Zajęcia dodatkowe dla dzieci – czy ulec dzisiejszej modzie?

Niemal każdy przedszkolak, z którego mamą rozmawiam, a mam ich wokół siebie całe mnóstwo, uczęszcza już na zajęcia dodatkowe. W szkole grafik dziecka staje się jeszcze bardziej wypełniony przez kolejne aktywności. Wśród zajęć, na które mamy zapisują swoje pociechy już od najmłodszych lat, królują: języki obce, nauka gry na instrumencie, taniec, zajęcia sportowe. Oprócz typowych: słyszałam nawet o nauce gry na ukulele u pięciolatki. Czy rzeczywiście nasze dzieci wskazują potrzebę rozwijania tych nietypowych pasji?

Czy już w wieku paru lat dzieci przejawiają aż takie zdolności, by nie można było przejść obok nich obojętnie? I wreszcie czy uczestnictwo w dodatkowych i często bardzo drogich zajęciach już przez czterolatka czy pięciolatka może przynieść jakiekolwiek efekty?

Psychologowie są w tym temacie zgodni: dla dziecka, które jest w wieku przedszkolnym najważniejszą formą aktywności, która wspomaga jego rozwój jest zwykła zabawa.

To podczas swobodnej i kreowanej przez siebie aktywności dziecko reguluje dopływ odpowiednich bodźców, samo decyduje o tym, co jest mu potrzebne. Na tym etapie rozwoju zajęcia dodatkowe są – zdaniem psychologów, z którymi miałam przyjemność rozmawiać i których prace miałam okazję czytać – zupełnie zbędne.

Skąd więc aż tak duże zainteresowanie przedszkolami z całym wachlarzem zajęć dodatkowych?

Mam wrażenie, że rodzice pragną zaspokoić swoje własne niespełnione ambicje, sądząc, że ich dziecko będzie miało lepszy start, jeśli bardzo szybko zacznie brać udział w dodatkowych formach aktywności. Kolejnym argumentem przytaczanym przez mamy jest to, że inne dzieci już dawno na nią chodzą. A zatem konkurencja, potrzeba spełnienia oczekiwań innych także dokładają swoje.

Jest jeszcze coś. I to, w moim przekonaniu, jest najsmutniejsze…

Odnoszę czasem wrażenie, że mamy przedszkolaków są tak mocno przeciążone pracą zawodową, obowiązkami domowymi i wychowywaniem swoich pociech, że traktują wyjście dziecka na zajęcia jako wykradzioną chwilę dla siebie, moment wytchnienia.

Zajęcia dodatkowe dla przedszkolaka to nie samo zło – o ile nasza motywacja jest odpowiednia.

I nad nią należy się zastanowić. Kiedy więc można o nich pomyśleć? Jeśli nasze dziecko czerpie przyjemność z jakiejś aktywności, a nie jest do niej zmuszane. W naszym przypadku jest tak z nauką języka angielskiego. Dziewczynki mają pięć lat, odkąd dostały w prezencie fiszki z wyrazami w tym języku i opanowały 50 słówek w godzinę, proszą mnie za każdym razem, gdy wychodzimy do księgarni o nowy zestaw. I wspólnie, w domu, uczymy się słów, a także śpiewamy piosenki czy oglądamy bajki w tym języku.

Kiedy więc zasygnalizowały mi, że koleżanki chodzą na zajęcia, podczas których trochę się uczą, ale głównie bawią – mówimy o dwóch najlepszych koleżankach z przedszkola – postanowiliśmy spróbować. Grupa liczy 4 osoby: dwie moje córki i dwie przyjaciółki, a podczas zajęć czekam w korytarzu i słyszę ich śmiech oraz dobrą zabawę. Przy okazji do głowy wpada kilka słówek.

Na takie zajęcia wyrażam zgodę. Myślę także o nauce pływania ze względu na skrzywienie kręgosłupa u jednej z córek, ale też nie spieszę się z podjęciem decyzji. To by było na tyle.

Pamiętajmy, że z zajęciami dla kilkulatka nie można przesadzić.

Każde wejście do nowej grupy, przyjęcie pewnych zasad, poznanie nowej prowadzącej, oswojenie się jest dla niego ogromnym wyzwaniem, zatem nie nakładajmy na niego aż tak wiele.

