Kangurowanie – czyli kilka słów o bliskim kontakcie dziecka z rodzicem

Kiedy prawie sześć lat temu na świat przyszły moje córki, pojęcie kangurowania pojawiało się od czasu do czasu w portalach parentingowych, jednak nie przykuło mojej uwagi na dłużej. Dzisiaj przyszłe mamy i tatusiowie mogą dowiedzieć się więcej o tej praktyce. Są wśród nich zwolennicy kangurowania, ale też spora grupa osób, która nie widzi większego sensu w popularyzowaniu tego zjawiska.

O tym, czym jest kangurowanie, czy naprawdę ma jakieś korzyści i skąd wzięło się to pojęcie rozmawiam z Aleksandrą Lach, licencjonowaną położną, absolwentką położnictwa w Collegium Medicum im. Ludwika Rydygiera w Bydgoszczy UMK w Toruniu pracującą na co dzień na oddziale intensywnej terapii noworodka.

Zacznijmy od tego, jak najprościej wyjaśnić naszym mamom i babciom, czym jest kangurowanie?

Kangurowanie to pierwsze chwile wyczekanej przez rodziców bliskości. To najprostsza forma bliskiego kontaktu z noworodkiem i niemowlęciem, która polega na przytuleniu dziecka ’skóra do skóry” (ang. Skin to skin), Dziecko  powinno mieć na sobie jedynie pieluszkę, leżąc na nagiej klatce osoby przytulającej. Można oczywiście okryć je dodatkowo od góry ręcznikiem lub kocykiem, aby czuło się ogrzane i bezpieczne.

Nazwa jest wynikiem obserwacji zwierząt. Kangury dojrzewają, a potem dorastają w torbie matki. Kiedy po raz pierwszy pojęcie pojawiło się w świecie medycyny jako nazwa metody postępowania z noworodkiem?

Samo kangurowanie było znane ludzkości dość wcześnie, ponieważ każdy człowiek rodzi się z potrzebą bliskości i pierwszym naturalnym odruchem u rodziców jest przytulenie dziecka. WHO dość późno oficjalnie zdefiniowało tą metodę. Pierwsze doniesienia i dokładne opisy wystosowano w Szwecji w 1956 roku, Kolumbii (1978) i USA (1979).

Dlaczego kangurowanie jest szczególnie zalecane u wcześniaków?

Wcześniak to młody człowiek, który jest niedojrzały do życia pozamacicznego. Podział wcześniactwa jest dość duży, bo mówimy tu o przedziale od 23 tygodnia ciąży do 36 tygodnia, tak też wcześniak wcześniakowi nierówny. Obserwuje się, że dzięki kangurowaniu stan dziecka stabilizuje się. Nieco inaczej wygląda kangurowanie u dziecka donoszonego a wcześniaka. W pierwszej kolejności wykonywane są procedury ratujące życie, ale chcemy, aby ten kontakt odbył się najszybciej. U dzieci urodzonych przedwcześnie rodzic nie tylko ogrzewa je swoim ciepłem, ale też kolonizuje je „dobrymi” bakteriami, dzięki którym noworodek nabiera odporności. Czuje się bezpieczniej, ponieważ słyszy znajome bicie serca matki, zna jej zapach, głos, rozpoczyna się budowanie więzi i pobudzane są ośrodki związane z emocjami. W Kolumbii zauważono, że gdy zabrakło odpowiedniego sprzętu dla neonatologii – matki, które kangurowały, naturalnie zabezpieczały swoje dzieci przed wychłodzeniem, a układ immunologiczny dzieci zaczął lepiej funkcjonować. Zjawisko to znacznie zmniejszyło odsetek śmiertelności.

Czy możesz opisać nam, jak wygląda kangurowanie w praktyce, krok po kroku – na podstawie własnych doświadczeń z pacjentkami i ich partnerami?

W przypadku noworodka donoszonego lub dużego stabilnego wcześniaka ten kontakt następuje najszybciej jak się da. Dziecko jest osuszone, oznakowane tasiemkami, odpępnione na brzuchu matki i zostają razem przez minimum dwie godziny. Ten kontakt powinien trwać nieprzerwanie, wtedy też następuje pierwsze przystawienie dziecka do piersi, co więcej świeżorodek nie potrzebuje na tym etapie specjalnych technik – sam odnajdzie i podpełźnie do piersi, ale można mu oczywiście pomóc. Gdy mowa jest o porodzie poprzez cięcie cesarkie mamy dwie opcje. Jeżeli kobieta rodzi sama, bez partnera (pamiętajmy, że mamy pandemię i różnie jest to praktykowane) pierwszy kontakt „skóra do skóry” następuje po zaopatrzeniu matki. W tym czasie neonatolog z położną bada dziecko, zakładane są tasiemki identyfikacyjne, pobierane wymiary dziecka. W sytuacji, gdy mamy możliwość porodu rodzinnego, to po dokonaniu powyższych czynności rozpoczyna się kangurowanie przez ojca. Rodzice, których dzieci rodzą się przez cięcie cesarskie, muszą mieć świadomość, że ten kontakt może być opóźniony, ponieważ nie jest to naturalny poród i zawsze wpływa na dziecko.

