Dwa wieczory w tygodniu mam dla siebie. I choćby nie wiem co się działo, zamykam drzwi i wychodzę

To nasz pierwszy wywiad na portalu – w dodatku z taką multiMamą! Dagmara Hicks jest potrójną mamą za jednym zamachem, zorganizowaną strażniczką domowego ogniska, kobietą wielu pasji. Na swoim blogu inspiruje, czasami wzrusza, innym razem daje motywacyjnego kopa. Jak radzi sobie w potrójnej macierzyńskiej rzeczywistości? Jakie ma sposoby na sprawną organizację pięcioosobowej rodziny? I jak w tym wszystkim znajduje czas dla siebie i swoich pasji?

dagmara hicks
Jesteś szczęśliwą żoną, mamą czteroletnich trojaczków, blogerką, prowadzisz dom, biegasz w maratonach – czegoś nie wymieniłam? To i tak sporo jak na jedną osobę.

Rzeczywiście, nie lubię się nudzić. Mam sporo pasji. Blog rośnie, mam nadzieję, że stanie się wkrótce pracą. Taka praca, z domu, w przeze mnie wybranych godzinach i zadaniami, które sama określam, bardzo by mi odpowiadała. Przygotowuję się aktualnie do kolejnego maratonu, który jest w maju. Pasjonuje mnie kino, jestem na bieżąco z repertuarem. W 2016 postanowiłam również więcej czytać i przejść na jeszcze zdrowszą dietę. Niestety pochłania to bardzo dużo czasu, ale mam już pierwsze sukcesy na koncie.

Pytanie aż samo się ciśnie na usta: jak Ty to robisz? Posiadasz jakiś magiczny sposób na wydłużenie doby?

Zawsze byłam osobą zorganizowaną, ale odkąd urodziły się moje dzieci, ta organizacja jest kluczem. Żyję z plannerem w ręce. Już w weekend ustalam plan na kolejny tydzień. Znajdują się w nim wszystkie ważne wydarzenia z życia naszej rodziny, jak i moje osobiste plany. W niedzielę wieczorem dokładnie wiem, co będę robić do piątku. W każdym tygodniu ustalamy z mężem grafik i dzielimy się zadaniami. Dzięki temu nie marnujemy czasu na kłótnie i wyrzuty – każde z nas wykonuje swój plan. Nauczyłam się lepiej zarządzać czasem i szukać możliwości jego zaoszczędzenia, na przykład robię dokładne menu na cały tydzień i zakupy spożywcze robię przez Internet. Dzięki temu oszczędzam minimum dwie godziny w tygodniu. Obiad gotuję na dwa dni, pranie robię blokami, itp. Ustaliłam pewne priorytety i zredukowałam swoje oczekiwania do tego, co jest realne w mojej sytuacji. Jasne jest dla mnie to, że z małymi dziećmi muszę niektóre rzeczy przesunąć w czasie. Karierę na razie zawiesiłam, tak samo jak dalekie podróże i nowe umiejętności. Poczekają. Teraz moim priorytetem są dzieci. Pisałam o tym bardzo obszernie tutaj: Jak ona to robi?

Co jest najfajniejsze w posiadaniu trojaczków?

Dla mnie ważne jest to, że byłam tylko raz w ciąży. Nie wspominam tego czasu szczególnie miło. Dużo stresu i rozmaitych dolegliwości. Mam nadzieję, że dzieci będą ze sobą blisko, ze względu na to, że jest między nimi już teraz ogromna więź. Posiadanie trojaczków mimowolnie uchroniło mnie przed wieloma „błędami”, które popełniają rodzice. Nie było mowy o noszeniu na rękach, zagłaskiwaniu. Wychowanie trójki dzieci na raz to czasami zimny chów. Dzieci szybciej stają się samodzielne. Wszystko przechodzimy jedną falą, każde dziecko jest na podobnym etapie w tym samym czasie. Gdybym miała trójkę dzieci w różnym wieku, okres odpieluchowywania, czy oduczania smoczka, przechodziłabym trzy razy. Nie wiem czy bym to przeżyła (żartuję). Dużym plusem jest to, że jest u nas po prostu wesoło. Za jednym zamachem mamy dużą rodzinę, o której ja, jedynaczka, zawsze marzyłam.

