Skandynawskie wychowanie dzieci – sytuacje kryzysowe i stawianie dzieciom wymagań #4

W tym poście opowiem Wam, jak Norwegowie reagują w sytuacjach kryzysowych, czyli gdy dziecko zachowuje się nieodpowiednio, np. bije inne dzieci, coś komuś zabiera, krzyczy, chce coś, czego nie może dostać. Opowiem też w jaki sposób stawiają oni swoim dzieciom wymagania.

Sytuacje kryzysowe

W Norwegii od osoby dorosłej oczekuje się między innymi stabilności emocjonalnej. Jeśli ktoś jest z natury krzykliwy, buntowniczy, awanturniczy, ryzykuje tym, że nie będzie odbierany na poważnie w towarzystwie. Można wyrażać swoje niezadowolenie, ale nerwy powinno się trzymać na wodzy. To samo dotyczy relacji dorosły – dziecko.

Kiedy Norwegom rodzi się dziecko, rodzice zostają pierwszymi przewodnikami dziecka po świecie emocji. Norwegowie wychodzą z założenia, że nic nie uczy tak, jak dobry przykład. Jak więc dasz dobry przykład krzyczącemu, wijącemu się po podłodze dwulatkowi, kiedy Tobie też puszczają nerwy?

Pierwszą i podstawową zasadą jest więc cierpliwość i opanowanie własnych emocji.

Powiem Wam, że kiedy zaczynałam pracę w przedszkolu, dyrektorka powiedziała mi, że są pewne schematy, według których każdy postępuje, gdy dziecko ma jakiś problem. Chodzi o to, żeby nie było takich sytuacji, że pracownik nie wie jak się ma zachować i co ma powiedzieć. Albo że każdy pracownik reaguje inaczej i dziecko jest zdezorientowane. Tajemnicą sukcesu jest więc gotowy schemat postępowania.

Schemat jest bardzo prosty. Pierwszy przykład: małe dziecko płacze na placu zabaw.

Pracownik bierze je na ręce lub na kolana i przytula do siebie. Pyta, co się stało i próbuje odwrócić uwagę dziecka czymś innym, zwłaszcza, gdy ono np. płacze, bo chce coś, czego nie może dostać. Jeśli dziecko robi coś nieodpowiedniego, pracownik mówi mu że nie wolno tak robić, wszystko tłumaczy powoli, spokojnie, bez nerwów, dopóki dziecko się nie uspokoi. Następnie dziecko dostaje alternatywę. Nowy pomysł na zabawę, inną zabawkę do ręki. Uśmiech na twarzy pracownika, spokojny głos, bardzo szybko niwelują napięcie u dziecka.

Drugi przykład: dziecko starsze. Pracownik podchodzi i pyta na przykład co się stało, jak mogę Ci pomóc?

Mówi mu, dlaczego nie może zachowywać się tak, jak przed chwilą. Pyta: „Jak myślisz, co możemy z tym zrobić? A może chciałbyś zrobić to… czy tamto?”. Podsuwa alternatywne rozwiązania problemu, by dziecko mogło coś wybrać. W miarę spokojnej dyskusji napięcie u dziecka spada. Można ten sam skutek osiągać na różne sposoby, ale mechanizm działania jest zwykle ten sam.

Chciałabym jeszcze dodać, że rodzice postępują ze swoimi dziećmi tak samo jak przedszkolanki, i to chyba tu tkwi cała tajemnica.

Dziecko dostaje taki sam przekaz i w domu i w przedszkolu. Widziałam to w przedszkolu otwartym, do którego chodziłam z moimi, wtedy jeszcze niemowlakami. Odniosłam wrażenie, że gdy dziecko zachowuje się niewłaściwie, to zamiast krzyczeć, denerwować się, szarpać dziecko lub wykonywać jakieś nerwowe ruchy, matki – tak jak przedszkolanki – biorą najpierw głęboki wdech, ujarzmiają emocje i zaczynają działać zazwyczaj według tego samego schematu, w którym same zostały wychowane.

I tak jest za każdym razem. Rodzice są z reguły przewidywalni aż do bólu.

