Jak z matki stać się na powrót kobietą?

Do napisania tego tekstu zabieram się od dobrych kilku miesięcy. Dlaczego? Bo nie lubię pisać tak całkiem o sobie, wolę o własnych przemyśleniach czy spojrzeniu na otaczający świat. Zdecydowałam jednak, że może choć dla jednej z Was stanie się on inspiracją, a może wsparciem.

Kiedy pięć lat temu urodziłam dwoje dzieci, mój świat dosłownie przewrócił się do góry nogami. Czasu tego nie wspominam wcale jako najpiękniejszego na świecie, o czym odwagę miałam mówić – jako jedna z nielicznych znanych mi kobiet – od razu i wprost w tekście: “Baby blues po polsku”.

Wraz z falą bezwarunkowej miłości, przyszła fala obaw, stresu, zmęczenia i podporządkowania całego życia dwóm małym istotom, które w pierwszych trzech miesiącach życia dały mi na tyle popalić, że pogorszył się mój stan zdrowia, kondycja, a co za tym idzie i samopoczucie.

Stawałam się z każdym dniem coraz lepszą matką, nabierałam doświadczenia, spałam po kilka godzin dłużej i odzyskiwałam utracone kilogramy. Moje zdrowie psychiczne wracało do normy, wraz z każdą spokojną przespaną nocą i zjedzonym posiłkiem.

Wciąż jednak pozostawał pewien dysonans. Z jednej strony uśmiechy moich córek i każda chwila spędzona z nimi dawały mi szczęście i poczucie spełnienia, z drugiej zaś strony czułam, że odbierają mi samą siebie, moje plany, zamierzenia, cele i przyczyniają się do powstania pewnej luki, której nie dało się niczym wypełnić, a dziura – niemal jak ta w zębie – przynosiła nieprzyjemne doznania.

Intensywne myślenie o tym, jak zmienić zaistniałą sytuację doprowadziły mnie do poszukiwań. I wydaje mi się to jedyną słuszną drogą.

Poszukiwanie rozwiązania, w którym kobieta zmieniona z dnia na dzień w matkę, staje się na powrót kobietą, rozpocząć należy od zadania sobie fundamentalnych pytań: co sprawiłoby mi teraz największą przyjemność? Które z moich planów przerwanych przez macierzyństwo mogłabym zacząć realizować? Czy podołam łączeniu roli mamy z nowymi zadaniami?

Droga do realizacji jest usłana cierniami, nie różami.

Pokonać bowiem musimy nie tylko przeszkody stawiane przez maluchy: chroniczne zmęczenie i brak czasu, walka z samym sobą, by zamiast rozrywki oddać się pasji, gdy już wygospodarujemy te kilka wieczornych/ nocnych chwil dla siebie, ale przede wszystkim z otoczeniem i społeczeństwem.

Mam bowiem wrażenie, że obok znajduje się wciąż wiele toksycznych osób, które wprawiają nas w najlepszym razie w zakłopotanie, w najgorszym zaś w wyrzuty sumienia. Bo czy można by dobrą matką, kiedy znajduje się czas na samorealizację? Do tej pory niektórzy zadają mi takie pytanie:

Czy masz czas dla dzieci, skoro robisz tyle innych rzeczy?

Mam. W ciągu dnia jestem mamą. Pracującą do godzin popołudniowych na etacie, a wieczorami i nocą realizującą swoje ambicje i plany zawodowe. Nie okradam moich córek z czasu spędzanego z nimi. Swoje zadania dodatkowe wykonuję zawsze, gdy są w przedszkolu, a ja akurat zaczynam pracę później, albo późnym wieczorem i nocą. Wymaga to ode mnie sporo konsekwencji, samodyscypliny, ale jest możliwe do zrealizowania.

Nie od razu Kraków zbudowano. Nie mówię, że kiedy dziewczynki skończyły trzy miesiące i mniej więcej w tym czasie przestały mieć nocne ataki kolek, to z dnia na dzień zabrałam się za pisanie książek. Oj, tak to niestety nie działa!

Wiedziałam doskonale, że póki co, mogę wygospodarować co najwyżej godzinę wieczorem, bo muszę też dać czas organizmowi na regenerację po trudnym okresie ciąży i pierwszych miesiącach z bliźniętami. Zaczęłam więc szukać możliwości pisania – bo ono jest moją pasją, moją odskocznią, moim lekarstwem na troski dnia codziennego – nie od szukania wydawnictwa, ale miejsca, gdzie mogłabym publikować początkowo krótsze teksty, w jakich specjalizowałam się, pracując wcześniej w redakcjach gazet.