I jeszcze jedna uwaga: stare dobre aktywności, jak rysowanie, wycinanie, taniec, nauka gotowania – w towarzystwie mamy i taty spełniają taką samą rolę jak płatne zajęcia, na które zapisujemy dziecko.  

A nasza pociecha potrzebuje niczym tlenu czasu spędzonego z nami. Potrzeba tylko naszych chęci. W czasie pierwszej fazy epidemii, kiedy zostaliśmy wszyscy przez kilka tygodni w domu, weszłam na wyżyny kreatywności, a moje dziewczynki były zachwycone, bo robiłyśmy wspólnie to samo, co w przedszkolu, a może znacznie więcej. Były więc: prace plastyczne, domowa ciastolina, masa solna, nauka czytania, śpiewanie i słówka w języku angielskim, sporo zabaw ruchowych: w berka samolot, mrożonego, chowanego, klasyczne spacery, taniec do upadłego, muzyczne krzesła, pieczenie ciast i ciasteczek, gotowanie zup i obiadów z dużym udziałem córek.

Rozwoju dziecka nie przyspieszą bowiem zajęcia dodatkowe, w nadmiarze mogą zaś dziecko jedynie zmęczyć, zbyt mocno obciążyć, a wreszcie zniechęcić do udziału w nich za kilka lat, kiedy dziecko będzie na nie naprawdę gotowe.

Co do przedszkolaka nie mam więc wątpliwości. A co z dzieckiem w wieku szkolnym?

Możemy próbować. Dziecko poznaje siebie, szuka swojego miejsca na ziemi, kolegów i koleżanek, z którymi dobrze spędza się czas. Zapytane, o to, na jakie zajęcia chciałoby chodzić, najczęściej będzie wybierało te, które wybrali jego znajomi i co równie częste, po kilku zajęciach zechce zrezygnować. Ważne, byśmy nie zmuszali dziecka do uczestnictwa w czymś, co dla niego jest zwyczajnie nudne, co nie sprawia mu przyjemności, bo osiągniemy efekt przeciwny do zamierzonego.

Jeśli jednak za wyborem idą: zaangażowanie, radość, wytrwałość – koniecznie wspierajmy dziecko, być może właśnie znalazło bowiem swoją pasję, dziedzinę, w której będzie realizowało się teraz i w przyszłości.

Z wyborem zajęć dodatkowych wiążę się jedna zasada: złotego środka. Żadna przesada w życiu nie jest dobra. Decydujmy mądrze i pamiętajmy, że maluchowi nic nie zastąpi czasu spędzonego z najbliższymi, a starszak musi się porządnie zastanowić nim znajdzie coś dla siebie. Ilość nie przeradza się w jakość.

Lepiej więc mniej, ale zgodnie z sugestiami dziecka. Wsłuchujmy się w to, co mówi i pamiętajmy, że mamy zaspokoić jego, nie własne potrzeby.

____________________________________________________________________________________________multirodzice.pl facebook

    • Jeżeli spodobał Ci się ten artykuł – udostępnij go dalej!
    • Na fan page’u na facebooku dzieje się dużo więcej i z dużą dawką humoru. Wpadnij do nas!
    • Chcesz porozmawiać z innymi rodzicami? Zapraszamy do zamkniętej grupy na facebooku!
    • Jeśli chcesz podzielić się swoją historią, opinią, doświadczeniem na łamach portalu, napisz do nas: kontakt@multirodzice.pl
    • Będzie nam miło, jeśli dasz znać znajomym o multiRodzicach. Sharing is caring!

Z zamiłowania dziennikarka, z powołania nauczycielka języka polskiego. Autorka powieści młodzieżowej: „Księżyc nad Świtezią”. Prywatnie: wielbicielka kuchni tajskiej, dalekich podróży i Denzela Washingtona. Od niedawna, niezbyt rozgarnięta, mama bliźniaczek i - co tu dużo mówić - szczęściara. Bezkompromisowa i szczera do bólu. W życiu kieruje się zasadą: co Cię nie zabije, to Cię wzmocni (co przy posiadaniu bliźniąt wydaje się być wyjątkowo trafne).

Skomentuj