A teraz pytanie z przeciwległego bieguna: co jest najtrudniejsze w posiadaniu trójki dzieci w tym samym wieku? Na jakie wyzwania muszą się przygotować rodzice oczekujący potrójnego szczęścia?

Wszystko (śmiech). Najbardziej mnie boli fakt tego, że bardzo mało czasu mamy dla każdego z dzieci osobno. Bardzo się staramy go wygospodarować, na przykład w weekendy, jednak jest go ciągle za mało. Po drugie – życie staje się odrobinę cięższe. Wszystko wymaga potrójnej logistyki. Nie da się robić rzeczy, które zwykle robią mamy z małym dzieckiem. Na przykład nigdy nie byłam w stanie mojej trójki zabrać na zakupy. Nie chodziłam na dostępne na rynku zajęcia dla dzieci. Nawet szczepienia były przedsięwzięciem, zwykły spacer jest wyzwaniem. Rodzice z jednym dzieckiem mają więcej czasu dla siebie. Na przykład w weekend, tata zabiera dziecko na basen, mama odpoczywa. Do usypiania czy karmienia potrzebny jest jeden rodzic. U nas do wszystkiego potrzeba czterech rąk a i to często okazuje się niewystarczalne. Ciężko jest znaleźć nianię, która zgodzi się i poradzi sobie z trójką dzieci. Do tego dochodzą ogromne koszty – 3 łóżeczka, foteliki samochodowe (mamy 6 – po trzy w moim i trzy w samochodzie męża), kombinezony, leki, itp.

Jako mama trojaczków z czteroletnim stażem co mogłabyś doradzić mamom rozpoczynającym swoją przygodę z potrójnym macierzyństwem? Czy w trudnych początkach macierzyństwa miałaś swoje wypróbowane sposoby na ogarnięcie trójki niemowlaków?

Po pierwsze i mówię to zupełnie szczerze – od początku trzeba mieć sztywną rutynę. Pomaga w tym trochę fakt, że dzieci na początku są w szpitalu i tam mają wprowadzony cykl – co trzy godziny jest karmienie, przebieranie, zabawa, a potem dzieci są odkładane do łóżeczka. Robiłam tak w domu i to się bardzo sprawdziło. Łóżeczko, a później kojec, które są w ogólne nie używane przez pojedyncze mamy dla mnie były gadżetami nr 1. Trzymałam się rutyny, dzięki temu mogłam wypić ciepłą kawę, wziąć prysznic, ugotować obiad. To samo tyczyło się naszego wspólnego życia – dwa wieczory w tygodniu miałam dla siebie. I choćby nie wiem co się działo, zamykałam drzwi i wychodziłam. Robię tak do dziś. W tym czasie dla siebie robię to, na co mam ochotę. To bardzo ważne, aby nie zapominać o sobie. Ponieważ moi teściowie mieszkają za granicą, a rodzice mieszkają daleko i pracują, zdana byłam na siebie. Dwa razy w tygodniu pomagała mi niania, która od 9 do 15 zajmowała się dziećmi, ja mogłam w tym czasie coś załatwić, czasami razem chodziłyśmy do lekarza, co dla mnie samej było niewykonalne. Pisałam o tym więcej tutaj: Błędy, które popełniłam jako młoda matka

A jak to się zmienia wraz z wiekiem dzieci? Zapewne wiele świeżo upieczonych multiMam chciałoby Ci zadać to pytanie: czy później będzie łatwiej?!

Nie (śmiech). Każdy etap jest ciężki. Lepiej będzie za 10 lat. Ale dzieci są wspaniałe i z odpowiednim przygotowaniem i nastawieniem ten okres może być całkiem fajny.

Chciałabym Cię również spytać o Twoją pasję: czym jest dla Ciebie blogowanie? Dlaczego i dla kogo to robisz?

