Czy Twoje dziecko ma za dużo zabawek?

Gdyby od mojego męża zależało, co kupują i dostają moje córki – dopóki starczyłoby pieniędzy na koncie, otrzymywałyby wszystko. To samo dotyczy ich dziadka, a mojego taty – tego samego, który wychowywał mnie w żelaznej dyscyplinie. Jeśli moje dzieci powiedzą przy swoim tacie lub dziadku, że podobają im się kolorowe num noms, to za dwa dni dziadek już zamawia je przez Internet. Jeśli któraś z nich szepnie, że wolałaby buty na rzepy zamiast wiązanych, jej tata jest gotowy rzucić wszystko i jechać po nie choćby kilkadziesiąt kilometrów.

Na szczęście – dzieci mają też matkę.

Matkę, która w wyżej wymienionych sytuacjach wychodzi na Cruellę de Mon i odwodzi dzieci od potrzeby nabycia nowych – niepotrzebnych w danym momencie zabawek czy akcesoriów. Matkę, która najpierw rozmawia, analizuje pobudki, sprawdza czy mówimy o wielkim marzeniu czy też zwykłej dziecięcej fanaberii. Matkę, która tłumaczy, że nie można mieć wszystkiego, bo na każdą rzecz trzeba ciężko pracować.

Matka też człowiek, więc i ona czasem ulega.

Jeśli dziecko od kilku tygodni mówi o swoim wielkim marzeniu, jakim jest jazda na koniku – organizuje wyjazd na stadninę i przejażdżkę. Ale jeśli jest mowa o kolejnej lalce – które nie mieszczą się już w wielkim domku, to stara się tłumaczyć, że przecież wystarczy tyle, ile już mamy.

A teraz całkiem serio. Odwiedziła nas ostatnio moja najlepsza przyjaciółka, Ewa wraz z córeczką. Dziewczynki bardzo ładnie bawiły się w pokoju moich córek, a kiedy Ewa wychodziła, jej pociecha podsumowała, że dziewczynki mają mało zabawek. Zdziwiło mnie to, bo przecież już nie mieszczą się w sporym pokoju. A znajdzie się tam i lekarz, i domek dla lalek, i kołyski, i bobasy, i rodzina Peppy, i piłki, i książki, i klocki itd….  Ewa spuentowała, że tylu zabawek, ile ma Hania, nie ma chyba żadne dziecko.

Daleka jestem od moralizowania i wtrącania nosa w nieswoje sprawy.

Każdy postępuje wedle uznania. Wiem jednak ze swojego, jak i innych matek ( w tym mojej teściowej) doświadczenia – że co za dużo, to niezdrowo. Każdy potrzebuje mieć wybór – dlatego dziewczynki mają całe spektrum zabawek. Jednak nie jest ich aż tyle, ile dostępnych na rynku. Część z nich, co jakiś czas, chowam, a następnie wyciągam. Radość jest taka sama, jakby zabawka przyjechała do nas wprost ze sklepu.

Staram się nie kupować zbyt wielu prezentów bez okazji.

Urodziny, Boże Narodzenie, dzień dziecka, mikołajki – to dni, w których moje córki wybierają coś specjalnego. Co za tym idzie – wyczekują ich, mają okazję do analizy i przemyślanej decyzji. Wiedzą, że wyboru mogą dokonać tylko raz, uczą się, że nic nie przychodzi w życiu łatwo, a każdy ich drobiazg kosztuje ich rodziców wysiłek i pracę.

Poza tymi okazjami są momenty, kiedy przychodzi na coś ochota. Jeśli potrafią solidnie uargumentować swoją potrzebę i nie zaburza ona budżetu domowego – tak, jak ostatnie marzenia o nowej opasce na włosy – oczywiście podania zostają przyjęte i pozytywnie rozpatrzone. W innym razie, gdy tylko poczuję z odległości zapach fanaberii, zachcianki, wymysłu – kończymy temat, oczywiście z odpowiednią argumentacją z mojej strony.

Nadmiar nie jest dobry.

Lubię pizzę, ale po zjedzeniu 13 kawałków mdli mnie i nie czuję się najlepiej. Tak samo sprawa wygląda dla mnie z zabawkami i prezentami. Otrzymywane bez okazji, regularnie, tracą na wartości. Cała magia oczekiwania i wytęsknienia zwyczajnie mija. Dziecko zaś otrzymuje jasny przekaz – easy come, easy go – zatem i szacunek dla przedmiotów jest mniejszy, bo przecież zaraz i tak trafi się coś nowego.

Może moje myślenie jest złe. Może kiedyś nie będzie mnie stać na prezent, o jakim marzy moje dziecko i będę żałowała, że nie zrobiłam mu go, kiedy mogłam. Może moje córki uważają mnie za mamę sknerę, choć nigdy tego nie odczułam. Kieruję się po raz kolejny intuicją. Mając nadzieję, że i tym razem mnie nie zawiedzie.


  • Jeżeli spodobał Ci się ten artykuł – udostępnij go dalej.
  • Na fan page’u na facebooku dzieje się dużo więcej i z dużą dawką humoru. Wpadnij do nas!
  • Chcesz porozmawiać z innymi rodzicami bliźniaków, wieloraczków, dzieci „rok po roku”? Zapraszamy do zamkniętej grupy na facebooku!
  • Jeśli chcesz podzielić się swoją historią, opinią, doświadczeniem na łamach portalu, napisz do nas: kontakt@multirodzice.pl
  • Będzie nam miło, jeśli dasz znać znajomym o multiRodzicach. Sharing is caring! :-)

Z zamiłowania dziennikarka, z powołania nauczycielka języka polskiego. Autorka powieści młodzieżowej: „Księżyc nad Świtezią”. Prywatnie: wielbicielka kuchni tajskiej, dalekich podróży i Denzela Washingtona. Od niedawna, niezbyt rozgarnięta, mama bliźniaczek i - co tu dużo mówić - szczęściara. Bezkompromisowa i szczera do bólu. W życiu kieruje się zasadą: co Cię nie zabije, to Cię wzmocni (co przy posiadaniu bliźniąt wydaje się być wyjątkowo trafne).

Skomentuj

Ładowanie