5 NIE-POTRZEBNYCH rzeczy w pokoju niemowlaka!

Czas oczekiwania na przyjście dzieciątka to czas wielkich przygotowań. Najsmutniejszy w tej całej „przedświątecznej gorączce” jest fakt, że zaraz po urodzeniu owe przygotowania zostaną szybko zweryfikowane przez rzeczywistość, a i tym samym przez nasze maleństwo. Z doświadczenia wiem, że niektóre wybory okażą się mało trafne, a zakupione must-haves zostaną kompletnie niewykorzystane lub co gorsza okażą się powszechnie uznawane  za zupełnie zbędne, albo co jeszcze gorsza „zakłócające odpowiedni rozwój maluszka.”

Jako pierwsze z wyprawkowej listy kupiłam przesłodkie rękawiczki niedrapki, po to by na patronażowej wizycie położnej dowiedzieć się, że to przecież w rączkach kryją się RECEPTORY i to właśnie przez dotyk dziecko poznaje otaczający je świat. Niby banał, niby ma to sens, niby nie mam wyrzutów, że o tym nie pomyślałam, ale nowych, wypranych i odprasowanych niedrapków dziecku nigdy więcej nie założyłam! 🙂

Poniżej lista niezbędników trochę w krzywym zwierciadle, które bardzo wpłynęły na pierwsze tygodnie naszego macierzyństwa. Nigdy bym nie pomyślała, że zbyt głęboki fotel do karmienia nie zda egzaminu i że nasze dziecko nie polubi się z bambusową kołdrą, a większość świergoczących zabawek wyląduje w szafie.

5 NIE-POTRZEBNYCH rzeczy w pokoju niemowlaka!

1.Fotel

Najwygodniejszy z możliwych, aby osiągnąć maksimum komfortu musisz do niego dokupić kilka poduszek, które będą podpierać absolutnie wszystko: lędźwie, łokcie oraz szyję! AAAAA!
I jeszcze obowiązkowo podnóżek,  koniecznie ten z kompletu, aby po kilku dniach zastąpić go stertą książek oblepionych taśmą klejącą. Tak tak, fotel wraz z podnóżkiem to podstawa.

2. Kołdra i poduszka

100% bambus, hipoalergiczna o odpowiedniej gramaturze, przyda się zwłaszcza wtedy, gdy Twoje dziecko będzie ważyło niespełna 3 kilogramy, a Ty przykryjesz go czymś w rodzaju harcerskiej 10tki. AAAA!
I poduszka, koniecznie, po to by za kilka dni odkryć, że dziecku jest najwygodniej na płasko! Do tego sypialnianego kompletu obowiązkowo pościel w modne wzory, najlepiej dwie, bo przecież musisz mieć na zmianę, kiedy ta pierwsza przykurzy się w szafie!

3. Termometr

Tylko elektroniczny bezdotykowy, bo najszybszy, najwygodniejszy, z eleganckim wyświetlaczem. Oczywiście cena wpływa na jakość wykonania. Jedyna wada, to taka, że jest najbardziej niedokładny, ale najważniejsze, że ma funkcję pomiaru temperatury ciała oraz pomieszczenia lub cieczy. W razie gorączki pamiętaj, by ostatecznie sięgnąć po ten elektroniczny lub rtęciowy. Najdokładniejszy pomiar uzyskasz poprzez pomiar rektalny, zatem prawie bezdotykowo, gdzie temperatura jest zawsze wyższa o ok. 0.5 stopnia Celsjusza. Warto o tym pamiętać zanim wpadniesz w panikę.

4. Zabawki

Przeróżne i dużo. Najlepiej kolorowe i świergoczące, z przewagą tych plastikowych. A przede wszystkim głośne! Najlepiej takie, gdzie jest dużo przycisków i migających światełek. To bardzo pobudza wyobraźnię i kreatywność dziecka, ponadto sprawia, że dziecko przesypia noce, śniąc o różowych jednorożcach (bez względu na płeć).

5. Garderoba

Jeansy w różnych kolorach, rozmiar 0-3 miesiące, zwężane i obcisłe, podkreślające pampka, lecz zakrywające pulchne kosteczki. Do tego dopasowane sandałki, najlepiej firmowe i szereg innych modowych gadżetów (w zależności od płci: fascynator lub szelki). Wszystkie ubrania mają być wkładane przez głowę, żadnych kardiganów i zamków błyskawicznych. Golfy i półgolfy stanowią podstawę szafy niemowlaka w tym wieku.

