Tak widzi ciebie twoje dziecko…

W starożytnej Grecji jednym z najważniejszych celów twórców tragedii antycznej było poddanie widza katharsis, a więc szeroko pojętemu oczyszczeniu. Przeciętny zjadacz chleba wybierał się zatem do amfiteatru, by współprzeżywać wraz z aktorami na scenie litość wobec granych przez nich postaci, a następnie z kolei trwogę, zauważywszy podobieństwo między prezentowaną postacią a samym sobą.

Dzisiaj niewiele się zmieniło. Idziemy do teatru, oglądamy film czy serial, by przez moment współprzeżywać, współodczuwać to, co bohaterowie, a następnie poddać się refleksji, czy aby i nas nie spotyka/ spotkało to samo.

Mam jednak nieodparte wrażenie, że przeżywanie swojego własnego życia wychodzi nam z roku na rok coraz gorzej.

I nie mówię tutaj, że na moim prywatnym podwórku jest lepiej niż u innych. Opanowaliśmy do perfekcji umiejętność utrwalania chwil za pomocą urządzeń elektronicznych, wyzbywając się jednocześnie umiejętności ich przeżywania.

Ostatnio na portalu społecznościowym zobaczyłam zdjęcie wywieszone w jednej ze szkół czy przedszkoli. Spodobało mi się, ponieważ każda uroczystość szkolna w mojej placówce przebiega w podobny do opisywanego sposób. Otóż na drzwiach do sali, w której miały odbywać się występy dzieci, przygotowujący je opiekunowie wywiesili kartkę z napisem: ZAKAZ UŻYWANIA TELEFONÓW KOMÓRKOWYCH. Dodatkowo znalazła się tam informacja, że jedna upoważniona do tego osoba zarejestruje występ dzieci, a rodziców uprasza się o współprzeżywanie emocji dziecka. Dodatkiem był wymowny rysunek, w którym zamiast głów rodziców znalazły się smartfony z dopiskiem:

TAK WIDZI CIEBIE TWOJE DZIECKO.

Pierwsze, co zrobiłam, po wejściu na jasełka naszych córek w przedszkolu to włączenie aparatu w telefonie. Kilka fotek Maryi i Anioła i natychmiastowa chęć rejestracji wydarzenia. Zleciłam to mojemu mężowi, sama oddając się śpiewaniu kolęd wraz z dziećmi i podziwianiu najpiękniejszej matki Jezusa i najwspanialszego anioła. Jednak mężowi odebrałam prawo do współprzeżywania, zlecając upamiętnienie tego dnia. Mój błąd.

Jasełka i szkolne uroczystości to jednak wierzchołek góry lodowej. Uwiecznić pragniemy wszystko: spacer po lesie, pierwszą jazdę na łyżwach, pływanie, lody zjadane przy plaży, budowanie zamku z piasku i tak dalej i tak dalej – przykłady można by mnożyć.

Za nami kolejne święta Bożego Narodzenia.

Ile czasu poświęciliśmy na ustawianie dziecka pod choinką, dodawanie relacji z każdego etapu przygotowania świąt na naszym profilu w mediach społecznościowych, ile razy sprawdzaliśmy ilość polubień dodanego zdjęcia?

Czy tyle samo zajęło nam przeżywanie tych chwil w realu? Jeśli tak, to w porządku. Nie będę się czepiała. Jeśli okradaliśmy jednak naszą rodzinę ze wspólnych momentów na każdym kroku, nie jest dobrze.

Wiele cennych chwil tracimy przez chęć pokazania ich światu. A przecież to dla tych chwil warto żyć.

Szwedzi wybrali prezent roku 2019.

Było nim zwykłe – niezwykłe pudełko. Pudełko zawierające specjalne przegródki, służyć bowiem miało do odłożenia smartfonów przez wszystkich członków rodziny, aby nie rozpraszały ich uwagi i pozwalały na realne przeżywanie wspólnych chwil.

Jakże proste i jakże wymowne. Trik ten nie jest nowością. W niektórych szkołach w Polsce już od jakiegoś czasu pudełka okazywały się strzałem w dziesiątkę, by zyskać pełną uwagę uczniów i wzmóc ich koncentrację podczas lekcji. Nawet, leżąc spokojnie w plecaku, telefon wywoływał niepokój i chęć sprawdzenia powiadomień, co przyznali sami uczniowie.

