Oglądanie bajek przez dzieci – kilka podstawowych zasad

Bajki są zbawieniem rodzicielskiego świata. Są jak schronisko na górskiej trasie przebytej w deszczu i zamieci. Są ratunkiem dla zmęczenia, pauzą w koncercie życzeń i próśb. Są antraktem w dramacie codziennych spraw i mało zabawnych komedii.

Jakkolwiek by tego nie nazwać, bajki są i będą również utrapieniem tego świata, a czas spędzony przed ekranem nigdy nie rozwinie naszych dzieci intelektualnie, nie nauczy poprawnie mówić, nie wpłynie znacząco na spostrzegawczość i nie wyciszy rozchwianych emocji. Papka telewizyjna w postaci zwrotów „edukacyjny” lub „pełen przygód” już dawno odeszła do lamusa.

Drodzy rodzice,  puszczamy dzieciom bajki, bo pragniemy chwili spokoju i ciszy, a nie z powodu ich umoralniających wartości oraz bohaterskich postaw.

Syn rozpoczął oglądanie bajek w wieku niespełna 3 lat i z wielką świadomością informuję, że po każdej bajce ma przepalone zwoje – jest pobudzony, jakby nieobecny i szybko wpada w gniew. Po skończonym 20 minutowym seansie rozpoczyna się błagalne nudzenie o jeszcze jedną krótką bajeczkę, a po moim uprzejmym, lecz stanowczym „nie” rozpoczyna się zjawiskowy monodram lub może bardziej występ w stylu one-man show. Jest to trudna sytuacja dla całego domu, moment ciszy zakończył się jakby niespodziewanie i przedwcześnie, a zmęczone i rozchwiane dziecko jest mi o wiele trudniej uspokoić.

Zasady są jednak proste – bajkę oglądamy dwa razy w tygodniu w poniedziałki i czwartki, czasami w soboty (dni utarły się nam przypadkowo).

Bajki wybieramy metodą „prób i błędów”- jeśli po bajce syn nie może dojść do stanu równowagi nawet z moją pomocą, to wiem, że na daną bajkę jest jeszcze za wcześnie i nie boję się o tym powiedzieć na głos. Przedstawiam swoje obawy względem tego wyboru i do znudzenia powtarzam słynne „na wszystko w życiu przyjdzie synu czas i pora.” W związku z moim „nie” pojawia się w domu kolejna afera – słyszę, że jestem brzydka i że syn już nie będzie się ze mną bawił, po to by za kilka minut płaczu i rozgoryczenia wymamrotać „mamusiu, na rączki.” Nie boję się skonfrontować z własnym dzieckiem i powiedzieć mu „nie” na pomysł kolejnej bajki lub kolejnego „ostatniego ciasteczka.”

I choć liczę się z tym, że odmowa nie zostanie przyjęta w sposób spokojny i łaskawy, to mówię mu „NIE” z miłości – wspominając już zmarłego Jespera Juula.

Bajki bywają dla nas wybawieniem, ale rozwaga ma w tym wypadku niebagatelne znaczenie. Nie będę cytować ekspertów, przytaczać statystyk, straszyć słowami „dokąd ten świat zmierza” i „co z tych homo tabletis wyrośnie.”

Słowo klucz.

5 liter.

Zaczyna się na -U.

Kończy na -R.

UMIAR.

____________________________________________________________________________________________multirodzice.pl facebook

    • Jeżeli spodobał Ci się ten artykuł – udostępnij go dalej!
    • Na fan page’u na facebooku dzieje się dużo więcej i z dużą dawką humoru. Wpadnij do nas!
    • Chcesz porozmawiać z innymi rodzicami? Zapraszamy do zamkniętej grupy na facebooku!
    • Jeśli chcesz podzielić się swoją historią, opinią, doświadczeniem na łamach portalu, napisz do nas: kontakt@multirodzice.pl
    • Będzie nam miło, jeśli dasz znać znajomym o multiRodzicach. Sharing is caring!

Klaudia Natonek - nauczycielka języka angielskiego wykonująca swój zawód z wielkim zamiłowaniem. Z całego serca wierzy w dzisiejszą młodzież i każdego dnia za biurkiem stara się rozbudzać jej potencjał. Obecnie etatowa mama Jasia i Lilki, kierująca się filozofią rodzicielstwa bliskości, zafascynowana skandynawskim podejściem do wychowania, w którym to samodzielność dziecka stanowi fundamentalny element. Wśród znajomych - promotorka fotelików RWF tyłem do kierunku jazdy. Prywatnie odlicza dni (miesiące lub lata) do wymarzonej podróży z mężem na Zanzibar.

Skomentuj