Stabilni emocjonalnie, przewidywalni rodzice, to według Norwegów podstawa do tego, żeby dziecko czuło się bezpieczne w swojej rodzinie. A to, jak wiadomo, jest jednym z fundamentów wychowania.

A teraz stawianie wymagań. Jak oni to robią? Odpowiedzieć mogę w zasadzie krótko: nie stosują trybu rozkazującego.

W praktyce wygląda to tak: zamiast „Posprzątaj pokój!” jest „Czy mógłbyś posprzątać swój pokój?”. Jeśli małe dziecko nadal nie chce posprzątać zabawek, rodzic mówi: „Chodź, pomogę Ci, zaczniemy razem”. Starszemu dziecku mówi na przykład: „Nasza rodzina jest drużyną, której celem jest, żeby wszystkim było w domu fajnie i miło. Bałagan sprawi, że tak nie będzie, dlatego wszyscy musimy współpracować”.

Taki system działa z powodzeniem pod warunkiem, że mówi się tak do dziecka od małego. Jeżeli zaczniecie próbować mówić tak do nastolatka, a wcześniej tego nie robiliście, być może trzeba będzie dużo mu tłumaczyć. Ryzykujecie też odpowiedzi w stylu: «Mógłbym, ale nie mam ochoty».

Nie tylko dzieciom stawia się wymagania w taki sposób. Tak odnoszą się wszyscy do siebie nawzajem, na przykład pracodawcy do swoich pracowników. Dla mnie był to duży przeskok z „Pani Aniu, jak Pani skończy, proszę zrobić to” na „Czy jak skończysz, miałabyś ochotę zrobić jeszcze to?”. Ktoś, kto jest w Norwegii nowy, mógłby pomyśleć, że to nie jest polecenie do wykonania, tylko luźna propozycja. I tak się czasem zdarza J

Dlaczego oni tak to robią? W poprzednim poście pisałam Wam, że założeniem jest wychowywanie dzieci bez rozkazywania i pokazywania kto rządzi. Rodzic ma być mentorem, a nie dyktatorem.

Podsumowując, chciałabym dodać, że taki sposób komunikowania się z dziećmi wydaje mi się empatyczny, nastawiony na naukę współpracy i bycia uprzejmym dla innych. Brak tradycyjnego dyscyplinowania i nakazywania sprawia, że dzieci uczą się od samego początku, że są wartościowe i ważne.

Post jest częścią cyklu artykułów o życiu i wychowaniu dzieci w Skandynawii.

Podobne artykuły:

“SKANDYNAWSKIE WYCHOWANIE DZIECI – O CO TAK NAPRAWDĘ CHODZI? #1”

“WYCHOWYWANIE DZIECI BEZ POMOCY RODZINY – JAK TO ROBIĄ W SKANDYNAWII? #2”

“EDUKACJA SEKSUALNA W SKANDYNAWII, CZYLI SKĄD SIĘ BIORĄ DZIECI – BEZ OWIJANIA W… KAPUSTĘ #3”

_________________________________________________________________________________________

  • Jeżeli spodobał Ci się ten artykuł – udostępnij go dalej!
  • Na fan page’u na facebooku dzieje się dużo więcej i z dużą dawką humoru. Wpadnij do nas!
  • Chcesz porozmawiać z innymi rodzicami? Zapraszamy do zamkniętej grupy na facebooku!
  • Jeśli chcesz podzielić się swoją historią, opinią, doświadczeniem na łamach portalu, napisz do nas: kontakt@multirodzice.pl
  • Będzie nam miło, jeśli dasz znać znajomym o multiRodzicach. Sharing is caring!
Podziel się:

W Polsce pracowała jako nauczycielka języka niemieckiego w szkole podstawowej. Wyjechała wraz z mężem do Norwegii kilka lat temu. Pracowała tam jako asystentka nauczycieli przedszkolnych w różnych przedszkolach i zobaczyła inny, niż w Polsce model wychowywania dzieci. Jest mamą bliźniaczek, zakochana i w dziewczynkach i w Norwegii. Nowa rola i nowe otoczenie bardzo ją inspirują. Lubi pływać łodzią po morzu, uczyć się języków obcych i czytać fantastykę. Prowadzi bloga: www.skandynawianka.blogspot.com

Skomentuj