Codzienne życie matki

Jeśli wczoraj znowu zasnęłaś na dywanie przy łóżeczku swojego dziecka/ przed laptopem/ telewizorem/ w przedpokoju i obudziłaś się dopiero nad ranem z zaślinionym kącikiem ust i zmierzwionymi włosami…

Jeśli Twoja matka znowu spytała: Czy Ty na pewno kochasz swoje dzieci, skoro ciągle na nie wrzeszczysz?/ Czy Ty pamiętasz, że jesteś teraz matką?/ Czy Ty w ogóle masz sumienie?

Jeśli odliczałaś nerwowo minuty do przed-/ popołudniowej/ jakiejkolwiek drzemki, by choć na chwilę stracić z oczu potwory, które wszyscy nazywają Twoimi dziećmi…

Jeśli Twoje odmóżdżenie osiągnęło zenit i jedyne, o czym myślisz w tej chwili, to to, co ugotujesz jutro na obiad/ gdzie jest drugi but Twojego dziecka?/ czy ono nie zjadło przypadkiem starej kiełbasy z dywanu?/ skąd mamy kredę?/ czy to coś we włosach Twojej córki to kleszcz czy czekolada?

Jeśli znowu nie umyłaś włosów/ nie wyprasowałaś bluzki przed wyjściem z domu/ założyłaś dwie różne skarpetki, a w pracy/u lekarza/ w sklepie udawałaś przed wszystkimi, że wygniotłaś się w samochodzie/ miałaś awarię urządzenia domowego/ zaspałaś.

Jeśli choć raz w ciągu dnia głośno lub w myślach przeklinałaś swój los/ swojego męża/ swoje dzieci/ jajniki/ plemniki/ seks.

Jeśli włączyłaś maluchom bajki/ dałaś piloty od telewizora/ zostawiłaś przypadkiem pół czekolady w widocznym miejscu/ potrzebowałaś w samotności wysikać się lub po prostu ukryć…

Jeśli znowu biegłaś do autobusu/ przekroczyłaś prędkość/ wymusiłaś pierwszeństwo przejazdu, żeby nie dopłacać za dodatkowe godziny w żłobku/przedszkolu lub zdążyć zmienić męża/ babcię/ dziadka…

Jeśli po raz kolejny udało Ci się przeżyć dzień w domu z dziećmi, zrobić obiad, pranie, zmyć podłogę, posprzątać stertę zabawek, uprasować kilka ubranek, załadować zmywarkę, zetrzeć kurze i po raz kolejny nie zostało to docenione dosłownie przez nikogo…

Jeśli przynajmniej kilka razy w ciągu dnia pomyślałaś, żeby to wszystko rzucić/ wyjechać/ znaleźć pracę na 12h w ciągu dnia…

Jeśli ojciec Twoich dzieci znów spóźnił się/ nie dojechał/ miał pilne spotkanie służbowe/ przebywał na delegacji/ zebraniu/ treningu/ siłowni, zrzucając wszystkie domowe obowiązki na czele z wychowaniem i opieką nad Waszymi dziećmi…

Jeśli nie zdążyłaś w ciągu 12 długich godzin zjeść śniadania/ owocu/ przekąski/ obiadu i napić się kawy/ herbaty/ soku/ czegokolwiek, a może nawet nie zdołałaś się wypróżnić…

Jeśli jedynym Twoim rozmówcą był Twój półroczny/ roczny/ dwuletni/ trzyletni etc. maluch i nawet on nie bardzo Cię rozumiał….

Jeśli jedyne, o czym marzyłaś to sen/ 5 minut w samotności/ książka/ kawa/ przyjaciółka, której los jest gorszy od Twojego/ powrót do czasów studenckich…

Jeśli nie miałaś czasu na ćwiczenia jak fit matki (nawet na podniesienie rąk do góry w geście poddania).

Jeśli nie zrobiłaś ani jednego porządnego zdjęcia na insta/ fejsa/ bloga/ portal prezentującego Twój nieskazitelny dom/ ogród/ posiłek/ ciuch/ tyłek…

Jeśli nie przyrządziłaś eko/ bio/ slim/ light obiadu z jarmużem, siemieniem lnianym/ jagodami goi/ orzechami brazylijskimi…

…to znaczy, że jesteś normalną matką. Taką jak ja. Popełniasz błędy, czujesz się cholernie samotna. Czasami nie masz już sił i wydaje Ci się, że nie zniesiesz kolejnego dnia podobnego do poprzednich. Zapewne masz wrażenie wyobcowania. Poczucie, że tylko Ty możesz być takim nieudacznikiem. Wrażenie, że znowu w życiu Ci nie wyszło, choć wszystkie matki dookoła zdają się być szczęśliwe.

Otóż: jest nas więcej. Może tylko nie wszystkie mówimy o tym głośno. Może wstydzimy się i boimy odrzucenia. Może nie widzisz frustracji, mijając nas na ulicy, ale ona jest i jest w nadmiarze. Jak nas rozpoznać? Może po zmęczonych oczach, ziemistej cerze, wymiętej koszulce i śladach kaszy na dłoniach. Często jednak dobrze się kamuflujemy. A Ty tego nie robisz? Zacieramy ślady makijażem, tuszujemy dowody okularami przeciwsłonecznymi. Ale wciąż tu jesteśmy. Nie jesteś sama. Wstajemy rano i przeżywamy nasz mały koszmarek razem z Tobą. Niektóre częściej, inne rzadziej. Nie ma jednak wśród nas żadnej, której jest on obcy.

Pamiętaj: Jeszcze będzie przepięknie, jeszcze będzie normalnie.

Z zamiłowania dziennikarka, z powołania nauczycielka języka polskiego. Autorka powieści młodzieżowej: „Księżyc nad Świtezią”. Prywatnie: wielbicielka kuchni tajskiej, dalekich podróży i Denzela Washingtona. Od niedawna, niezbyt rozgarnięta, mama bliźniaczek i - co tu dużo mówić - szczęściara. Bezkompromisowa i szczera do bólu. W życiu kieruje się zasadą: co Cię nie zabije, to Cię wzmocni (co przy posiadaniu bliźniąt wydaje się być wyjątkowo trafne).

Dyskusja2 komentarze

Skomentuj

Ładowanie