I ty możesz zostać zakupoholikiem – a może… już nim jesteś? Sprawdź co to jest “window shopping”

Każdy wie kto to taki, … zakupoholik. Chodzi po galeriach handlowych, ma tajne konta i karty kredytowe, długi. Nie przyznaje się do kupienia drobiazgów przed partnerem, ba! nie rozpakowuje nawet kupionych rzeczy.  Wydaje pieniądze dla chwili emocji. Podnieca go sam proces planowania i kupowania, a nie samo posiadanie. Gdy taka osoba kupuje coś, wydaje się jej wtedy, że ta kupiona rzecz sprawi, że wszystkie problemy znikną. A potem jest płacz i zgrzytanie zębów. Po co mi to było?

Napisałam celowo, że to taka osoba, nie że to kobieta. Jest niemalże tradycją przypisywanie tego problemu kobietom. Bo to kobiety faktycznie częściej się do tego przyznają w ankietach i faktycznie częściej uzależniają się od zakupów. Mężczyźni podobno rzadziej wpadają w ten nałóg albo się nie przyznają. Albo nie wiedzą, że też mogą być zakupoholikami, choć nie kupują wiele.

Czy można więc być oszczędnym, niekupującym wiele, trzymającym budżet domowy żelazną ręką zakupoholikiem? Oczywiście że tak. Czy można być zakupoholikiem nie kupując? Można. Tak samo jak można być alkoholikiem nie pijąc. Z tym że alkoholik niepijący jest np. wtedy, gdy jest na odwyku. Zakupoholik nie musi w ogóle nawet faktycznie zacząć kupować, by zacząć się stopniowo uzależniać. Mechanizm uzależniania się działa doskonale również bez fizycznego dostępu do produktów!

Skończmy więc ze stereotypami.  Zakupoholizm to nie tylko powtarzający się akt kompulsywnego  kupowania. Zakupoholizm to też ciągłe oglądanie ofert kupna bez zamiaru dokonania zakupu, w celu pobudzenia emocjonalnego.

Nic dziwnego, że mózg się uzależnia.

Oglądanie luksusowych przedmiotów wiąże się z wizualizacją ich w naszej rzeczywistości. Wyobrażamy sobie, że używamy tych rzeczy i wywołuje to w nas euforię. I jest tak za każdym razem. Dla mózgu taka wielokrotna stymulacja jest lepszym efektem niż rzeczywisty zakup, daje większe poczucie szczęścia – tak twierdzą niektórzy anglojęzyczni trenerzy personalni.

Polska literatura mówi co innego. Trochę straszy, trochę ostrzega. Ja też uważam, że oglądanie jest fajne ale warto też zastanowić się nad skutkami.

Nieustanne śledzenie aukcji internetowych, oglądanie witryn sklepowych, a w nowoczesnej wersji przeglądanie godzinami stron sklepów internetowych, bez zamiaru kupowania, to wszystko może przerodzić się w nałóg. No ale co w tym złego, powiecie.

Przecież marzenia nic nie kosztują!

Niestety kosztują. Kosztują więcej niż stracony czas, który można by przeznaczyć na jakieś hobby. Mogą (ale oczywiście nie muszą) być wstępem do prawdziwego kompulsywnego kupowania. Taki nawyk ciągłego przeglądania produktów w sieci może też sprawić, że zatracimy umiejętność rozpoznawania naszych rzeczywistych potrzeb. Tyle dowiecie się z polskiej literatury.

Dlaczego piszę o tym na portalu dla rodziców?

Dlatego, że chociaż nie jestem psychologiem ani terapeutą, widzę, że problem zakupoholizmu w różnej postaci może się pojawić albo nasilić, właśnie wtedy, gdy na świat przychodzi dziecko lub więcej niż jedno dziecko na raz. Skąd to wiem?

Żeby być z Wami tak zupełnie szczera, powinnam była zacząć ten artykuł inaczej, od słów:

„Mam na imię Ania, mam 34 lata. Jestem pasywnym zakupoholikiem. Nie oglądam od trzech miesięcy.”

