Jak uczyć dziecko dbania o środowisko – 5 prostych zasad

Każdego roku na konferencji Rady Pedagogicznej zapewne w większości szkół, w mojej oczywiście także, odczytywane są priorytety MEN w zakresie edukacji na dany rok. Od kilku lat obserwujemy, że nacisk ministerstwa kładziony jest głównie na bezpieczeństwo w sieci, sprawne posługiwanie się technologią informacyjną komunikacyjną, co – moim zdaniem – uczniowie opanowali już do perfekcji. W tym roku po raz kolejny brakuje mi wśród najważniejszych spraw, na które powinniśmy zwracać szczególną uwagę kwestii zachowań i działań proekologicznych.

Naturalnie – każdy z wychowawców i nauczycieli we własnym zakresie, mniej lub bardziej stara się przemycić treści proekologiczne na swoich zajęciach, szkoda jednak, że ministerstwo nie widzi potrzeby wpisania je w poczet tych działań, które są pilne i naprawdę ważne.

Jeśli jednak wy sami chcecie rozpocząć walkę o dobro planety we własnym domu, podpowiadamy od czego zacząć.

Wydawać by się mogło, że to trudne – ot tak zacząć edukację dziecka, kiedy może i my sami mamy problem ze znalezieniem pomysłów na to, jak zadbać o środowisko, a nierzadko mamy wątpliwości, czy działania jednostki cokolwiek zmienią przy lekceważącym podejściu całych społeczeństw.

Nie miejmy ich. Trzeba zacząć od samych siebie. Najpierw my, potem nasze dzieci. Nie jestem eko matką, nie prałam nigdy pieluch w łupinach orzecha i nie robię samodzielnie proszku do prania. Daleko mi od tego, bo jestem leniwa i wygodna. Jednak sądzę, że mogę dać mojemu dziecku elementarną wiedzę i zaszczepić w nim miłość do tego, co nas otacza, staram się robić to każdego dnia, przy każdej nadarzającej się okazji.

1. Zacznijmy od prostej sprawy – wycieczek i wyjazdów, a także najkrótszych spacerów po lesie.

Jeśli dziecko od najmłodszych lat będzie poznawało naturę i przekona się, że jest wspaniała, zacznie darzyć ją sympatią, a może nawet dziecięcą miłością, a wiadomo, że jeśli coś lub kogoś lubimy, nie chcemy, by wyrządzano mu krzywdę. Moje córki uwielbiają spacery po lesie. Dużo wówczas rozmawiamy, tłumaczymy, ale też dotykamy, sprawdzamy, wąchamy – nie niszcząc niczego przy tej okazji. Wychodząc poza las – ileż zachwytu, entuzjazmu, euforii wzbudzają morskie fale, rześkie górskie powietrze, skały ukryte gdzieś wysoko ponad dachami. Każda nasza mała i duża podróż uczy miłości do świata natury, moje dzieci są tego żywym przykładem. Oczywiście to jeden ze sposobów.

2. Mieszkamy w dzielnicy, gdzie zimą z trudem się oddycha, bo ludzie palą w piecach śmieci.

Dziewczynki wiedzą doskonale, że ich kaszel jest związany właśnie z tym procederem. Odkąd zaczęły pytać, odpowiadamy i opowiadamy o tym, jak można ogrzewać, a jak nie należy ogrzewać domów. Pokazujemy różne rozwiązania, ganimy tych, którzy przyczyniają się do naszego złego samopoczucia. Zresztą ich tata, nieznoszący węgla dodaje swoje trzy grosze. Ostatnio odbyła się u nas lekcja dotycząca powstawania prądu, przy okazji montażu paneli fotowoltaicznych na naszym podwórku.

3. Moje córki uczestniczą w domowej segregacji odpadów.

Może zbyt wcześnie, ale pokazywałam im filmy, na których ich ukochane zwierzęta: bociany, żółwie i wiele innych pojawiają się z plastikową reklamówką wokół głowy czy dzioba. Wiedzą doskonale, że nie należy wyrzucać śmieci, gdzie popadnie, a każdy ma swoje miejsce w worku o odpowiednim kolorze. Wiedzą też doskonale, że gdy tata wybiera się do sklepu na większe zakupy, należy przygotować mu torby wielokrotnego użytku, bo nie produkować kolejnych śmieci. Nie wierzycie? Zapytajcie ich! Nie kosztowało mnie to zbyt wiele.

