“Jesteście od urodzenia naszym cudem” – Robert Koszucki wraca do przeszłości i do dzieciństwa z bratem bliźniakiem u boku

Kiedyś Kuba i Diabeł z Wesela, dziś aktor krakowskiego teatru STU oraz warszawskiego Teatru 6. Piętro i Teatru Współczesnego we Wrocławiu. Dla wielu jednak przede wszystkim doktor Rafał Konica z Leśnej Góry.

Mężczyzna, który wygrał tysiąc dolarów (zapewne dzięki ujmującemu uśmiechowi) w konkursie Mistera Polski.

Dla czytelników multirodziców.pl Robert Koszucki wraca na moment do przeszłości, by znów stać się Buśkiem – bratem bliźniakiem Konrada.

Rodzą się bliźnięta. Najpierw Konrad, a 10 minut później Robert. Zastanawia nas, rodziców bliźniąt z krótkim rodzicielskim stażem, czy istnieje coś takiego jak syndrom starszego brata w takim duecie? Odczuł Pan kiedyś, a może odczuwa dzisiaj, że to właśnie Konrad jest starszym bratem?

Tak, czuję, że jest starszy. Dziwne. Ale tak czuję.

Po rozmowie z Jarosławem Kretem nabrałam przekonania, że bycie jednym z bliźniąt to w dużej mierze przekleństwo. Wcześniej nie do końca myślałam o tym w ten sposób. Dostrzega Pan więcej plusów czy minusów? Zmienia się to wraz z wiekiem?

Zdecydowanie tak, z wiekiem zmienia się perspektywa do wszystkiego, a do brata, z którym nie dzieli się już życia w 100% tym bardziej. Teraz nawet myślę czasami, co tam u niego. I lubię gadać o niczym, o teraźniejszości, o chwili. Mogę się wygadać, pozwolić moim myślom zaistnieć przez rozmowę z bratem. W dzieciństwie rozmowa z bratem wydawała mi się bez sensu. Dzieciństwo bliźniaków jest z punktu widzenia bliźniaków rzeczywistością zastaną. Nie negocjuje się z tym. Po prostu tak jest i trzeba sobie z tym radzić. Refleksja nad faktem posiadania bliźniaka, że się w ogóle go ma, pojawia się po podjęciu życiowych decyzji (studia, małżeństwo, wybór miejsca zamieszkania), bo to wiąże się z rozstaniem, samodzielnością, życiem osobno. A to jest nowość, więc zaczynamy się nad tym zastanawiać.

Zewnętrznie ponoć identyczni. Jednak przeczytałam, że zainteresowania mieliście (jak większość bliźniąt) Panowie zupełnie odmienne.

Tak, ale różne zainteresowania w naszym przypadku wynikały głównie z diety bezglutenowej (celiakii) mojego brata. Wtedy, w latach osiemdziesiątych, wiedza na temat celiakii była, przynajmniej w Polsce, dość skromna i lekarze odradzali mojemu bratu uprawiać sport. (sic!) I tu nasze drogi się rozeszły. On rozwijał się muzycznie, a ja sportowo.

Myślę o posłaniu dziewczynek do różnych klas, bo chciałabym, aby nie doszło do niezdrowej rywalizacji między nimi, a także po to, by każda z nich miała szansę zaistnieć w grupie, znaleźć swoich własnych przyjaciół… jak było u Panów?

Hmm… Dla mnie towarzystwo brata w klasie było bardzo ważne. Każde z nas miało swoich kolegów i nigdy nie siedzieliśmy w klasie razem. No… prawie nigdy. Zmienialiśmy szkołę i miejsce zamieszkania w trakcie nauki 3 razy. Nowi koledzy zawsze postrzegali nas podwójnie. Osobne światy mieliśmy poza szkołą, ja sport i znajomych z klubu sportowego, a brat miał muzykę i znajomych ze szkoły muzycznej.

Czy któryś z Was był tym tzw. dominującym bliźniakiem?

Myślę, że to mogłem być ja. Miałem ciut lepsze oceny i to mnie wybierano na przewodniczącego.

Pamięta Pan jakiś moment kryzysowy? Bunt, niezgodę na to, że jest obok ktoś, kto wygląda niemal identycznie i przeszkadza, zawadza, ogranicza?

Nie. Z wyjątkiem chwil, kiedy babcia ubierała nas identycznie. Wtedy tak się czułem. Chciałem zniknąć, zakopać się, zostawić brata na wystawie w sklepie i uciec.

A jak to było z dziewczynami? Podobały Wam się te same? Istniało jakieś niepisane prawo do pierwszeństwa w sprawach sercowych? Kiedy słyszę, że moje dwulatki kłócą się o to, która ma bawić się z Pawłem ze żłobka, przed oczyma staje apokaliptyczna wizja z nastolatkami w roli głównej…

Na szczęście podobały nam się zupełnie inne dziewczyny.

W którym momencie życia po raz pierwszy zostaliście zatem rozdzieleni lub sami rozdzieliliście się na dłużej? I jakie uczucia towarzyszyły Panu wówczas?