Jestem ciekawa Waszych felernych wyborów. Liczę, że jesteśmy w stanie ostrzec kolejne pokolenia, a zarazem uniknąć ton kolorowego plastiku skrywanego przed znajomymi w piwnicach naszych domów 🙂

_________________________________________________________________________________________

  • Jeżeli spodobał Ci się ten artykuł – udostępnij go dalej!
  • Na fan page’u na facebooku dzieje się dużo więcej i z dużą dawką humoru. Wpadnij do nas!
  • Chcesz porozmawiać z innymi rodzicami? Zapraszamy do zamkniętej grupy na facebooku!
  • Jeśli chcesz podzielić się swoją historią, opinią, doświadczeniem na łamach portalu, napisz do nas: kontakt@multirodzice.pl
  • Będzie nam miło, jeśli dasz znać znajomym o multiRodzicach. Sharing is caring!
Podziel się:

Klaudia Natonek - nauczycielka języka angielskiego wykonująca swój zawód z wielkim zamiłowaniem. Z całego serca wierzy w dzisiejszą młodzież i każdego dnia za biurkiem stara się rozbudzać jej potencjał. Obecnie etatowa mama Jasia i Lilki, kierująca się filozofią rodzicielstwa bliskości, zafascynowana skandynawskim podejściem do wychowania, w którym to samodzielność dziecka stanowi fundamentalny element. Wśród znajomych - promotorka fotelików RWF tyłem do kierunku jazdy. Prywatnie odlicza dni (miesiące lub lata) do wymarzonej podróży z mężem na Zanzibar.

Dyskusja6 komentarzy

  1. Szelki do nauki chodzenia, to chyba jedyna rzecz, której nie użyliśmy nigdy. Ogólnie większość rzeczy zakupionych przydawała nam się mniej lub bardziej. Przy bliźniakach się eksperymentuje, nigdy nie wiadomo, co zda egzamin a co nie. Z moich osobistych doświadczeń wynika, że im więcej osób do pomocy przy dzieciach, tym mniej sprzętów do obsługi dzieci potrzeba i na odwrót.

    • Święta racja! A co do szelek, tez nigdy nie korzystaliśmy. A dlaczego Wam się nie przydały lub nie sprawdziły? Pozdrawiam

  2. Nasze dziewczyny raczkowały i chodziły przy meblach bardzo długo. Zaczęły chodzić bez trzymania się dopiero, gdy miały 18 miesięcy i technikę opanowaną do perfekcji. Do tego czasu opanowały technikę chodzenia, kucania i klękania, gdy poczuły się niekomfortowo bez podpórki. Nigdy nie przydarzyło im się więc upadanie przy nauce chodzenia (poza upadkami, gdy dziecko się potknęło o coś). Serio, nigdy nie widziałam czegoś takiego u moich bliźniaczek – podczas gdy większość rodziców powie Ci coś zupełnie odwrotnego.

    • Heh, u nas było bardzo podobnie. Późno zaczęliśmy chodzić, ale syn po prostu ruszył z kopyta. Natomiast technika wspinaczki, obrotów, przyczepki do mebli opanowana do perfekcji. Osobiście wierzę, że dziecko samo powinno opanować chodzenie, a my nie powinniśmy przeszkadzać. Ani pomagać 🙂

  3. Jeszcze osławione leżaczki bujaczki nam się nie przydały zbytnio. Dwa rozłożone zajmują sporo miejsca, a i tak każdy fizjoterapeuta powie, że najlepiej na podłodze, na kocyku, na twardym. Gdy dziewczyny nauczyły się siedzieć, nie chciały być w pozycji półleżącej. Jak nauczyły się raczkować zaczęły się wspinać i bujać na nich leżąc na brzuchu, zaczęły spadać z nich. Musieliśmy schować.
    I jeszcze jeden hit. Chodzik pchacz w małym mieszkaniu. Służy do stania przy nim, a nie do chodzenia. Bo małe dziecko nie umie nim zawrócić, umie tylko jechać na wprost. Więc nasze dziewczyny idą z nim najdalej dwa metry, teraz już umieją chodzić tyłem, a i tak nie zawrócą same.

    • U nas termometr bezdotykowy jest cały czas w użyciu. I pomiar jest dokładny, zgodnie z instrukcją obsługi, która przeczytałam przy pierwszej gorączce(a używałam już 9mcy wtedy) , sprawdzałam czy takie mierzenie jest dokładne, bo pierwsze użycia faktycznie u nas mieszane uczucia. Po 2 latach użytkowania nawet mój syn mi mierzy temperaturę.
      Dużo rzeczy przydatnych jest bardzo krótko, więc można się bez nich obyć. Nastał czas zakuooholizmu i
      przyda-si(ę) ów, zastanawiam się ile więcej na koncie by zostało bez przydasiow

Skomentuj