“Przez pierwsze półtora roku nie wychyliłam nosa zza pieluch” – wywiad z multimamą i aktorką: Aleksandrą Woźniak

Kobieta wielozadaniowa, wszechstronna, realizująca się na wielu płaszczyznach. Blogerka, prezenterka Romance TV, poliglotka i wreszcie – aktorka. U multiRodziców w najważniejszej roli – mamy 12-letnich już bliźniaczek: Julki i Ani.

Aleksandra Woźniak z wykształcenia germanistka, z zamiłowania aktorka filmowa znana głównie z „13. Posterunku”, “Plebanii”, „Złotopolskich”, a ostatnio „Barw szczęścia” – dzieli się doświadczeniem, bo jak sama przyznaje: Jako mama-kwoka, która wszystko sama robiła przy swoich dzieciach, ma bardzo dużo do powiedzenia w tym temacie…

Członkowie naszej redakcji i wielu naszych Czytelników to rodzice malutkich bliźniąt. Pani córki są już nastolatkami. Zacznę więc od pytania, które stale sobie zadajemy: kiedy będzie łatwiej?

Z każdym kolejnym półroczem będzie coraz lżej. Gdy moje córeczki miały 9 miesięcy, postanowiłam rozstać się z ich ojcem, więc dzieci wychowywałam sama. Moje pociechy były bardzo żywe. Od momentu obudzenia się rano do pójścia wieczorem spać, nie potrafiły nawet chwili usiedzieć w miejscu. Czasami miałam wrażenie, że moje córki mają w sobie baterie Duracell i jak te króliczki w reklamie funkcjonują ponad normę Z niedowierzaniem przypatrywałam się pociechom niektórych moich znajomych, które przez kilka godzin potrafiły siedzieć w jednym miejscu i bawić się jedną zabawką. Moich dzieci wszędzie było pełno. Na wolnej przestrzeni rozbiegały się każda w przeciwną stronę, wszystko, co wpadało im w ręce: typu kamyczki, piasek, stary znaleziony sznurek koniecznie próbowały „posmakować”. Także nie można było ich spuścić z oka. Gdy zaczęły chodzić, na początku, na spacery musiałam sobie zapewniać osobę towarzyszącą, bo nie byłam w stanie zapanować nad żywiołem moich pociech. Ważyłam 48 kg, wyglądałam jak cień samej siebie. I zastanawiałam się, czy temu podołam. Przy tym wszystkim, mimo zmęczenia, nie wyobrażałam sobie, bym mogła – póki dzieci są tak małe – wrócić do pracy. Przez pierwsze półtora roku nie wychyliłam nosa zza pieluch. Gdy dzieci skończyły dwa latka, przyjęłam role w “Złotopolskich”, ale były to maksimum 5 dni w miesiącu w godzinach: 7-14, więc ani dla dzieci, ani dla mnie nie było to odczuwalne. Gdy szłam na plan, dziećmi zajmowała się moja ciocia wraz z opiekunką (bo tak jak wspominałam przy temperamencie moich córeczek jednej osobie byłoby za trudno, sama z nimi w domu mogłam być tylko ja, nikt inny póki były tak małe się tego nie podejmował) . 

Powiadają: małe dzieci – mały kłopot, duże dzieci – duży kłopot. Czy zgodzi się Pani z tym stwierdzeniem? Moje dzieci mają dopiero 16 miesięcy – na tym etapie przyznaję, że im starsze, tym lepiej funkcjonujemy. Ale być może im dalej w las…

Z każdym rokiem dorastania moich dzieci jest mi coraz lżej. Najpierw cieszyłam się, że nie muszę brać dzieci ze sobą do łazienki, bo są w stanie przez te kilka minut pobawić się zabawką. Potem wielką ulgą było dla mnie, że moje córeczki potrafią obejrzeć cały odcinek teletubisiów, a ja w tym czasie mogę spokojnie ogarnąć kuchnię. Odciążeniem był dla mnie każdy kolejny etap samodzielności, gdy potrafiły się same ubrać, posprzątać zabawki, same posługiwać się sztućcami. Natomiast, gdy moje dzieci zaczęły się zbliżać do okresu dojrzewania, z utęsknieniem zaczęłam wspominać te wcześniejsze lata. Owszem, moje córki są samodzielnymi dziewczynkami i fizycznie nie są absorbujące, ale za to od strony moralnej, merytorycznej – wychowywanie ich kosztuje mnie dużo energii. Szczególnie teraz w dobie Internetu, ogólnie panującej demoralizacji, która epatuje z sieci, wychowywanie dzieci, wpajanie im właściwych wartości nie jest łatwe. Więc bywają dni, kiedy naprawdę mam wrażenie, że te pierwsze lata były łatwiejsze niż te bieżące  