Na oddziale, na którym pracuję, również są kangurowane dzieci. Wszystko zależy oczywiście od stanu klinicznego wcześniaka i od tego, na jakim wsparciu oddechowym jest, ale wraz z lekarzami bardzo nam zależy na tym kontakcie. Dotyk rodzica uśmierza ból. Naocznie mamy zaszczyt doświadczać, jak niesamowity może być dotyk. Potrzebują go zarówno dzieci, ale tez rodzice, którzy najczęściej są rozdzieleni z dzieckiem tuż po porodzie. To bardzo traumatyczne doświadczenie dla obu stron mające wpływ na dalsze relacje. Dotyk potrafi uratować.

Ile godzin dziennie powinno trwać kangurowanie i czy są jakieś przeciwskazania do stosowania tej metody? Czy po wyjściu do domu praktykę porzucamy, czy też powinniśmy ją kontynuować?

Nie ma czegoś takiego jak limity w kangurowaniu. Jest zasada – im więcej, tym lepiej. Po porodzie ten kontakt nieprzerwanie powinien trwać od 2 do 3 godzin. Noworodek podczas karmień i drzemek również powinien być chociaż blisko matki. Kangurujemy kiedy się da, świetnym rozwiązaniem są specjalne chusty. Nieprzerwanie matka i dziecko byli ze sobą tyle czasu i dla noworodka to całkowicie nowa sytuacja – a pamiętajmy, co nowe i nieznane może nas stresować. Po powrocie do domu również przytulajmy swoje dzieci.  Wzmacniane są wtedy więzi rodzinne, obniża się ryzyko wystąpienia depresji poporodowej i stymuluje rozwój psychoruchowy dziecka – mimo, że wydaje nam się, że noworodek tylko je i śpi. Przeciwskazania to: stan, gdy dziecko jest po zabiegu operacyjnym (ma wyłoniony drenaż opłucnej), jest tkliwe, niestabilne i rodzice nie są na to gotowi. Każdy rodzic na intensywnej terapii powinien być przeszkolony przez personel na co ma zwracać uwagę podczas kangurowania, aby nie rozintubować dziecka, nie usunąć przypadkiem dostępów naczyniowych i przede wszystkim – nie mieć wyrzutów sumienia, gdyby stan dziecka uległ destabilizacji. Praca z tak małymi dziećmi, skrajnie niedojrzałymi jest dynamiczna i musi być dostosowana do danej sytuacji.

Mówi się często o tym, że kangurować noworodka może matka, ale wskazane jest to także dla ojca. Gdybyś miała pogrupować korzyści wynikające ze stosowania tego sposobu na te: dla matki, dla dziecka, ale i te dla ojca, co byś wymieniła?

Stawanie się ojcem to zupełnie inne mechanizmy. Ojciec często nie czuje się ojcem dopóki nie zobaczy dziecka. Samych korzyści nie da się sztywno pogrupować. Ojciec często ma większe obawy niż matka, bardziej przeżywa to, że dziecko jest tak małe, a on nie chce zrobić mu krzywdy. Kangurowanie po jakimś czasie dodaje mu pewności, wzmacnia więź, uczy kochać. Mężczyźni naturalnie kochają inaczej.

Czy przyszła mama powinna zgłosić w szpitalu przed porodem chęć kangurowania dziecka, czy może personel pyta o to podczas przyjęcia?

Nie, nie pyta się o to. Nie znam ośrodka, w którym nie jest podejmowana ta metoda. Czasami zdarza się, że kangurowanie podejmowane jest nieco później, ale wynika to z braków personelu, nie niechęci.

Jakie jest Twoje osobiste zdanie na temat tej stosunkowo młodej jeszcze metody?

Kangurowanie to najprostszy i najbardziej szczery sposób okazywania miłości. Dotyk jest w stanie wyrazić to czego słowa nie potrafią. Tak jest na każdym etapie życia. W przypadku dzieci świeżo urodzonych widzę jak przytulają rodziców i demonstrują – jestem bezpieczny, kocham Cię, ufam Ci, potrzebuję Cię. Niby łatwo to zauważyć, ale w ferworze emocji, nowych doświadczeń gdzieś to może umknąć świeżo upieczonym rodzicom. Piękno tkwi w drobnych gestach.

Dziękuję za rozmowę.

____________________________________________________________________________________________multirodzice.pl facebook

    • Jeżeli spodobał Ci się ten artykuł – udostępnij go dalej!
    • Na fan page’u na facebooku dzieje się dużo więcej i z dużą dawką humoru. Wpadnij do nas!
    • Chcesz porozmawiać z innymi rodzicami? Zapraszamy do zamkniętej grupy na facebooku!
    • Jeśli chcesz podzielić się swoją historią, opinią, doświadczeniem na łamach portalu, napisz do nas: kontakt@multirodzice.pl
    • Będzie nam miło, jeśli dasz znać znajomym o multiRodzicach. Sharing is caring!

Z zamiłowania dziennikarka, z powołania nauczycielka języka polskiego. Autorka powieści młodzieżowej: „Księżyc nad Świtezią”. Prywatnie: wielbicielka kuchni tajskiej, dalekich podróży i Denzela Washingtona. Od niedawna, niezbyt rozgarnięta, mama bliźniaczek i - co tu dużo mówić - szczęściara. Bezkompromisowa i szczera do bólu. W życiu kieruje się zasadą: co Cię nie zabije, to Cię wzmocni (co przy posiadaniu bliźniąt wydaje się być wyjątkowo trafne).

Skomentuj