Na początku dla siebie, aby nie zapomnieć i dla dzieci – aby kiedyś mogły zrozumieć moje emocje i powody niektórych decyzji. Potem bardzo szybko się okazało, że to moje pisanie pomaga, że moje pomysły są uniwersalne, że rodzice potrzebują kogoś, kto ich zmotywuje, pocieszy i pokaże inny punkt widzenia. Blogowanie to dla mnie przyjemność i wciągająca pasja.

Twój blog sukcesywnie rośnie w siłę, coraz więcej osób chce czytać Twoje teksty. Co jest składową sukcesu? Czy według Ciebie dobry tekst sam się obroni, czy niezbędny jest marketing i promocja strony?

Sukces to ciężka praca, blog wypełnia każdą moją wolną chwilę, często noce. Szacunek do czytelnika, wyrażony poszukiwaniem dobrego tematu, dbaniem o jakość i nie obrażanie nikogo. Liczy się konsekwentny pomysł na siebie, autentyczność i szczerość. Nie kreuję rzeczywistości, aby dobrze ją opowiedzieć na blogu. Wolę dobrze pisać, niż szukać znajomości wśród blogerów. W żaden sposób nie promuję strony i nie kupuję czytelników. Czasami, na początku, sponsorowałam teksty, aby zapewnić im dobry zasięg. Aby się przebić w morzu konkurencji, trzeba cierpliwie czekać i się nie poddawać. Podziw czytelników nie przychodzi od razu.

I ostatnie pytanie: Twój mąż jest Australijczykiem. Czy Wasze dzieci uczą się dwóch języków równocześnie?

Tak, dzieci są dwujęzyczne.

Bardzo serdecznie dziękuję Ci za tą rozmowę i życzę spełnienia wszystkich marzeń i celów zarówno prywatnych jak i zawodowych!

Dagmarę możecie „spotkać” pod poniższymi linkami:
Blog calareszta.pl
Facebook
Instagram


  • Jeżeli spodobał Ci się ten artykuł – udostępnij go dalej.
  • Na fan page’u na facebook’u dzieje się dużo więcej i z dużą dawką humoru. Wpadnij do nas!
  • Zapraszamy również do zapisania się na nasz newsletter.
  • Chcesz porozmawiać z innymi rodzicami bliźniaków i wieloraczków? Zapraszamy na forum!
  • Jeśli chcesz podzielić się swoją historią, opinią, doświadczeniem na łamach portalu, napisz do nas: kontakt@multirodzice.pl
  • W jakiejkolwiek innej sprawie – pisz również! Jesteśmy tu po to by porozmawiać, czasami ponarzekać, ale najczęściej się wspólnie pośmiać.
  • Będzie nam miło, jeśli dasz znać znajomym o multiRodzicach. Sharing is caring! 🙂

Kiedyś miłośniczka podróży i przygód podwyższających adrenalinę. Obecnie uskutecznia głównie podróże pojazdem trójkołowym do klubu malucha i z powrotem, a adrenalinę ma wiecznie podwyższoną poczynaniami wszędobylskich, bliźniaczych potomków. Kocha swoją rodzinę, przyjaciół, dobry film i jeszcze lepszą książkę, fotografię, Kraków, kawę z pianką, jazdę na motorze i bycie mamą.

Dyskusja3 komentarze

  1. Świetny wywiad – i to z mamą, która ostatnio stała się moim nowym guru, a tekstów z jej bloga najchętniej wyuczyłabym się na pamięć 🙂 Gratulacje dla Was obu! 🙂

  2. Musze przyznac, ze Pani Dagmara bardzo przekolorowuje zycie w Australji. Czy maz Pani Dagmary jest Australijczykiem? Nawet jesli jest. To nie ma czegos takiego jak pakowanie sie i przeprowadzanie do Australji z jakieg kolwiek kraju. Co do lekazy w tym kraju. Owszem leaze rodzinni sa wielofunkcyjni. I tacy musza byc! Jak sie ma prywatne ubezpieczenie ( a kazda odoba mieszkajaca w Australi ktora ukonczyla 30 lat musi miec) to sie dostaje leki i opieke. Nie paracetamol jak Pani Dagmara pisze.
    Pozdrawiam z Brisbane x

Skomentuj

Ładowanie