Wróćmy jeszcze raz do przeszłości. Jak wspomina Pani ciążę oraz czas połogu? Dla mnie i wielu Czytelniczek, to okres niezwykle trudny – mimo wsparcia najbliższych. Jak było u Pani?

aleksandra wozniak 1Pierwsze miesiące ciąży wspominam bardzo dobrze. Pod górkę zaczęło się, gdy weszłam w szósty miesiąc ciąży. Brzuch miałam wtedy tak duży, że niewtajemniczeni byli przekonani, że lada dzień mam termin porodu. A przede mną były jeszcze trzy miesiące. Wprawdzie od strony medycznej wszystko grało, nie musiałam brać żadnych leków na podtrzymanie ciąży ani leżeć, moja waga była w normie, natomiast miałam bardzo duże bóle miednicy, która przy mojej drobnej budowie musiała się chyba rozejść bardziej niż powinna i stąd dolegliwości. Brzuch miałam w kształcie stożka, olbrzymi wysunięty do przodu. Mogłam na nim postawić cztery filiżanki wraz ze spodeczkami. By w łóżku zmienić pozycję miałam przymocowane paski. W wannie specjalne uchwyty. Przy szczupłej sylwetce (wchodziłam w spodnie rozmiar 36, tyle, że ich nie mogłam zapiąć ze względu na przyklejony brzuch) wyglądałam jakbym pod bluzką miała ukrytą piłkę lekarską 🙂 Tak że wyglądałam groteskowo . Ze względu na moją zbyt drobną miednicę zalecono mi cesarskie cięcie i szczerze mówiąc – nie mogłam się już go doczekać. W końcu nastąpiła ta piękna chwila i nie tylko, że pozbyłam się ciężaru brzucha, ale trzymałam w objęciach moje dwa największe skarby Natomiast pierwsze tygodnie, które po tym nastąpiły, były zgoła inne niż sobie wyobrażałam. Dziewczynki miały kolki, codziennie przez trzy miesiące od 19-ej do 23-ej. Płakały strasznie i nic nie pomagało. Żadne leki, kropelki itd. Trzeba było nosić na rękach i tyle. Po trzech miesiącach przeszło każdej jak ręką odjął. I od tego momentu, mimo zmęczenia fizycznego, zaczęłam naprawdę się rozkoszować macierzyństwem.

Jest Pani starszą siostrą braci bliźniaków. Większość z multiMam – mimo uwarunkowań genetycznych – przeżywa jednak szok na wieść o dwóch bijących w jej łonie serduszkach. Czytałam, że marzyła Pani o dwóch córeczkach, zatem Pani reakcja była zapewne zgoła inna…

Oczywiście, że tak. W wieku 10 lat wbiłam sobie do głowy, że będę miała córeczki bliźniaczki i nie brałam pod uwagę innej opcji A wieść, że spełniło sie moje marzenie wywołała u mnie szaleńczą wręcz radość.

Jakie jest najbardziej wyraziste, najpiękniejsze Pani wspomnienie z tego wczesnego macierzyństwa?

Ponieważ byłam z moimi maleństwami 24h na dobę, pięknych chwil było bardzo dużo i co cudowne, dzięki mojej stałej obecności, nie miałam poczucia, że coś ważnego mi umknęło. Trudno mi teraz dokonać selekcji na te piękniejsze i mniej piękne momenty. Generalnie,, mimo zmęczenia czułam tak olbrzymie szczęście z macierzyństwa, że każdego dnia budziłam się i kładłam spać z uśmiechem na ustach. Uwielbiałam zajmować się moimi maluszkami, przytulać je, chodzić z nimi na spacery, bawić się z nimi w piaskownicy, karmić wspólnie kaczuszki, zbierać kasztany. Te pierwsze trzy lata, kiedy byłyśmy we trzy 24h na dobę razem, to był cudowny czas.

