Czy później będzie łatwiej?

W swojej krótkiej, ale jednak karierze multiMamy co najmniej kilkakrotnie słyszałam to pytanie: „Czy później będzie łatwiej?”. Mityczne „później” nie zostało nigdy sprecyzowane. Dla każdej początkującej mamy „później” to jest po prostu „nie teraz”. Bo teraz jest ciężko. Teraz nie zawsze odróżniamy dzień od nocy, pory spania od pory karmienia – zarówno dzieci jak i swoich. Teraz padamy ze zmęczenia i niewyspania. I chcemy wiedzieć:

Czy później będzie łatwiej???

Czasami mam ochotę odpowiedzieć pytaniem na pytanie: „Mam być szczera, czy miła?”, ale po chwili odpowiadam: „I tak i nie” oraz „To zależy”.

Sama na swój własny użytek stworzyłam takie umowne kroki milowe rodziców. W pierwszym roku rodzicielstwa są to: 3, 6, 9 i 12 miesiąc życia dzieci. Zazwyczaj mówi się o krokach milowych i skokach rozwojowych dzieci, ale ja bym jeszcze dodała skoki rozwojowe rodziców. Po każdym z tych etapów stajemy się mądrzejsi, silniejsi, bardziej doświadczeni w opiece nad dzieckiem – a nawet dwójką dzieci równocześnie w przypadku bliźniaków. Coraz lepiej rozumiemy i odczytujemy mowę ciała (czyli głównie krzyk) dzieci. Coraz częściej wiemy o co im tak naprawdę chodzi, co mamy w danym momencie zrobić, by ukoić ból/ głód/ zmęczenie/ chłód/ niewygodę. Pod tym względem:

Tak, później będzie łatwiej

Nabierzesz sił. Pewnego dnia hormony przestaną Ci nakręcać ciało i psyche niekoniecznie w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Powoli, ale jednak zaczniesz nabierać dystansu do nowej sytuacji i roli w swoim życiu. Być może miałaś wcześniej niejasne lub wstydliwe uczucie, że te dwie maleńkie istoty, krew z krwi, kość z kości, pochłaniają całą Twoją energię, siły życiowe, właściwie pochłaniają Ciebie całą. A Ty jeszcze bronisz się przed tym, jeszcze chciałabyś być trochę sobą, a nie tylko wciągniętą, wessaną wręcz kobietą w nieco obcą postać zwaną „mamą”. Czy w tej postaci naprawdę trzeba z siebie dawać te 100%? Właściwie to 200%, bo w końcu masz teraz wszystko razy dwa.

Jeśli nie zrobiłaś tego wcześniej – a wiele kobiet nie robi tego wcześniej… – to po kilku tygodniach, czasami nawet miesiącach zaczniesz akceptować to, że nie jesteś już wolnym żaglem i sterem, że nigdy już nie będzie Ciebie tamtej, Ciebie nie-matki.

Od tej pory jest łatwiej. Nie ma już szamotania się samej ze sobą, próby uszczknięcia dawnego poczucia wolności, sprawczości, spontaniczności. Jest nowa rzeczywistość, z którą trzeba sobie poradzić bez względu na to czy jest usłana fiołkami (taka w ogóle istnieje?) czy kolkami dwójki dzieci na raz.

W momencie, w którym w pełni akceptujesz to, że macierzyństwo jest takie jakie jest – ze wszystkimi swoimi ochami i achami, ale i przekleństwami zatrzymanymi gdzieś pomiędzy zaciśniętymi zębami (tak, zdarza się to nawet najlepszej matce…) – w tym samym momencie dojrzewasz już nie tylko w fizycznym zmęczeniu, ale i w wewnętrznej zgodzie z samą sobą do roli matki.

Jednocześnie „później” wcale nie będzie łatwiej. Pamiętam jak zmęczona kolejnym dniem, tygodniem i miesiącem wycierania ciągłych ulewań moich dzieci, spytałam swojej przyjaciółki – mamy trójki, w tym również bliźniaków – „Czy później będzie łatwiej????”. I usłyszałam: „No, nie bardzo… Bo każdy wiek ma swoje „ulewania”…”

I taka jest prawda. Z jednej strony pociesza się młode mamy: „Po pierwszym roku wszystko będzie łatwiejsze”. Z drugiej strony po kolkach następuje ulewanie, po ulewaniu – ząbkowanie, po ząbkowaniu – lęk separacyjny, po lęku – znowu ząbkowanie, po znowu ząbkowaniu – choroby, jeśli dzieci rozpoczęły żłobek/ przedszkole, po chorobach – lęki nocne, po lękach nocnych – bunt dwulatka, po buncie dwulatka – bunt trzylatka, co bardziej doświadczeni rodzice twierdzą, że bunt dwulatka może się przeciągnąć do buntu osiemnastolatka…

Małe dzieci – małe kłopoty, duże dzieci – duże kłopoty

To wszystko prawda. Do każdego wieku naszych dzieci, do każdej ich nowej umiejętności, która czasami powoduje szybsze siwienie włosów rodziców (np. umiejętność wchodzenia na krzesło, by z niego wejść na stół, by z niego zrzucić wszystko co jest możliwe do zrzucenia…), do tego wszystkiego muszą dojrzeć również nasze – rodziców – umiejętności, czyli cierpliwość, opanowanie, konsekwencja, siła i stoicki spokój, by któryś raz z kolei ściągnąć dziecko ze stołu, bo sobie ktoś zapomniał o odsunięciu krzesła…

Rodzicielstwo to niesamowita lekcja cierpliwości. W trudnych chwilach przypominam sobie słowa przyjaciółki:

„Każdy wiek ma swoje „ulewanie”…”

I choć wiem, że oznacza to, że jeszcze wiele rodzicielskich wyzwań przede mną, to jednocześnie wiem również, że każde „ulewanie” się kiedyś kończy. Czy później będzie więc łatwiej? I tak i nie.

Wiele zależy od Twojej zdolności akceptacji tego, że takie jest właśnie macierzyństwo: słodkie i gorzkie, piękne i trudne, zdolne do rezygnacji z części siebie i jednocześnie walczące o pozostanie sobą, wypełnione śmiechem i łzami, lękiem i niepewnością, ale ponad wszystko – wypełnione Miłością.


  • Jeżeli spodobał Ci się ten artykuł – udostępnij go dalej.
  • Na fan page’u na facebooku dzieje się dużo więcej i z dużą dawką humoru. Wpadnij do nas!
  • Zapraszamy również do zapisania się na nasz newsletter.
  • Chcesz porozmawiać z innymi rodzicami bliźniaków, wieloraczków, dzieci „rok po roku”? Zapraszamy do zamkniętej grupy na facebooku!
  • Jeśli chcesz podzielić się swoją historią, opinią, doświadczeniem na łamach portalu, napisz do nas: kontakt@multirodzice.pl
  • Będzie nam miło, jeśli dasz znać znajomym o multiRodzicach. Sharing is caring! :-)
Podziel się:

Kiedyś miłośniczka podróży i przygód podwyższających adrenalinę. Obecnie uskutecznia głównie podróże pojazdem trójkołowym do klubu malucha i z powrotem, a adrenalinę ma wiecznie podwyższoną poczynaniami wszędobylskich, bliźniaczych potomków. Kocha swoją rodzinę, przyjaciół, dobry film i jeszcze lepszą książkę, fotografię, Kraków, kawę z pianką, jazdę na motorze i bycie mamą.

Skomentuj