jeśli jesteście gośćmi obiektu.

Podsumowując: dawno nie wróciłam tak pełna energii, a jednocześnie wypoczęta jak po pięciu dniach w Marina Village. Moje dzieci zaliczają pobyt do wyjątkowo udanych. Jeszcze zdążycie – w sierpniu znajdzie się wolny termin! A jeśli nie teraz, to wróćcie do tego wpisu, planując kolejne wakacje, bo domki czynne są sezonowo: od maja do września. Będziecie zadowoleni. Słowo.

____________________________________________________________________________________________multirodzice.pl facebook

    • Jeżeli spodobał Ci się ten artykuł – udostępnij go dalej!
    • Na fan page’u na facebooku dzieje się dużo więcej i z dużą dawką humoru. Wpadnij do nas!
    • Chcesz porozmawiać z innymi rodzicami? Zapraszamy do zamkniętej grupy na facebooku!
    • Jeśli chcesz podzielić się swoją historią, opinią, doświadczeniem na łamach portalu, napisz do nas: kontakt@multirodzice.pl
    • Będzie nam miło, jeśli dasz znać znajomym o multiRodzicach. Sharing is caring!

Z zamiłowania dziennikarka, z powołania nauczycielka języka polskiego. Autorka powieści młodzieżowej: „Księżyc nad Świtezią”. Prywatnie: wielbicielka kuchni tajskiej, dalekich podróży i Denzela Washingtona. Od niedawna, niezbyt rozgarnięta, mama bliźniaczek i - co tu dużo mówić - szczęściara. Bezkompromisowa i szczera do bólu. W życiu kieruje się zasadą: co Cię nie zabije, to Cię wzmocni (co przy posiadaniu bliźniąt wydaje się być wyjątkowo trafne).

Skomentuj