 Nie kupuję dzieciom zabawek. Ubrania kupuję tylko, kiedy muszę. Nie wchodzę w ogóle do sklepów dla dzieci, bo centra handlowe mnie męczą. Nie kupuję już sprzętów do obsługi dzieci. Mam mniej ubranek dla moich bliźniaków, niż wielu rodziców dla jednego dziecka.

Ludzie, którzy do mnie przychodzą, mówią, że nasze dzieci mają mniej zabawek, niż ich dzieci. Serio. Stać mnie na rzeczy ale wolę tylko oglądać. Lubię sobie wyobrażać, że mogę mieć wszystko, co zechcę. A Internet mi w tym pomaga i zachęca mnie do tego.

Zaspokajam potrzebę kupowania samym tylko oglądaniem produktów. Zjawisko to nazywa się „window shopping”, po polsku oglądanie wystaw sklepowych lub „kupowanie oczami”. Mój window shopping istniał już zanim zostałam matką, jednak teraz nasilił się i dopiero zdałam sobie z niego sprawę.

A czy Ty masz problem?

Sygnałem alarmowym powinno być porzucenie innych form spędzania czasu na rzecz oglądania, czy kupowania. I jeszcze jedna rzecz powinna niepokoić. Jeśli coś kupicie, tracicie natychmiast zainteresowanie tą rzeczą.

Jak sobie z tym radzić? Trzeba chcieć mniej!

„Aktywni” zakupoholicy nie powinni chodzić sami na zakupy, na spacery chodzić bez pieniędzy. A przede wszystkim iść na terapię. Jest wiele porad w Internecie dla typowych aktywnych zakupoholików.

Nie znalazłam niestety niczego dla oglądaczy, czyli takich – nazwijmy to, pasywnych zakupoholików, jak ja. Mam jednak kilka porad dla tych, którzy chcieliby chcieć mniej. Są to wypróbowane przeze mnie metody, które u mnie zadziałały:

Chcieć mniej zabawek dla dziecka

U mnie przeglądanie zabawek w Internecie skończyło się w momencie, gdy zapisałam dzieci do przedszkola. Uświadomiłam sobie, że po powrocie z przedszkola są one zmęczone ogromem tego wszystkiego, co tam mają. A ja nie zamierzam im tworzyć w domu przedszkola numer dwa, a już tym bardziej dublować zabawki, którymi się tam bawią. Niech w domu dzieci dostaną ode mnie to, czego nie dostaną w przedszkolu. Poczytam im książeczkę, pobawię się z nimi starymi zabawkami w nowy sposób albo wymyślę nową zabawę ruchową.

Problem może tkwić też w newsletterach. Czasami nawet jeśli nie godzimy się na marketing, i tak przychodzą do nas maile z nowościami. Wyłącz newsletter lub zgłoś spam na swojej skrzynce pocztowej zawsze, gdy przyjdzie kolejna niechciana reklama. To pomaga, przynajmniej w jakimś stopniu.

Chcieć mniej ubrań dla siebie

Zapoznaj się z terminem „garderoba kapsułowa” i idź tym tropem. Zasada jest prosta. Dobierasz sobie z tego co masz takie zestawy, które pasują do siebie na wzajem.. Nosisz je często, bo w szafie masz mniej rzeczy. Wyrzucasz wcześniej to, czego od dawna nie nosiłaś. Kiedy chcesz kupić nową rzecz, wiesz dokładnie jaka rzecz ma to być, bo musi pasować do reszty. Nie musisz spędzać godzin na zastanawianiu się nad tym, co kupić. Zauważyłam, że metodę tą stosują intuicyjnie mężczyźni, czyli specjaliści od kupowania mniejszej ilości ubrań 😉

Chcieć mniej luksusu na wakacjach

Żeby przestać nieustannie wizualizować sobie siebie na egzotycznych drogich wakacjach na końcu świata w pięciogwiazdkowych hotelach (zwłaszcza, jeśli Cię na nie nie stać ), warto wypróbować taki trik:

Powiedz sobie, że wakacje luksusowe to takie, które są inne niż wszystkie. Takie, jakich nie będzie miał nikt inny, tylko Ty. Następnie wyobraź sobie, że interesuje Cię wyłącznie przygoda i nowe przeżycia, które nie musza wiązać się z wydawaniem dużych pieniędzy, bo nie to nas wzbogaca, tylko nowe doświadczenia.