Są kobiety, dla których macierzyństwo jest rolą wymagającą pełnego poświęcenia. Często rezygnują z siebie, swoich marzeń, planów. Są i takie, które widzą siebie w roli mamy, lecz nadal pragną realizować się na innych płaszczyznach. Do której grupy Pani należy?

aleksandra wozniak 5Raczej do tych pierwszych. I ma to swoje wady i zalety. Wiele poświęciłam dla swoich dzieci, miały mnie zawsze przy sobie, mój czas i cała ja byłam całkowicie podporządkowana dzieciom. Owszem, widzę po moich dzieciach, jak moja stała obecność w pierwszych latach ich życia fantastycznie na nie wpłynęła. Na ich poczucie własnej wartości, samodzielność, niezależność. Z drugiej strony uważam, że chyba trochę przesadziłam. Dzieci powinny się czuć ważne, ale nie jak pępki świata. A moje dzieci przez jakiś czas tak się czuły i musiałam potem korygować swoje błędy. Myślę, że w macierzyństwie jak we wszystkim ważny jest złoty środek. Jestem jak najbardziej za spędzeniem z dziećmi trzech pierwszych lat życia w domu, jeśli oczywiście tylko ktoś ma taką możliwość, to według mnie tworzy bardzo ważne fundamenty dla wspaniałego rozwoju osobowości dziecka. Natomiast musimy od małego uczyć nasze pociechy, że nie tylko ich potrzeby są ważne. Że mama ma prawo porozmawiać przez telefon lub poczytać książkę i dziecko powinno to uszanować. Nawet, jeśli to jest na początku tylko kwadrans. Ale jest to ważne na przyszłość. Gdy przyzwyczaimy nasze dzieci do tego od małego, będzie nam później łatwiej wykonywać swoje obowiązki w domu czy powrócić do realizacji naszych planów zawodowych.

A propos poświęcenia: w jakim momencie Pani kariery została Pani mamą? Mówimy, że nie ma dobrego czasu na macierzyństwo. Ma Pani poczucie, że coś Panią ominęło? Ciążą w czymś przeszkodziła?

aleksandra wozniak (3)Ja miałam to szczęście, że zaszłam w ciążę od razu, gdy tego zapragnęłam. Miałam 28 lat. Jako aktorka miałam już 11-letni dorobek. Także czułam się zawodowo spełniona i chciałam się realizować jako matka. Ale oczywiście wymagało to ode mnie przestrzegania swoich priorytetów. Przez te kilka lat zrezygnowałam z wielu ról i projektów zawodowych. Bywało i tak, ze miałam kłopoty finansowe, bo tak ograniczyłam swoje życie zawodowe, że niewiele zarabiałam, a proszę pamiętać, ze sama siebie i dzieci utrzymywałam. Ale nie żałuje ani jednej decyzji z tego czasu. Na rysunkach moich dzieci bawię się z nimi albo piekę ciasteczka. Nie rysowały mnie na scenie czy na ekranie telewizora. Byłam w każdej ważnej chwili ich życia przy nich i ta świadomość jest bezcenna

Na swojej liście mam już kilka porażek i błędów rodzicielskich. Przed wieloma ostrzegły mnie inne multiMamy, a także literatura fachowa, blogi parentingowe. Kilkanaście lat temu z pewnością było trudniej o dostęp do informacji na temat ciąży mnogiej, wychowania bliźniąt. Czy poza mamą, która także urodziła i wychowała bliźnięta korzystała Pani z innych źródeł wiedzy?

Wiele książek przeczytałam w ciąży. Najlepiej radziłam sobie z wspieraniem rozwoju dzieci i dawaniem im radości, a najgorzej z utrzymywaniem dyscypliny Ale pracowałam nad sobą i z roku na rok stawałam się coraz bardziej asertywna.

Jakie są dzisiaj Pani relacje z córkami? Jest Pani mamą – kumpelką? Spędzacie z sobą dużo czasu, czy dziewczyny wyfruwają z gniazda coraz częściej?