4. Wszystkie dzieci uwielbiają na pewnym etapie pić napoje przez rurkę.

Moje też przez to przechodziły. Jednym z moich noworocznych postanowień było: nigdy więcej plastikowej rurki. Ani w domu, ani w barze, ani w kawiarni. Dziewczynom trudniej było wytłumaczyć, że w Polsce używamy trzech milionów rurek dziennie! Wyrzucenie ich to pierwszy krok w walce z plastikiem, potem możemy myśleć o jednorazówkach. Jeśli jednak dziecko koniecznie chce pić ze słomki, kupmy te papierowe albo naturalne ze słomy – jest ich już naprawdę wiele w sklepach. Wiem, kupowałam.

5. Próbujemy też zastępować powoli plastikowe butelki szklanymi.

Postanowiłam zrezygnować z napojów w plastiku. Zakupiłam metalowe bidony, robię dzieciom na wynos wodę z niewielką ilością soku malinowego od babci. Zamiast mineralnej w plastiku, mamy gotowaną wodę. Zamiast mleka w plastiku, mleko w kartonie lub szkle. Możliwości jest coraz więcej. Pokazując je naszym dzieciom, wyrabiamy w nich dobre nawyki, a to daje nadzieję, że – jeśli planeta dotrwa do pełnoletności młodego pokolenia – to ono zacznie dbać o nią nieco lepiej niż nasze babcie, rodzice czy my sami.

Jakie są Wasze sposoby na wdrożenie edukacji proekologicznej w domu? Chętnie skorzystamy z tych, które nie wymagają zbyt wielu poświęceń, ale robią różnicę.

_________________________________________________________________________________________

  • Jeżeli spodobał Ci się ten artykuł – udostępnij go dalej!
  • Na fan page’u na facebooku dzieje się dużo więcej i z dużą dawką humoru. Wpadnij do nas!
  • Chcesz porozmawiać z innymi rodzicami? Zapraszamy do zamkniętej grupy na facebooku!
  • Jeśli chcesz podzielić się swoją historią, opinią, doświadczeniem na łamach portalu, napisz do nas: kontakt@multirodzice.pl
  • Będzie nam miło, jeśli dasz znać znajomym o multiRodzicach. Sharing is caring!
Podziel się:

Z zamiłowania dziennikarka, z powołania nauczycielka języka polskiego. Autorka powieści młodzieżowej: „Księżyc nad Świtezią”. Prywatnie: wielbicielka kuchni tajskiej, dalekich podróży i Denzela Washingtona. Od niedawna, niezbyt rozgarnięta, mama bliźniaczek i - co tu dużo mówić - szczęściara. Bezkompromisowa i szczera do bólu. W życiu kieruje się zasadą: co Cię nie zabije, to Cię wzmocni (co przy posiadaniu bliźniąt wydaje się być wyjątkowo trafne).

Dyskusja3 komentarze

  1. U nas jest jeszcze oszczędzanie wody – zarówno podczas mycia zębów i rąk, jak i kąpieli. Tłumaczymy dzieciom, że w niektórych częściach świata brakuje wody, nawet do picia. A i w naszej części świata z wodą pitną jest coraz gorzej…
    To samo jest z jedzeniem – staramy się nie wyrzucać i tego też uczymy dzieci: szacunku do pokarmów.

  2. Jako były pracownik norweskiego przedszkola moge podpowiedzieć kilka pomysłów dla cztero i pięciolatków.
    1. Pokazowe zakopywanie papieru, plastiku i np. skórki od banana w wybranym miejscu. Za jakiś czas, np za miesiąc, dzieci odwiedzają to miejsce, odkopuje się przedmioty i rozmawia się o tym, co z tymi rzeczami się stało.
    2. Nauka o tym, czym jest kompost. Zrobienie kompostu i posadzenie przez dzieci truskawek lub słoneczników albo jeszcze czegoś innego, co będzie albo ładne albo smaczne.
    3. Biwaki w lesie i wspólne sprzątanie po sobie, to akurat standard.
    4. U nas w przedszkolu częstym gościem była dżdżownica lub jakiś robak. Pracownicy opowiadali dzieciom, że w ziemi mieszka dużo zwierząt, więc nie można jej zaśmiecać, zalewać czymś paskudnym, bo one umrą.

Skomentuj