Mam szczęście do ludzi. Tym razem też miałam. Trafiłam do portalu multirodzice.pl, który współtworzę do dnia dzisiejszego. Pisanie o dzieciach, o spostrzeżeniach związanych z ich rozwojem i wychowaniem, o tym, co cieszy i smuci. Jest to swoiste remedium.

Dzieci jednak rosną, a matka – jeśli tylko dokona mobilizacji – może więcej. Nie mówię, że nagle przestałam być zmęczoną po całym intensywnym dniu. Jednak jest to zmęczenie zgoła inne niż wtedy, gdy dzieci miały kilka miesięcy. Zmęczenie, które potrafię pokonać, by robić coś, co daje mi prawdziwą satysfakcję.

Ostatnie dwa lata były dla mnie intensywne zawodowo. Poza regularną pracą na etacie, tworzyłam dla Was i z Wami portal multirodzice.pl, ale postanowiłam też iść o krok dalej. Wrócić do pisania dłuższych form. Początkowo byłam pełna obaw, czy podołam, czy nie biorę na siebie zbyt wiele. Jednak ostatecznie okazało się, że wybrałam dobrą drogę.

Dzisiaj czuję, że jestem we właściwym miejscu, a w moim życiu zapanowała na powrót równowaga. Wciąż jestem na pierwszym miejscu mamą – i tak już zostanie. Nie zamierzam przedkładać własnych ambicji przed potrzebami dzieci, ale od czego jest czas, w którym się bawią? Od czego wieczory?

Pisałam Wam kiedyś, że moje dzieci zasypiają w okolicach dwudziestej, choćby nie wiem co. Mimo iż mają dzisiaj pięć lat, nadal zostaliśmy przy tej godzinie. Nikt nie oponuje, bo było tak od zawsze. Kiedy słodko śpią, ja zyskuję czas, by rozprawić się najpierw z domowym bałaganem, zadaniami do pracy, wymyśleniem obiadu na jutro, by potem z wielką ekscytacją oddać się pisaniu.

Dzisiaj jestem mamą, ale też autorką książek.

Mam nadzieję, że pasję pisania będę mogła rozwijać i kontynuować. Za kilka tygodni do Waszych rąk trafi „Klątwa Sióstr” – nota bene opowieść o siostrach bliźniaczkach, tyle, że nastoletnich, które różnią się od siebie, jak ogień i woda. Ale mój grafik wydawniczy jest wypełniony aż do końca 2022 r., bo w ciągu ostatnich dwudziestu czterech miesięcy napisałam też sześć innych powieści, podpisałam na nie umowy wydawnicze w kraju, a „Topielica ze Świtezi”, która została wydana w październiku 2019 roku trafi wiosną do Stanów Zjednoczonych pod tytułem „Rusalka”.

Gdyby ktoś pięć lat temu, kiedy bez makijażu, z niedowagą i łzami w oczach nosiłam moje córki wraz z mężem kolejną noc na rękach, by ulżyć im w ataku kolki, powiedział mi, że za kilka lat będzie już całkiem normalnie, że rolę mamy będę mogła łączyć z rolą aktywnej zawodowo i samorealizującej się kobiety, pewnie nie uwierzyłabym i postukałabym się w czoło.

Dzisiaj wiem, że wszystko jest możliwe. Potrzeba jednak wiele samozaparcia, konsekwencji, uporu i rzeczywistych chęci – bez nich zamiast rozwijać się, będziemy oglądali kolejny odcinek serialu Netflixa, a kolejne lata upłyną nam na narzekaniu.

Kiedy piszę ten tekst, na zegarze jest 6.00. Jest dzień wolny i mogłabym spać do woli, bo moje pociechy właśnie to teraz robią. Ale wolę zejść na dół, zaparzyć kawę i delektować się ciszą i godziną w samotności. Godziną, którą mogę przeznaczyć na co chcę. Przeznaczam ją na spotkanie z Wami w tym tekście.

Kobiety – mamy! Walczcie o swoje marzenia, nie dajcie się zakrzyczeć nieprzyjaznym głosom otoczenia. Możecie być świetnymi mamami, ale jednocześnie żyć w zgodzie z sobą i być w pełni szczęśliwe. Naprawdę.

