Babcia, bunia, babusia…

Rok temu z okazji dzisiejszego święta pisałam o mojej mamie – babci moich córek. Dzisiaj przy okazji 21 stycznia, pomyślałam o mojej babci – Wandzie, która w tym roku skończyła 85 lat. Babci, która towarzyszy mi tak długo i która na każdym etapie mojego życia pełniła inną rolę.

Babcia małej dziewczynki

Nie pamiętam zbyt wiele z tego okresu mojego życia. Widzę ją tylko na zdjęciach: trzyma mnie w ramionach, tuli i uśmiecha się od ucha do ucha. Nie pamiętam JEJ takiej: młodej, silnej, pełnej energii. Na innym zdjęciu obok mojej mamy pokazuje gestem dłoni, jak powinna mnie kąpać. Tak sądzę. Znowu uśmiechnięta – szczęśliwa, że po dwóch chłopakach urodziła się jej wnuczka.

Babcia nastolatki

Babcia żywotna, babcia gospodyni, babcia piecząca pączki, ciasteczka, robiąca przetwory i zawsze przygotowana na wizytę gości. Nastolatka i jej hormony. Pamiętam ten czas doskonale. Kiedy tylko nie mogłam porozumieć się w jakiejś kwestii z rodzicami, uciekałam do babci. Do jej wyrozumiałych ramion, do jej opanowanego głosu do jej herbaty i spokoju. Kto lepiej mnie wówczas zrozumiał? Kto mógł doradzić, jak postępować z ojcem (jej synem)? Babcia zawsze była. Tak jakby nigdy nie musiała iść do pracy, zrobić czegoś ważniejszego. Zdawała się zawsze czekać na mnie. Na moje problemy, na moje łzy. Mimo tego że nie mogłam porozumieć się w tym okresie ze światem, bez trudu porozumiewałam się z babcią, która przecież była/jest kobietą z innej epoki.

Babcia dorosłej kobiety

Babcia emerytka. Babcia po udarze. Babcia w szpitalu. Babcia ucząca się mówić na nowo. I ja. Dorosła kobieta. Kobieta, która poszła na studia. Wyprowadziła się z domu i wracała do niego tylko na weekendy. Czy coś zmieniło się w relacji z babcią? Zupełnie nic. Pojawiła się tylko tęsknota. Za pieczonym przez nią chlebem, za konfiturami, za kapustą z grochem i za jej kuchennym stołem, który wysłuchał tylu rozmów. Za tym, żeby być blisko, kiedy brakowało sił, słów tej, która zawsze dawała, nigdy nie brała. Każda sobota kończyła się pożyczeniem samochodu od rodziców i wizytą u babci. Wybierałam ją zamiast spotkania z przyjaciółmi, czasem zamiast randki. Bo babci nikt nie zastąpił. Bo byłam babci potrzebna. Bo babcia była jak dziecko. I potrzebowała miłości jeszcze więcej niż dotąd.

Babcia matki bliźniaczek

Babcia staruszka. Babcia chorowitka. Babcia, która jednak zawsze znajduje siłę, by się podnieść, kiedy przychodzą do niej: wnuczka i dwie małe prawnuczki. Babcia, która mimo wieku, zawsze pamięta o urodzinach, imieninach, rocznicach, mikołajkach i wszelkich okazjach. Babcia, która zawsze znajdzie smakołyk dla wszystkich swoich dziewczyn. Babcia, która widzi zmęczone oczy, brak cierpliwości, bezsilności. Która nie poucza, nie gani, a jedynie próbuje delikatnie przemycić w trakcie rozmowy swoje wspomnienia, które mogą mimochodem posłużyć za radę. Babcia, która czeka na nas zawsze. O każdej porze. Która zawsze poratuje ciepłym słowem i całusem. Babcia, której jutro może nie być – przez co jeszcze bardziej droga, jeszcze bardziej potrzebna i jeszcze bardziej pożądana.

Babcie były dwie. Ale Wanda jest tylko jedna.

Kocham Cię.

A.


  • Jeżeli spodobał Ci się ten artykuł – udostępnij go dalej!
  • Na fan page’u na facebooku dzieje się dużo więcej i z dużą dawką humoru. Wpadnij do nas!
  • Chcesz porozmawiać z innymi rodzicami? Zapraszamy do zamkniętej grupy na facebooku!
  • Jeśli chcesz podzielić się swoją historią, opinią, doświadczeniem na łamach portalu, napisz do nas: kontakt@multirodzice.pl
  • Będzie nam miło, jeśli dasz znać znajomym o multiRodzicach. Sharing is caring!

Z zamiłowania dziennikarka, z powołania nauczycielka języka polskiego. Autorka powieści młodzieżowej: „Księżyc nad Świtezią”. Prywatnie: wielbicielka kuchni tajskiej, dalekich podróży i Denzela Washingtona. Od niedawna, niezbyt rozgarnięta, mama bliźniaczek i - co tu dużo mówić - szczęściara. Bezkompromisowa i szczera do bólu. W życiu kieruje się zasadą: co Cię nie zabije, to Cię wzmocni (co przy posiadaniu bliźniąt wydaje się być wyjątkowo trafne).

Skomentuj