Instytucja babci i dziadka – największe zalety i wady

Większość z nas kojarzy dzieciństwo z zapachem ciasta unoszącego się w sieni babcinego domu albo spacerami pełnymi opowieści o przeszłości fundowanymi przez dziadka. Bywają różni: zapracowani, zmęczeni, staroświeccy, wszechwiedzący – jedno ich łączy: uwielbiają swoje wnuki. Często dopiero przy nich mają odpowiednią ilość czasu, wiedzę i doświadczenie, które pozwala im na nowo przeżyć młodość. Rzecz jasna, ma to swoje plusy i minusy: zarówno dla wnuków, jak i dzieci.

Za co kochamy babcię i dziadka?

Czas

Nie wszyscy młodzi rodzice otoczeni są przez dziadków emerytów i rencistów. Zazwyczaj znajdzie się jednak przynajmniej jeden, który zakończył już zawodową karierę. Niebywałym luksusem dla rodziców malucha jest możliwość skorzystania z wolnego czasu dziadka, kiedy chce wyjść na spotkanie, musi załatwić sprawę w urzędzie albo zwyczajnie nadszedł czas, by w końcu umyć okna i zrobić generalne porządki. Z własnego doświadczenia mogę wiem, że codzienny dwugodzinny spacer, który funduje swoim wnuczkom ich dziadek od momentu urodzenia aż do dziś – pozwalał i pozwala mi na: odsypianie zarwanych nocy, ugotowanie obiadu, zakupy, zrobienie prania, wyjście do koleżanki, wreszcie obejrzenie ulubionego serialu. Niby niewiele, a jednak bardzo dużo.

Dokarmianie

Mogę się mylić, jednak sądzę, że zapytani o to, z czym kojarzy Ci się babcia, respondenci odpowiadaliby często: z dokarmianiem. Moja nieżyjącą już babcia Ania, zawsze na mój przyjazd przygotowywała: kluski na parze, drożdżówki z jagodami, ciastka maślane, andruty z kremem, rogaliki z marmoladą. Babcia mojego męża, także nieżyjącą już Terenia – raczyła nas: pierogami, których nigdy nie zapomnę. Nie inaczej jest aktualnie w naszym domu. Moje córki od dłuższego czasu zjadają przygotowywane przez (i tu uwaga!) dziadka obiady: dostosowane do wieku i potrzeb dziecka. Dziadek przeczytał setki artykułów, przestudiował tysiące przepisów – i to jego dania smakują do dziś najlepiej dwóm niejadkom. Babcia – włączyła się do akcji dokarmiania jakiś czas temu: gotując co drugi dzień pyszne i zdrowe zupki, na których widok moim maluchom cieknie ślina. Nie wspomnę o pieczonym specjalnie dla nich przez prababcię Wandę cieście drożdżowym czy biszkoptowym (z minimalną ilością cukru). Tak, babcie i dziadkowie dbają o to, by ich wnuki nigdy nie odeszły od stołu głodne (a jeśli odejdą od stołu, to babcie będą za nimi ganiać, wciskać, upychać – aż ostatecznie wejdzie). My, rodzice, często nie mamy cierpliwości i nie podejmujemy tylu prób, wychodząc z założenia, że gdy zgłodnieje, samo przyjdzie.

Cierpliwość

Choćby nie wiem, jakim cholerykiem był Wasz tato, choćbyście nasłuchali się kazań od Waszej mamy – możecie mieć pewność: w stosunku do Waszych dzieci okażą się oazą spokoju i odkryją w sobie niezmierzone pokłady cierpliwości. Ile to razy musiałam wyjść do drugiego pokoju, by nie wybuchnąć w obecności córek, kiedy kolejny raz grymasiły: przy jedzeniu, ubieraniu, przebieraniu pieluchy, wychodzeniu do lekarza. Spotykałam się zawsze z ganiącym spojrzeniem mamy lub taty, którzy zbierali z podłogi skarpetki i ze stoickim spokojem znosili fochy małych złośnic. Jestem zdumiona: skąd bierze się u dziadków cierpliwość, której nie mieli w stosunku do swoich dzieci? Magia…