____________________________________________________________________________________________multirodzice.pl facebook

    • Jeżeli spodobał Ci się ten artykuł – udostępnij go dalej!
    • Na fan page’u na facebooku dzieje się dużo więcej i z dużą dawką humoru. Wpadnij do nas!
    • Chcesz porozmawiać z innymi rodzicami? Zapraszamy do zamkniętej grupy na facebooku!
    • Jeśli chcesz podzielić się swoją historią, opinią, doświadczeniem na łamach portalu, napisz do nas: kontakt@multirodzice.pl
    • Będzie nam miło, jeśli dasz znać znajomym o multiRodzicach. Sharing is caring!

Z zamiłowania dziennikarka, z powołania nauczycielka języka polskiego. Autorka powieści młodzieżowej: „Księżyc nad Świtezią”. Prywatnie: wielbicielka kuchni tajskiej, dalekich podróży i Denzela Washingtona. Od niedawna, niezbyt rozgarnięta, mama bliźniaczek i - co tu dużo mówić - szczęściara. Bezkompromisowa i szczera do bólu. W życiu kieruje się zasadą: co Cię nie zabije, to Cię wzmocni (co przy posiadaniu bliźniąt wydaje się być wyjątkowo trafne).

Dyskusja4 komentarze

  1. U mnie zupełnie odwrotnie. Dziewczyny dwuletnie do przedszkola chodzą już drugi rok, a ja wracam do domu i delektuję się byciem sama. Zrobię sobie to, co potrzebuję w domu. Nigdy nigdzie się nie spieszę, mam taki luz jakiego nigdy w życiu nie miałam. Wiem, że będę musiała w przyszłym roku iść do pracy. Tu u nas każda matka rocznego dziecka pracuje, wszyscy pytają mnie gdzie pracuję, i robią wielkie oczy, gdy słyszą że siedzę w domu. Emancypacja kobiet, czy też ekonomia doprowadziły nas do takiego poziomu rozwoju społeczeństwa, że nie można być tylko mamą. Nie pracujesz? Wstyd. Nie masz hobby? Wstyd. A jak robisz to wszystko i masz dzieci to też wstyd. Jako matki mamy kiepską pozycję w społeczeństwie, skoro możemy liczyć głównie na krytykę.

  2. Każdy znajduje swój sposób na siebie.
    Dla mnie bycie mamą to za mało. Jeśli dla Ciebie to właśnie cel i sens- nie przejmowałabym się innymi. W zgodzie z sobą. To najważniejsze. Ja właśnie przeżywam kryzys- zmęczona jak cholera nie piszę, tylko kładę się spać. Ale nadrobię… I znów będę zasypiać z uśmiechem.

    • Tak to często bywa, że jak się nie ma rodziny przy sobie, to z małymi dziećmi przez pierwsze lata jest się głównie mamą. Czy się tego chce czy nie. Bo nie ma babci, do której się dziecko z katarem podrzuca, żeby iść do pracy. Ja bym chciała pójść do pracy ale mi dzieci ciągle chorują i mimo że opłacamy przedszkole, to i tak siedze z nimi dużo w domu. Pewnych rzeczy nie da się przeskoczyć.
      No ale właśnie w związku z tym, że każda z nas chce być na powrót kobietą, mam w planach nowe hobby. Takie, żeby wymagało wyjścia z domu na łono natury. Bo przecież trzeba się od tego dziecięcego życia też oderwać. I właśnie o to chodzi, żeby na każdym etapie matczynego życia móc sobie pozwolić na bycie też kobietą, sobą.

  3. Uważam, że my same – kobiety – narzuciłyśmy sobie i wysokie wymagania i wysoką poprzeczkę…
    Ja jestem zwolennikiem złotego środka: bycie “tylko mamą” też mi nie wystarcza, ale gdy robię coś dla siebie, dla swojego rozwoju, czy to zawodowego czy osobistego, to zawsze w swoim własnym rytmie i tempie. Nie spieszę się, nie przemęczam się, już teraz nie zarywam nocy (a kiedyś tak było notorycznie…) 🙂 Czasami niektóre rzeczy wykonuję naprawdę w rytmie slooooow, ale to właśnie tak czuję się spełniona, tak mi dobrze, tak smakuję swoje własne, nieidealne, ale wspaniałe życie 🙂

Skomentuj