W moim przekonaniu pudełko na smartfony nie jest wyborem dobrym jedynie w święta i podczas rodzinnych uroczystości. W niektórych rodzinach, nie wykluczając mojej, przydałoby się w codziennym życiu. Sama sprawdzam często pocztę, zerkam na przychodzące powiadomienia, telefon bywa powodem mojej dekoncentracji. Staram się nie dokumentować na bieżąco naszego życia rodzinnego. Unikam robienia fotek za każdym razem, gdy dziewczynki są pięknie ubrane albo biorą udział w czymś po raz pierwszy. Wolę pamiętać te chwile, choć rzeczywiście nagraliśmy kilkanaście filmów z ich udziałem w ciągu niemal pięciu ostatnich lat.

Staram się być, współprzeżywać, by moje dzieci widziały moje oczy, kiedy chcą mi powiedzieć coś ważnego, a nie tylko usłyszeć zdawkowe: yhy, podczas, gdy będę pochłonięta telefonem. Nie zawsze mi się to udaje. Próbuję zacząć od kroków małych.

Mój kolega z lat młodości nagrał ostatnio piosenkę: „Wyłącz wi-fi, włącz święta”.

I to uważam za pierwszy krok, przynajmniej w moim prywatnym życiu ze smartfonem. Wyłączam wifi, kiedy dziewczynki idą spać. Nie włączam danych komórkowych, kiedy jesteśmy poza domem, by nie słyszeć powiadomień komunikatorów, poczty, aplikacji. Nie widzę potrzeby pokazywania całemu światu, jak szczęśliwa jestem w rodzinnym gronie ani jak śmiesznie wyglądają moje córki z wąsami po mleku – to są chwile ulotne, które chcę mieć dla siebie, dla ich taty, dla nas. Ważny jest wtedy nasz rodzinny śmiech. Nie powiem, że nie zrobiłam dziewczynkom zdjęcia przy choince, nie powiem też, że nie nagram ich wyjścia na studniówkę.

Nie przeżywamy wspólnie całego dnia. Robię więc, co mogę, by te kilka godzin, podczas których jesteśmy razem, współprzeżywać, a nie tylko być obecną. Sztuka to trudna. Wierzę jednak, że od świadomości się zaczyna, a metoda małych kroków ostatecznie przyniesie efekty.

Nie chcę prowadzić transmisji na żywo. Chcę, żeby transmisja z mojego życia pozostała transmisją dla mnie. Chcę, by moje dzieci wiedziały, że moja twarz nie ma kształtu prostokąta i znały kolor moich oczu. Bo moje oczy, choć wpatrzone czasami w mały ekran smartfona są nadal zielone, a spojrzenie pełne matczynej miłości.

_________________________________________________________________________________________

    • Jeżeli spodobał Ci się ten artykuł – udostępnij go dalej!
    • Na fan page’u na facebooku dzieje się dużo więcej i z dużą dawką humoru. Wpadnij do nas!
    • Chcesz porozmawiać z innymi rodzicami? Zapraszamy do zamkniętej grupy na facebooku!
    • Jeśli chcesz podzielić się swoją historią, opinią, doświadczeniem na łamach portalu, napisz do nas: kontakt@multirodzice.pl
    • Będzie nam miło, jeśli dasz znać znajomym o multiRodzicach. Sharing is caring!
Podziel się:

Z zamiłowania dziennikarka, z powołania nauczycielka języka polskiego. Autorka powieści młodzieżowej: „Księżyc nad Świtezią”. Prywatnie: wielbicielka kuchni tajskiej, dalekich podróży i Denzela Washingtona. Od niedawna, niezbyt rozgarnięta, mama bliźniaczek i - co tu dużo mówić - szczęściara. Bezkompromisowa i szczera do bólu. W życiu kieruje się zasadą: co Cię nie zabije, to Cię wzmocni (co przy posiadaniu bliźniąt wydaje się być wyjątkowo trafne).

Skomentuj