Kiedy rodzic się denerwuje – czyli o złości słów kilka

Zacznę od cytatu Agnieszki Stein, psycholożki znanej z propagowania rodzicielstwa bliskości; „Żaden program rozwoju osobistego ani żadna książka nie mają, według mnie, takiego potencjału rozwojowego jak rodzicielstwo”. Trafione w punkt. Ja też to bardzo odczuwam i cieszę się tym, bo spośród wielu rzeczy, jakie niesie ze sobą rodzicielstwo, tego własnego rozwoju, spodziewałam się najmniej. Nie spodziewałam się również tego, że dopiero po urodzeniu dzieci odkryję złość. Dziś chciałam się z Wami podzielić swoimi odkryciami odnośnie tej emocji właśnie.

Emocje. Nie ma złych ani dobrych.

Emocje są informacją o tym, co dzieje się w naszym ciele i w naszej głowie. Jak to pięknie nazwała Małgorzata Musiał z bloga Dobra Relacja: „Emocje są dziećmi potrzeb”. Jeśli czujemy złość, znaczy to, że jakaś nasza potrzeba lub nawet kilka potrzeb jest niezaspokojonych.

Jaka jest złość?

Przede wszystkim biologiczna, to reakcja na zagrożenie, to stan walki lub ucieczki, podczas którego nie mamy dostępu do semantycznej wiedzy.

Złość wyłącza myślenie.

Nasze reakcje w stanie silnej złości są instynktowne, gwałtowne i przede wszystkim nieprzemyślane. W stanie silnej złości, która trwa kilkadziesiąt sekund, rozbijamy talerze o ściany, szturchamy, potrząsamy, krzyczymy na nasze dzieci. Dopiero po chwili przychodzi refleksja, a zaraz za nią wyrzuty sumienia. Przynajmniej ja tak mam i wiem, że jest to doświadczeniem wielu mam.

Co zrobić, jeśli nie chcemy reagować w ten niewspierający sposób?

Ja próbowałam wielu sposobów. Kiedy czułam w ciele, że narasta we mnie złość, patrzyłam za okno, wychodziłam z pokoju, patrzyłam na zielone, śpiewałam piosenki. Czasem pomagało, a czasem pomagało tylko na chwilę po to, aby potem złość wybuchła ze zdwojoną siłą.

Potem odkryłam, że trudno jest cokolwiek zdziałać, kiedy jest się już wkurzonym.

O strategiach na złość lepiej myśleć, kiedy jest się spokojnym i zmotywowanym. Agnieszka Stein i Gosia Stańczyk nazywają to zieloną strefą. To jest stan, kiedy nasze podstawowe potrzeby są zaspokojone, jesteśmy w kontakcie ze sobą, swoim ciałem. Wtedy możemy przeanalizować nasze przekonania i zastanowić się jak chcielibyśmy działać następnym razem kiedy poczujemy złość.

Co jeszcze pomaga nam nie wybuchać niczym wulkan na Islandii?

Dbanie o siebie, zaspokajanie swoich podstawowych potrzeb (na głodnego trudniej opanować złość), jak najdłuższe przebywanie w zielonej strefie. Mnie pomaga także praktyka uważności i wysiłek fizyczny.

Co nas nie wspiera?

Pośpiech, przekonania, słowa MUSZĘ i POWINNAM. Te ostatnie dobrze jest zamienić na WYBIERAM.

Podsumowując, złość jest trudna, ale potrzebna. Daje nam informację, że coś jest nie tak. Warto wtedy spojrzeć w głąb siebie i zapytać: o co chodzi? Ja na przykład długo ignorowałam to, że jestem głodna, a kiedy dochodziły do tego inne niezaspokojone potrzeby robiło się gorąco. Teraz wiem, że m.in. głód jest moim stresorem i staram się dbać o to, aby jeść regularnie. Takich małych odkryć jest coraz więcej. Dzięki temu poznaję siebie, rozwijam się i uczę tego moje dzieci.

____________________________________________________________________________________________multirodzice.pl facebook

    • Jeżeli spodobał Ci się ten artykuł – udostępnij go dalej!
    • Na fan page’u na facebooku dzieje się dużo więcej i z dużą dawką humoru. Wpadnij do nas!
    • Chcesz porozmawiać z innymi rodzicami? Zapraszamy do zamkniętej grupy na facebooku!
    • Jeśli chcesz podzielić się swoją historią, opinią, doświadczeniem na łamach portalu, napisz do nas: kontakt@multirodzice.pl
    • Będzie nam miło, jeśli dasz znać znajomym o multiRodzicach. Sharing is caring!

Mama dwójki. Od kiedy są na świecie zgłębia tajniki rodzicielstwa w praktyce i w teorii. Dużo czyta i szkoli się w zakresie porozumienia bez przemocy, self-reg, rodzicielstwa bliskości i uważności. Z wykształcenia kulturoznawczyni Dalekiego Wschodu i dziennikarka. Lubi pływanie, wyprawy w Tatry i skandynawskie kryminały. Szczęśliwa żona swojego męża. Obecnie mama na cały etat.

Dyskusja2 komentarze

  1. Hej, fajny artykuł.

    Opowiem o złości z mojej skandynawskiej perspektywy. Już w jednym z artykułów pisałam, że w Norwegii nie traktuje się poważnie osoby dorosłej, która nie umie panować nad swoimi emocjami. Bo miarą dorosłości jest między innymi panowanie nad sobą. Zastanawiałam się skąd się to bierze, czy uczą tego w szkole? Otóż nie, okazuje się, że jeśli wszyscy panują nad sobą, to osoba która wybucha nagle … sprawia chyba wrażenie dziwaka.

    Kiedy ja krzyknę, moje dwuletnie dziewczynki marszczą czoła i wytrzeszczają na mnie oczy. Jakby chciały powiedzieć jedna do drugiej: Ty patrz, matce odbiło! I tak jest od zawsze. Czyli moja motywacja do nie złoszczenia się wygląda tak: nie zachowuj się jak dziwak, dzieci będą tobą zażenowane. Zagadaj je, zajmij czymś, odwróć ich uwagę, bądź sprytna.

    Uwielbiam Agnieszkę Stein, a zwłaszcza jej stosunek do samodzielności dziecka. Polecam też Jespera Juula.

    • Hej Ania,

      Dziękuję za miłe słowa 🙂

      To ciekawa perspektywa. Mam wrażenie, że w Polsce jest trochę większe przyzwolenie na wybuchanie i krzyk. W takim sensie, że nie myślimy o takiej osobie: dziwak ale po prostu: oho, ktoś tutaj ma zły dzień.

      Sposobów na złość jest wiele. U mnie czasem działa też sposób Meredith z “Grey’s anatomy”, czyli dance it out 😀

      Myślę, że warto też rozróżnić “panowanie nad emocjami” od “panowania nad swoim zachowaniem pod wpływem emocji”. Samo panowanie nad emocjami, wydaje mi się niemożliwe.

      Juula też uwielbiam i polecam. Szczególnie książkę “Nie, z miłości” na temat granic, ale to już temat na inny artykuł… 😛

Skomentuj