Widzisz więcej niż rodzic – mówić czy zachować dla siebie?

Podczas ostatnich świąt spędzanych w gronie bliskich, oglądaliśmy zdjęcia. Na jednym z nich, znalazło się przypadkowo maleństwo nie należące do naszej rodziny, dziecko znajomej. Jego wygląd przykuł moją uwagę. Skośne ustawienie szpar powiekowych, zapadnięty grzbiet nosa, opuszczone kąciki ust i wysokie czoło – przywiodły mi na myśl jedno słowo – trisomia. Nie jestem lekarzem, nie jestem także ekspertem w dziedzinie obecności dodatkowych chromosomów w parze, ale co nieco już widziałam i studiując oligofrenopedagogikę, i pracując w szkole.

Pamiętam jak dziś chłopca, który trafił do gimnazjum i miał ogromne problemy w nauce. Nigdy nie był diagnozowany w poradni specjalistycznej ani pedagogicznej czy psychologicznej. Jego wygląd od razu zwrócił moją uwagę. Z całą pewnością nie miał zespołu Downa, a więc najczęściej występującej trisomii, jednak rysy jego twarzy, osadzenie oczu, czoło przypomniały mi zdjęcia dzieci z obecnością trzeciego chromosomu w parze.

W sytuacji takiej jak ta, gdy uczeń ma wyjątkowe trudności z przyswojeniem nowej partii materiału, komunikacją, pisaniem i czytaniem – było dla mnie naturalne, że należy poprosić mamę o skonsultowanie się ze specjalistami. Trudną rozmowę należało – w mojej ocenie – przeprowadzić już dużo wcześniej, jednak ktoś najwyraźniej tego zaniechał.

Na szczęście wychowawczyni z gimnazjum podjęła się rozmowy z matką, na którą ta jakby wyczekiwała. Nie rozumiała dotychczas, skąd te wszystkie słabe oceny, skąd niedostosowanie jej dziecka. Dziwił jedynie fakt, że nie szukała odpowiedzi wcześniej, ale też – być może – nikt nie pomógł jej, nie doradził, nie zwrócił uwagi.

Wizyty u lekarzy potwierdziły przypuszczenia, chłopiec został objęty specjalną ścieżką edukacyjną oraz dodatkową opieką poradni – lepiej rozumiał swoją odmienność, matka także poczuła się bardziej komfortowo, wiedząc, jak ułatwić mu funkcjonowanie w szkole i wśród rówieśników.

Nie zawsze sprawy układają się tak gładko, a rodzice z taką łatwością przyjmują od obcych uwagi dotyczące ich dzieci.

Nic w tym dziwnego i nadzwyczajnego. Nie znoszę, gdy ktoś wtrąca się w wychowanie moich córek i staram się nie robić tego innym. Jednak, są sytuacje, w których uważam wrzucenie swoich trzech groszy za mój moralny obowiązek. Jeśli bliski mojemu sercu czterolatek nie mówi więcej niż kilku słów, próbuję delikatnie zwrócić uwagę jego rodzicom, by skorzystali z usług logopedy, daję też namiar do dobrego neurologa, pod którego opieką przebywały dziewczynki z racji swojego wcześniactwa. Narażam się na odtrącenie, na rozluźnienie znajomości, jednak cieszy mnie później, gdy maluch zaczyna uczęszczać na dodatkowe zajęcia i zyskuje choć odrobinę większą swobodę komunikacyjną.

Nie jestem alfą i omegą, jeśli jednak mogę podpowiedzieć, podać kontakt do kogoś mądrzejszego ode mnie, bo sama korzystałam, bo mnie lub mojemu dziecku ktoś pomógł – a widzę więcej niż rodzice – staram się delikatnie o tym mówić. Chciałabym też, aby i mnie powiedziano w przedszkolu czy szkole, jeśli moje córki napotykałyby na jakieś trudności, ich zachowania odbiegały od ogólnie przyjętych norm, bo im wcześniej zaczynamy działać, tym szybciej i skuteczniej możemy dziecku pomóc.

W moim przekonaniu przemilczenie, a co jeszcze gorsze szeptanie po kątach o cudzym dziecku, które jest inne od pozostałych jest okrutne i obłudne. Jeśli widzisz, reaguj, poprowadź. Jeśli nie jesteś pewien, nie przekazuj fałszywych informacji innym. Rodzic dziecka, które jest odmienne, które napotyka trudności ma wystarczająco dużo zmartwień i stresu z tym związanego. Nie potrzebuje dodatkowych. Bądź wsparciem, służ radą, podwózką do specjalisty albo dobrym słowem. Powiedz, że możesz się mylić, a twoje sugestie wynikają tylko i wyłącznie z troski i lub doświadczenia.

Nie donoś jednak rodzicowi o jednorazowych bzdetach. Że jego dziecko zachowało się karygodnie. Nie prześcigaj się w wymienianiu umiejętności lub porównywaniu dwójki kilkulatków. Nie wyszukuj też wad u cudzych dzieci na siłę. Jeśli rzeczywiście jest coś, o czym chcesz powiedzieć rodzicowi, przemyśl dokładnie, co zamierzasz powiedzieć i jak to zrobisz. Będziesz bowiem mówić o największym skarbie, a każde słowo zaboli. Bądź delikatny/ -a i oferuj pomoc.

Nie krytykuj, nie oceniaj, wstrzymaj się od zbędnych komentarzy. Ofiaruj czas. Podnieś na duchu. Widzisz więcej niż rodzic – powiedz mu o tym. Może nikt inny tego nie zrobi. Może za kilka lat będzie już na pomoc zbyt późno.

_________________________________________________________________________________________

    • Jeżeli spodobał Ci się ten artykuł – udostępnij go dalej!
    • Na fan page’u na facebooku dzieje się dużo więcej i z dużą dawką humoru. Wpadnij do nas!
    • Chcesz porozmawiać z innymi rodzicami? Zapraszamy do zamkniętej grupy na facebooku!
    • Jeśli chcesz podzielić się swoją historią, opinią, doświadczeniem na łamach portalu, napisz do nas: kontakt@multirodzice.pl
    • Będzie nam miło, jeśli dasz znać znajomym o multiRodzicach. Sharing is caring!
Podziel się:

Z zamiłowania dziennikarka, z powołania nauczycielka języka polskiego. Autorka powieści młodzieżowej: „Księżyc nad Świtezią”. Prywatnie: wielbicielka kuchni tajskiej, dalekich podróży i Denzela Washingtona. Od niedawna, niezbyt rozgarnięta, mama bliźniaczek i - co tu dużo mówić - szczęściara. Bezkompromisowa i szczera do bólu. W życiu kieruje się zasadą: co Cię nie zabije, to Cię wzmocni (co przy posiadaniu bliźniąt wydaje się być wyjątkowo trafne).

Skomentuj