Celem jest wizualizowanie takich wydarzeń, które sprawiają, że cała rodzina bawi się dobrze mimo lekkich niewygód, a dzieci uczą się od rodziców nowych rzeczy i poznają ich z zupełnie innej strony.

W ten sposób zmusisz mózg do wyobrażenia sobie na przykład tego, że jedziecie pod namiot z dziećmi. Że biwakujecie gdzieś na odludziu i uczycie dzieci rozpalać ognisko. Że bawicie się w podchody razem z dziećmi, bo placem zabaw jest przyroda. Że ukrywacie skarb, a dzieciom dajecie mapę, ucząc ich orientacji w terenie. Jeżeli absolutnie nie możesz znieść myśli o namiocie, niech to będzie wynajęty skromny domek letniskowy lub stara przyczepa kempingowa. A może objazdówka pożyczoną starą przyczepą kempingową jakimś ciekawym szlakiem tematycznym (okoliczne zamki, jeziora)? Czy sprawdzisz się w roli przewodnika turystycznego i animatora gier i zabaw na odludziu?

Oto wyzwanie dla mózgu. W ten sposób przeprogramujesz mózg.

Wejdź na mapy Google i sprawdź, gdzie możesz ewentualnie rozpocząć przygodę.  To nie muszą być wakacje. To mogą być spontaniczne weekendowe wypady za grosze. Nie chodzi nawet o to, że od teraz musisz jeździć już tylko na najtańsze wakacje i cały czas stawać na głowie, żeby dzieci się nie nudziły i nie marudziły. To tylko takie ćwiczenie 😉

W sieci przeczytacie, że problem uzależnienia od zakupów dotyka tylko kilku procent społeczeństwa, bo nikt nie bada window shoppingu, tylko aktywny zakupoholizm. Tak naprawdę uzależnione jest nawet 20% społeczeństw „zachodnich” i innych, „konsumpcyjnych”. A Ty? Kiedy ostatnio przeglądałaś oferty sklepów, nie szukając niczego konkretnego?

Teksty źródłowe:

https://ptmoney.com/window-shopping/

https://www.dorotakaminska.pl/garderoba-kapsulowa-szafa-minimalna/

_________________________________________________________________________________________

    • Jeżeli spodobał Ci się ten artykuł – udostępnij go dalej!
    • Na fan page’u na facebooku dzieje się dużo więcej i z dużą dawką humoru. Wpadnij do nas!
    • Chcesz porozmawiać z innymi rodzicami? Zapraszamy do zamkniętej grupy na facebooku!
    • Jeśli chcesz podzielić się swoją historią, opinią, doświadczeniem na łamach portalu, napisz do nas: kontakt@multirodzice.pl
    • Będzie nam miło, jeśli dasz znać znajomym o multiRodzicach. Sharing is caring!
Podziel się:

W Polsce pracowała jako nauczycielka języka niemieckiego w szkole podstawowej. Wyjechała wraz z mężem do Norwegii kilka lat temu. Pracowała tam jako asystentka nauczycieli przedszkolnych w różnych przedszkolach i zobaczyła inny, niż w Polsce model wychowywania dzieci. Jest mamą bliźniaczek, zakochana i w dziewczynkach i w Norwegii. Nowa rola i nowe otoczenie bardzo ją inspirują. Lubi pływać łodzią po morzu, uczyć się języków obcych i czytać fantastykę. Prowadzi bloga: www.skandynawianka.blogspot.com

Skomentuj