Pomoc

Punkt ten w pewnej mierze wiąże się z pierwszym. Jednak tutaj nie ma znaczenia: czy pracują, czy mają swoje plany, pasje i marzenia. Dziadkowie są w stanie wiele poświęcić, by pomóc swoim dzieciom i wnukom. Powiem wprost: znam przykłady, gdzie to dziadkowie wychowują dziecko/dzieci, bo rodzice nie znajdują czasu, mają go za mało. W mniej ekstremalnych przypadkach jak mój: nie wyobrażam sobie, jak przetrwałabym ostatnie 16 miesięcy bez pomocy dziadków. Nie mam zamiaru na szalę wrzucać każdego z nich i analizować tego, kto, ile i kiedy. Przy posiadaniu malutkich dzieci, a w szczególności dwojga jednocześnie – każda, podkreślam – każda pomoc jest na wagę złota. I tak: może to być przygotowanie posiłku dla biednych świeżo upieczonych rodziców, może to być pomoc w sprzątaniu mieszkania, może być to wspomniany spacer, mogą być spędzone wspólnie wakacje: liczy się wszystko, co w jakikolwiek sposób odciąży zmęczonych rodziców. Ja mam to szczęście, że mogę liczyć na całą czwórkę dziadków: każdy z nich oferuje nam inny rodzaj pomocy, dzięki nim wszystkim mogę być spełnioną mamą, ale pozostać w dużej mierze sobą sprzed ciąży. Żadne słowa ani podarunki nie wyrażą wdzięczności, jaką my rodzice mamy dla naszych własnych „staruszków” za to, że są z nami w tym trudnym czasie, który wywraca życie do góry nogami.

No dobrze, a teraz czas na druga stronę medalu. Dziadkowie są wspaniali: nie ulega to wątpliwości. Podobnie jak to, że potrafią nas wyprowadzić z równowagi, wkurzyć i doprowadzić do szewskiej pasji. Oj tak, to nadal ci sami cierpliwi i pomocni „staruszkowie”.

Za co nienawidzimy babci i dziadka?

Złote rady

Zdecydowany numer jeden na liście. Można bez końca pisać i podawać przykłady doradzania, wtrącania i wreszcie narzucania swojego zdania przez dziadków. W końcu „oni już to przeszli”, „za ich czasów to było nie do pomyślenia”, „oni nigdy by tego tak nie zrobili”, „ mają przecież większe doświadczenie”, „mówią to tylko dla naszego dobra” i przecież „oni wcale nie chcą się wtrącać”. Znamy, prawda? Babcia, która wie, że należałoby jednak założyć czapeczkę, bo wieje wiatr, która dodałaby troszkę soli do zupy, której zdaniem odrobina cukru jeszcze nikogo nie zabiła, która zawsze dopiera brudne rzeczy, a jej dzieci wszystko miały dokładniej wyprasowane. Dziadek, który zabezpieczyłby lepiej gniazdka w domu, który u swoich dzieci trzymał dyscyplinę. Och, ile tego było przez ostatnie miesiące? A ile przed nami? Grunt to nie dać dziadkom wejść na głowę. Rady: owszem, przyjmujemy, ale tylko z niektórych skorzystamy. Asertywność ponad wszystko. W końcu to nasze dzieci, czasy się zmieniły, a oni mieli już okazję wykazać się talentem: choć patrząc na nas, chyba jednak nie wszystkich błędów wychowawczych udało się im uniknąć?

Ignorancja

Złote rady to jedno, ignorancja drugie. Jeśli mówimy jasno, że unikamy produktów z cukrem jak ognia, a babcia za naszymi plecami karmi je ciasteczkami, jeśli zaznaczamy, że nie chcemy ubierać bliźniąt jednakowo, a otrzymujemy stale dwa identyczne zestawy ubranek, jeśli prosimy, by nie włączać przy dziecku urządzeń elektronicznych, a zastajemy je zawsze oglądające z dziadkami bajki – wówczas zaczynają się schody. Najlepiej spokojnie porozmawiać o szacunku dla cudzych przekonań, o akceptacji naszego modelu wychowania, o poszanowaniu zdania innych. Czasem dociera. Czasem dociera tylko na chwilę. Najgorzej, kiedy nie dociera nigdy. Rozwiązanie jest jedno, prosty komunikat: albo dziadkowie zaczną respektować obowiązujące ich wnuki zasady, albo będą widywać je jedynie na przesyłanych od czasu do czasu fotografiach. Być może brutalne. Pamiętajmy jednak: to nasze dzieci, nasze wybory, nasze błędy. Nikt inny za nie nie odpowie. Nikt inny nie zna dzieci lepiej niż my sami.

