Od niemowlaka do brata – czyli jak przygotować dziecko na nadejście rodzeństwa?

Pierwsze urodziny Twojego syna/ córki, a Ty dowiadujesz się, że za 9 miesięcy pojawi się kolejny maluch w domu. Czujesz coś pomiędzy radością, a paniką. Radością, bo już wszystko masz, w zasadzie jesteś natychmiast gotowa na przyjście dziecka na świat, a jednak pojawia się pytanie jak sobie poradzisz z dwójką maluchów. Po pierwsze, pocieszasz się matkami bliźniaków – one nie mają tej niespełna rocznej chwili spokoju. Po drugie, wykorzystujesz ten moment na przygotowania swojego dziecka na nadejście siostry lub brata. Pytanie jak to zrobić?

Pamiętam, że pierwsze sygnały o ciąży dostałam właśnie od swojego syna, który nagle przyssał się do mnie niczym noworodek i panicznie bał się odstawić od piersi. Było to dla mnie niepokojące, ale na tamten moment przeszliśmy już przez kilka etapów karmienia, więc pomyślałam, że trzeba przetrwać i ten. Kiedy nadeszła nadmierna senność wiedziałam już, że skoro ja tyle śpię, to coś dosłownie budzi się we mnie do życia. Kiedy lekarz potwierdził dobre wieści wraz z mężem postanowiliśmy nastawić synka na zmiany i każdego dnia przypominać, że wkrótce będzie nas więcej.

Minęło trochę czasu zanim cokolwiek uwidoczniło się na moim brzuchu, ale my postanowiliśmy nie zwlekać i głaskać brzuszek od samego początku i pieszczotliwie nazywać go „bobo.”

Cieszyliśmy się kiedy synek pokazywał na brzuszek odpowiadając na pytanie „gdzie jest bobo.” Sami nie wiedzieliśmy na ile będzie z tego rozumiał, ale z każdym miesiącem zdawał się rozumieć coraz więcej, więc my coraz więcej mu tłumaczyliśmy. Opowiadałam mu, że bobo będzie małe i delikatne i że razem będziemy się nim opiekować. Często zadawałam pytania czy będzie pomagał mi nosić pieluszki, czy będzie smarował pupę, zahaczając o wszystkie rytuały pielęgnacyjne, które wkrótce staną się naszą codziennością. W odpowiedzi często słyszeliśmy „NIE”, ale rodzica niespełna dwulatka trudno zniechęcić. Momentem przełomowym stało się również nadanie imienia ponieważ każda zmiana w domu, pojawienie się łóżeczka czy gondoli, była przez syna wyraźnie i głośno rejestrowana, zatem w końcu mógł pokazywać palcem i wykrzykiwać, że to dla Lilki – i chociaż w jego języku jej imię mocno odbiegało od oryginału my nigdy nie poprawialiśmy jego wersji.

Przezabawnym momentem stało się też rozpakowywanie ubranek. Synek przymierzał różowe sukienki, płakał gdy czepeczka okazała się zbyt mała, segregował butki, a my w tym czasie przypominaliśmy, że to dla jego siostrzyczki przygotowujemy te ubranka i że dobrze, że sobie w tym pomagamy.

Nastała rzeczywistość. Siostra jest już na świecie, zatem „przygotowania” powinny teraz książkowo odbić się w zachowaniu naszego syna. Fakt jest taki, że przy dwójce trzeba cholernie uważać, bo faktycznie starsze pomaga przy młodszym, ale robi to na swój sposób, niestety niebezpieczny dla noworodka. Pomimo kilku stanów przedzawałowych, ja nadal pozwalam.   Przypominam, żeby wszystko co dzieje się wokół siostry odbywało się delikatnie i subtelnie.

Staram się demonstrować „cacy-cacy” wiele razy w ciągu dnia. Kiedy młodsza leży na brzuszku starszy gigla ją po główce, albo mówiąc bardziej dosadnie – obkłada ją po głowie, czasem rączką, czasem szczotką i oczywiście reaguję, ale pozwalam mu na ciągły dotyk, bo chcę, aby wiedział jak się nią zajmować.

Wierzę też, że te pierwsze momenty rzutują na ich wzajemne relacje w przyszłości, zatem nie chciałabym, aby siostra kojarzyła się wyłącznie z zakazem i klasycznym „a nie rób, a nie wolno.”

Z drugiej strony żal mi jej niezmiernie, bo wiem, że niejednokrotnie poczuła palec brata w oku, uchu i nosie. Znajomi pytają o zazdrość, ale mnie samej ciężko powiedzieć czy odczuwamy jej obecność w naszym domu, bo to albo za wcześnie, albo sami jej nie dopuszczamy do naszej rodzicielskiej myśli.

Każdego dnia powtarzam sobie, że trzeba to przetrwać.

Staramy się pozytywnie wzmacniać, skupiać na tym co wolno i jak robić, demonstrować do upadłego, zamiast generować niepotrzebne stresy nad głowami dwóch niemowlaków. Złość też się pojawia, bo zmęczeni, bo brak nam cierpliwości, bo ciężko wytrzymać bez zaciskania zębów.

Od narodzin uczymy się bycia nową rodziną i zapewne minie trochę czasu zanim nasza obecna sytuacja stanie się codziennością, ale najważniejsze, żeby dać sobie ten czas, czasem odpuścić, a nawet często wybaczyć, kiedy akurat dziś zabraknie sił na bycie książkowym rodzicem.

_________________________________________________________________________________________

  • Jeżeli spodobał Ci się ten artykuł – udostępnij go dalej!
  • Na fan page’u na facebooku dzieje się dużo więcej i z dużą dawką humoru. Wpadnij do nas!
  • Chcesz porozmawiać z innymi rodzicami? Zapraszamy do zamkniętej grupy na facebooku!
  • Jeśli chcesz podzielić się swoją historią, opinią, doświadczeniem na łamach portalu, napisz do nas: kontakt@multirodzice.pl
  • Będzie nam miło, jeśli dasz znać znajomym o multiRodzicach. Sharing is caring!
Podziel się:

Klaudia Natonek - nauczycielka języka angielskiego wykonująca swój zawód z wielkim zamiłowaniem. Z całego serca wierzy w dzisiejszą młodzież i każdego dnia za biurkiem stara się rozbudzać jej potencjał. Obecnie etatowa mama Jasia i Lilki, kierująca się filozofią rodzicielstwa bliskości, zafascynowana skandynawskim podejściem do wychowania, w którym to samodzielność dziecka stanowi fundamentalny element. Wśród znajomych - promotorka fotelików RWF tyłem do kierunku jazdy. Prywatnie odlicza dni (miesiące lub lata) do wymarzonej podróży z mężem na Zanzibar.

Skomentuj