„Podziel się, no Jasiu trzeba się przecież dzielić.”

Patrząc na moją niespełna dwuroczną córeczkę i trzyipółletniego synka nie mogę uwierzyć, że zdecydowaliśmy się z mężem na tak niewielką różnicę wieku. Takie rozwiązanie, jak każde inne, niesie za sobą blaski i cienie, których nie sposób opisać w jednym akapicie. W każdej konfiguracji – czy to jedno dziecko, trójka, czy mała różnica wieku czy duża – bywają zarówno troski, jak i radości, dzięki którym przeżywamy daną rzeczywistość, tą jedną, jedyną, bo naszą. W żadnej innej nigdy nie przyszło nam funkcjonować.

W rodzeństwie z niewielką różnicą wieku problemem pierwszym na liście jest dzielenie się.

Warto uporządkować tę kwestię z partnerem i stanowić jeden, niezłomny front. W naszym domu nie nakłaniamy dzieci do dzielenia się, kładąc tym samym nacisk na zakomunikowanie potrzeby poprzez pytanie „chciałbyś się teraz pobawić samochodem siostry? Jeśli tak, to zapytaj ją o to. Śmiało.” Pada pytanie – czasem sprawa sama się rozwiązuje, ponieważ siostra się zgadza. Kiedy jednak odmawia, my nie mamy w zwyczaju błagalnie prosić. Dzieci często słyszą od nas „że jeśli ktoś mówi NIE, to trzeba to uszanować i zapytać następnym razem.” Staramy się również być wsparciem dla tego, który został „odesłany z kwitkiem” zatem przytulasy, pocieszenie i zrozumienie są najskuteczniejszym opatrunkiem na zranione, małe serce.

Nikt nie lubi robić rzeczy wbrew sobie, wręcz przeciwnie – każdy powinien mieć przestrzeń na bycie sobą i podejmowanie własnych decyzji. W mocno kryzysowych sytuacjach staramy się subtelnie zaingerować, jednak w większości przypadków forujemy postawę, aby dzielić się z dobrego serca, a stwierdzenie „mama mi kazała” zapewne JESZCZE nie zagrzało miejsca w naszym domowym zgiełku.

Przy takiej postawie dzieci chętniej się dzielą.

Chętniej, ale nadal rzadko. Jak zwykle, zrzucam tę umiejętność na barki czasu i rozwoju emocjonalnego. Tymczasem, szanujemy czyjąś własność i rozumiemy, że komuś może tak bardzo na czymś zależeć, że nie jest w pełni gotowy, by się podzielić. Przyznaję jednak, że jest to trudny czas zwłaszcza w konfrontacji z innym podejściem spotkanym na placu zabaw. Czy gorszym lub lepszym? Tego nie wiem. Na pewno nie bardziej skutecznym. A to mnie najbardziej interesuje.

____________________________________________________________________________________________multirodzice.pl facebook

    • Jeżeli spodobał Ci się ten artykuł – udostępnij go dalej!
    • Na fan page’u na facebooku dzieje się dużo więcej i z dużą dawką humoru. Wpadnij do nas!
    • Chcesz porozmawiać z innymi rodzicami? Zapraszamy do zamkniętej grupy na facebooku!
    • Jeśli chcesz podzielić się swoją historią, opinią, doświadczeniem na łamach portalu, napisz do nas: kontakt@multirodzice.pl
    • Będzie nam miło, jeśli dasz znać znajomym o multiRodzicach. Sharing is caring!

Klaudia Natonek - nauczycielka języka angielskiego wykonująca swój zawód z wielkim zamiłowaniem. Z całego serca wierzy w dzisiejszą młodzież i każdego dnia za biurkiem stara się rozbudzać jej potencjał. Obecnie etatowa mama Jasia i Lilki, kierująca się filozofią rodzicielstwa bliskości, zafascynowana skandynawskim podejściem do wychowania, w którym to samodzielność dziecka stanowi fundamentalny element. Wśród znajomych - promotorka fotelików RWF tyłem do kierunku jazdy. Prywatnie odlicza dni (miesiące lub lata) do wymarzonej podróży z mężem na Zanzibar.

Dyskusja2 komentarze

  1. “zrzucam tę umiejętność na barki czasu” – chyba wkradł się chochlik.
    Albo “zrzucam nabycie tej umiejętności na barki czasu” albo “zrzucam brak tej umiejętności na karb czasu”.
    “tą jedną” – wydaje się, że powinno jednak być “tę jedną”.

  2. Oj, z tym dzieleniem to na pewno nie jest prosta sprawa 😉 Troszkę jesteśmy przyzwyczajeni do systemu “podziel się z młodszym” i czasem się to ciśnie na usta. A z drugiej strony, mówi się teraz dużo o DOROSŁYCH, którzy uczą się asertywności, której nikt ich w dzieciństwie nie nauczył 😉
    Dzięki za poruszenie ważnej kwestii 🙂

Skomentuj