Krytyka

Powiązana z poprzednimi, jednak najbardziej bolesna. Słuchanie przy każdej okazji, że w domu znowu bałagan, że dzieci niedokładnie umyte, że wyglądasz jakoś blado i niechlujnie, że Twoje obiady najwyraźniej maluchom nie smakują, że mogłaś przyłożyć się bardziej – sprawiają, że wiele młodych matek popada w poporodową depresję, przeżywa załamanie, płacze w poduszkę. Krytyka bywa mobilizująca. Chyba jednak nie w przypadku wczesnego macierzyństwa. Wszystko jest pierwsze, niepewność i obawa dominują nad zdrowym rozsądkiem. Ciało i dusza podatne na okaleczenia. Naprawdę zbędne jest „dorzucanie do pieca”. Nieświadome mniej lub bardziej ostre komentarze często budują w nas przekonanie o tym, jak kiepską matką czy ojcem jesteśmy – rzucane przez własnych rodziców, bolą tym bardziej. Z perspektywy czasu wiem, że tylko dystans może nas uratować, a nasi rodzice naprawdę często nie panują nad tym, co mówią.

Podsumowując: dobrze jest mieć dziadka i babcię na wyciągnięcie ręki. Musimy jednak pamiętać, by ręka nie zbliżyła się na tyle blisko, by szperać za każdym razem w naszej sypialni, lodówce i naszej głowie. By ręka ta była pomocną dłonią. By dziadkowie jedli z ręki naszym wnukom, a nie my dziadkom. Nie dawajmy babci i dziadkowi wolnej ręki w relacjach z naszymi dziećmi, ale pójdźmy im czasem na rękę. Pozwólmy dziadkom czasem prowadzić nas za rękę, ale nie pozwólmy, by mieli nas w ręku. Tylko wtedy wyjdziemy obronną ręką z procesu zwanego wychowaniem


  • Jeżeli spodobał Ci się ten artykuł – udostępnij go dalej!
  • Na fan page’u na facebooku dzieje się dużo więcej i z dużą dawką humoru. Wpadnij do nas!
  • Chcesz porozmawiać z innymi rodzicami? Zapraszamy do zamkniętej grupy na facebooku!
  • Jeśli chcesz podzielić się swoją historią, opinią, doświadczeniem na łamach portalu, napisz do nas: kontakt@multirodzice.pl
  • Będzie nam miło, jeśli dasz znać znajomym o multiRodzicach. Sharing is caring! :-)
Udostępnij i polub:
error20

Z zamiłowania dziennikarka, z powołania nauczycielka języka polskiego. Autorka powieści młodzieżowej: „Księżyc nad Świtezią”. Prywatnie: wielbicielka kuchni tajskiej, dalekich podróży i Denzela Washingtona. Od niedawna, niezbyt rozgarnięta, mama bliźniaczek i - co tu dużo mówić - szczęściara. Bezkompromisowa i szczera do bólu. W życiu kieruje się zasadą: co Cię nie zabije, to Cię wzmocni (co przy posiadaniu bliźniąt wydaje się być wyjątkowo trafne).

Dyskusja1 komentarz

  1. Szanowna Pani, bezczelnosć, arogancja, brak pokory i oczywiscie manipulacja i jeszcze grozby pod adresem dzadkow, ze jak czegos tam nie zrobia to nie zobaczą wnukow. Proponuje zwolnic sie z pracy zajac sie dziecmi. A jezeli dziadkowie maja sie zajmowac dziecmi to dac im wolna reke. A jeszcze jedno ani kolezanki, ani seriale, fejzbuk, czy umyte okna nie sa niezbedne do zycia. Prosze szanowac wlasnych rodzcow bo gdy odejda to dopiero wtedy przychodzi refleksja.

Skomentuj