aleksandra wozniak (2)Trudno mi jest określić, jaką jestem mamą. Na pewno moje dzieci są przy mnie swobodne i potrafią ze mną o wszystkim porozmawiać, nie ma tematów tabu. Z drugiej strony to nie jest łatwy czas, ponieważ wypowiedziałam wojnę sieci i ograniczam moim dzieciom pod względem czasowym dostęp do niej. Wiec jestem „niefajna”, „staroświecka”, „zacofana”. Ale wiem, że robię to dla dobra moich dzieci i kiedyś to zrozumieją. To, przed czym chciałam ustrzec aktualne i przyszłe mamy, to właśnie przed zbyt częstym dostępem dzieci do Internetu oraz gier komputerowych. Uważam, że Internet to największe dobrodziejstwo i jednocześnie największy szkodnik naszych czasów. Coraz częściej słyszę o dzieciach uzależnionych od sieci, którym nie chce się wyjść z domu, rozwijać swoich zainteresowań, bo cały świat wypełnia im szklany monitor. Jak moje dzieci były małe, nie było to jeszcze tak rozpowszechnione, więc ja nie miałam z tym problemu, by zachęcić córki do zabawy, wyjścia na dwór itd. Ale to, co teraz widzę, to przerażające. Całe rodziny siedzą w milczeniu obok siebie wpatrzone w telefony czy tablety. Potrafią przez wiele godzin nie zamienić ze sobą słowa. Podwórka są opustoszałe, wszędzie tam, gdzie jest dostępny Internet. Do gabinetów psychologów coraz częściej rodzice przyprowadzają dzieci uzależnione od Internetu. Także nawet, jeśli jesteśmy bardzo zmęczeni, nie dawajmy dzieciom telefonu ani tabletów na dłużej niż godzinę, dwie dziennie. Oczywiście, że gdy wracamy po pracy do domu albo chcemy mieć spokojny wieczór, jest nam łatwiej, gdy dzieci w ciszy surfują w sieci, zamiast kłócić się z rodzeństwem czy głośno się bawić. Ale to jest droga donikąd. Dając dzieciom wolną rękę w ilości czasu spędzanego w sieci, odbieramy im szansę na normalne dzieciństwo i właściwy rozwój. I to jest wg mnie największe wyzwanie rodziców, nie dać się pożreć sieci.

Niewątpliwie ma Pani rację, pisaliśmy nawet o tym na naszym portalu. Wybiegnijmy teraz na moment w przyszłość… Kiedy myśli Pani o przyszłych zięciach, widzi Pani siebie jako teściową, która gotuje niedzielny rosół i krząta się w kuchni czy wyciąga gnata i grozi: jeśli mojej córce stanie się krzywda…

aleksandra wozniak 4Szczerze mówiąc jeszcze o tym nie myślałam. Powiem jedno, na pewno dołożę wszelkich starań, by córki tak wychować, by same wiedziały, co jest dla nich dobre, a co złe. A jeśli chodzi o dalszą przyszłość, to nie wiem, jaką będę teściową, ale na pewno wiem, że będę bardzo zaangażowaną babcią, bo, mimo że jeszcze nie tak dawno siedziałam w pieluchach, zaczyna mi tego brakować

Widać, że jest Pani świetną mamą. Co z pozostałymi rolami? Czy może Pani powiedzieć o sobie, że jest kobietą szczęśliwą, zakochaną, spełnioną zawodowo?

Jak najbardziej uważam siebie za szczęśliwą matkę, żonę i spełnioną zawodowo aktorkę. Choć, oczywiście, jako aktorka nie powiedziałam jeszcze ostatniego słowa

O marzeniach nie mówi się głośno, żeby nie zapeszyć. Zapytam zatem o najbliższe plany…

Najbliższe plany to przeprowadzka z rodziną do nowego domu, wyjazd do Berlina na spotkanie z producentami, które może zaowocuje czymś ciekawym dla mnie zawodowo  Nic więcej nie zdradzę.

Czego można Pani życzyć oprócz pomyślnego przebiegu spotkania w Berlinie?

Żeby było tak dobrze, jak jest.

Zatem oby tak właśnie było. Dziękuję za rozmowę.

Dziękuję.

Serdecznie zapraszamy do odwiedzenia i polubienia: 

Portfolio Aleksandry Woźniak

Fanpage Aleksandry Woźniak na facebooku


  • Jeżeli spodobał Ci się ten artykuł – udostępnij go dalej!

  • Na fan page’u na facebooku dzieje się dużo więcej i z dużą dawką humoru. Wpadnij do nas!
  • Chcesz porozmawiać z innymi rodzicami? Zapraszamy do zamkniętej grupy na facebooku!
  • Jeśli chcesz podzielić się swoją historią, opinią, doświadczeniem na łamach portalu, napisz do nas: kontakt@multirodzice.pl
  • Będzie nam miło, jeśli dasz znać znajomym o multiRodzicach. Sharing is caring! :-)
Podziel się:

Z zamiłowania dziennikarka, z powołania nauczycielka języka polskiego. Autorka powieści młodzieżowej: „Księżyc nad Świtezią”. Prywatnie: wielbicielka kuchni tajskiej, dalekich podróży i Denzela Washingtona. Od niedawna, niezbyt rozgarnięta, mama bliźniaczek i - co tu dużo mówić - szczęściara. Bezkompromisowa i szczera do bólu. W życiu kieruje się zasadą: co Cię nie zabije, to Cię wzmocni (co przy posiadaniu bliźniąt wydaje się być wyjątkowo trafne).

Skomentuj