Nie uważam i nie czuję, żeby rozłąki długoterminowe stanowiły kiedykolwiek problem. Nie nazwałbym ich rozstaniem również. Byliśmy jakby jednym ciałem od urodzenia i trochę cały czas tak jest. Pomimo, że brat mieszka za granicą, ja cały czas czuję jego obecność, nie brakuje mi go. Bo on jest. Pół mojego życia żył obok mnie na wyciągnięcie ręki. I tak już zostało. Być może częste wideorozmowy zapewniają ten komfort.

Pogdybajmy na moment. Gdyby Lea została pewnego dnia starszą siostrą bliźniąt… Których decyzji Pana rodziców nie powieliłby Pan? Czy, w Pana przekonaniu, powinni w jakiejś sytuacji postąpić inaczej?

Musiałbym nad tym poważnie pomyśleć… myślę… i nic. Mama zawsze nas pytała o zdanie. Mieliśmy całkowity wpływ na to, co chcemy robić i tak się działo. Bardzo chciałbym mieć bliźniaki.

Jak wyglądają Pana relacje z bratem dzisiaj? Jesteście 40-letnimi poważnymi mężczyznami. Obaj żonaci, z córkami w podobnym wieku. Nadal tak bliscy sobie jak w czasach dzieciństwa?

Tak. Nic się nie zmieniło. Razem dorastamy. Uczymy się siebie. Mówimy sobie o tym wprost. Czasami się kłócimy, jak za dawnych lat, o rację. Tylko teraz, jak nie mieszkamy razem, to łatwiej się dogadujemy. Mamy też swoje rozmowy nocne. Wtedy dzwonimy do siebie i narzekamy, i żalimy się, i słuchamy się, i wspieramy nawzajem.

Brat rozdaje autografy? A może jest proszony o wypisanie recepty? Tak serio, czy dzisiaj są Panowie jeszcze myleni ze sobą?

Tak. Bywa, że polscy turyści zaczepiają mojego brata w Porto, w Portugalii i proszą go o autograf. Wydaje się, że jesteśmy na tyle podobni, by ulec sugestii. Zwłaszcza za granicą, gdzie wszystko jest niespodzianką, ulegamy impulsom.

Rozmawiał Pan, już jako dorosły człowiek, z mamą i tatą o tym, jak to jest mieć dwójkę dzieciaków jednocześnie? Co było dla nich najtrudniejsze? A może wspomina się później już tylko to, co dobre?

Zawsze słyszę tylko jedno: Jestem z was dumny, dumna. Jesteście od urodzenia naszym cudem.

Genów ponoć nie oszukasz. Życzyłby Pan córce, by została mamą bliźniąt?

Tak.

Na koniec kilka stale nurtujących nas pytań i nowy punkt widzenia 🙂

1. Ubierać tak samo czy inaczej?

Inaczej

2. Wysyłać do jednej klasy/ szkoły czy do różnych?

Do jednej szkoły na pewno. Czy do jednej klasy? Nie wiem.

3. Podawać brata za przykład czy nigdy tego nie robić?

Nigdy tego nie robić.

4. Ingerować w konflikty czy przyjąć dewizę Rejenta Milczka? (niech się dzieje wola nieba… )

U nas była jedna zasada, bo tylko ona działała. Przyłapani na konflikcie, bójce etc. byliśmy karani po równo, i nie interesowało rodziców kto był winny.

Załatwialiśmy to między sobą. Czasami o radę prosiliśmy rodziców.

5. Kupować po dwie takie same rzeczy czy od dzieciństwa uczyć, że należy się dzielić?

Ani jedno, ani drugie.

Jeżeli podoba się ten sam model klocków lego, to kupić to samo pudełko.

Jeśli dwa różne – to dwa kupić w zależności od potrzeb. I uczyć, że trzeba się dzielić.


  • Jeżeli spodobał Ci się ten artykuł – udostępnij go dalej!
  • Na fan page’u na facebooku dzieje się dużo więcej i z dużą dawką humoru. Wpadnij do nas!
  • Chcesz porozmawiać z innymi rodzicami? Zapraszamy do zamkniętej grupy na facebooku!
  • Jeśli chcesz podzielić się swoją historią, opinią, doświadczeniem na łamach portalu, napisz do nas: kontakt@multirodzice.pl
  • Będzie nam miło, jeśli dasz znać znajomym o multiRodzicach. Sharing is caring!
Podziel się:

Z zamiłowania dziennikarka, z powołania nauczycielka języka polskiego. Autorka powieści młodzieżowej: „Księżyc nad Świtezią”. Prywatnie: wielbicielka kuchni tajskiej, dalekich podróży i Denzela Washingtona. Od niedawna, niezbyt rozgarnięta, mama bliźniaczek i - co tu dużo mówić - szczęściara. Bezkompromisowa i szczera do bólu. W życiu kieruje się zasadą: co Cię nie zabije, to Cię wzmocni (co przy posiadaniu bliźniąt wydaje się być wyjątkowo trafne).

Skomentuj