Kwarantanna – kilka przemyśleń z życia w izolacji

Przed ogłoszeniem przez rządzących czternastu dni zamknięcia placówek oświatowych moja córka rozchorowała się i przebywałam na opiece na dziecko chore. Trzy dni robocze oraz dwa dni weekendu z jedną dość absorbującą prawie pięciolatką wystarczyło, bym zapragnęła wrócić do pracy, a moje dziecko wysłać jak najszybciej do przedszkola.

Los chciał jednak inaczej. Czternaście kolejnych dni przychodzi nam spędzić w domu.

Z jednej strony bardzo się cieszę, że nie jestem zmuszona do opuszczania moich dzieci i zapewnienia im bezpieczeństwa. Z drugiej zaś strony wiem, że to nie będę ani dla mnie, ani dla żadnej innej mamy ferie ani czas relaksu. Każda z mam, które zostają przez dwa najbliższe tygodnie w domu ze swoimi pociechami (bo wzięły L4, opiekę, mogą prowadzić home office, albo po prostu zdecydowały się na urlop bezpłatny) staną przed wieloma wyzwaniami, które realizują na co dzień w nieco mniejszym wymiarze czasowym.

Po kilku dniach przebywania w domu z dwoma prawie pięciolatkami, które w swoim towarzystwie potrafią bez kłótni i wzajemnego oskarżania spędzić co najwyżej kilkadziesiąt minut, muszę zaznaczyć – po raz kolejny zresztą – jak wielkim szacunkiem darzę każdą mamę, która świadomie i dobrowolnie zdecydowała się po urodzeniu dziecka i odbyciu urlopu macierzyńskiego przedłużyć go na kolejne miesiące i wybrać opcję urlopu wychowawczego.

Niezależnie od tego, czy jest to mama, która stawia na edukację i spędza z dzieckiem czas (przez cały czas) w sposób twórczy i kreatywny, a więc rozwiązuje zagadki, uczy liter, przygotowuje maty edukacyjne i sensoryczne – w zależności od wieku dziecka, czy też jest to mama, która stawia na samodzielność dziecka i ogranicza się do przygotowania posiłków, zrobienia prania, posprzątania kuchni, a czasem na wspólną zabawę – każda z nich jest dla mnie bohaterką.

Rozwiązywanie sporów, szereg czynności domowych, bałagan tworzony nieustannie mimo systematycznego sprzątania, krzyki, setki pytań małego człowieka, jego narzekania – są zadaniami, które wymagają ogromnego zaangażowania, cierpliwości i odporności psychicznej.

Szacunek ogromny mam także do pań przedszkolanek, które ujarzmiają całą grupę niesfornych i marudzących niejednokrotnie kilkulatków, a także pobudzają małe głowy do pracy i mniej lub bardziej wykorzystują ich potencjał.

Zostając z dzieckiem w domu, zadbać musimy o jego dietę (zbilansowane posiłki, pierwsze śniadanie, drugie śniadanie, owoc, jakiś nabiał też by się przydał) – na co dzień dużo robi za nas przedszkole.

Ja przynajmniej wychodzę z założenia, że zawsze „coś tam zje”, więc nie mam już ciśnienia, gdy w domu tylko skosztują jakiejś potrawy. Ponadto mam poczucie misji, że wspólne spędzanie czasu powinno być jednak czasem na rozwój, a nie na regres, zatem powtarzamy literki abecadła, uczymy się wierszy Brzechwy na pamięć, ćwiczymy prawidłowy chwyt narzędzia pisarskiego i w końcu czytamy, czytamy, czytamy.

Dobrze byłoby zadbać o aktywność fizyczną, ruch na – wyjątkowo świeżym ostatnimi czasy – powietrzu.

Czy zatem chłód, czy śnieg (co ostatnio udało nam się uchwycić) – wychodzimy na podwórko, gramy w berka cukierka, w chowanego, Baba Jaga patrzy, a gdy promienie słońca nieco mocniej ogrzewają nam plecy, robimy długie spacery (na zachętę co jakieś kilkadziesiąt kroków wspomagając się gorzką czekoladą).

Wreszcie wspólnie pieczemy i zostawiamy przed progiem pradziadków ciasteczka, bezę lub naleśniki, bo przecież w tym trudnym czasie moje córki należy też uczyć empatii i wrażliwości na potrzeby drugiego człowieka.

Kiedy, jeśli nie teraz będę mogła lepiej przekazać im tę lekcję?

Pod koniec dnia jestem już wyczerpana jako psycholog, nauczyciel wychowania przedszkolnego, dietetyk, trener personalny, adwokat. Mam poczucie, że mijający dzień był dobrym dniem, kiedy trzymam obie rączki leżące po obu moich stronach na łóżkach, zasypiające w ciągu kilku minut po intensywnym dniu, zdrowe, rumiane, szczęśliwe.

Mimo iż naprawdę wolę wstawanie rano, poranną gonitwę, przedszkole, moją pracę zawodową i popołudnia spędzane razem – to teraz wybieram czas z moimi córkami. Wybieram ich zdrowie, bezpieczeństwo nasze i wszystkich innych, uczę je, że jeśli od nas – choć w najmniejszym stopniu – może zależeć los innych i świata, to będziemy działać tak, jak się tego od nas oczekuje.

Wszyscy rodzice mniejszych i większych – łączę się z Wami w tym trudnym i wymagającym od nas wspinania się na wyżyny pomysłowości i cierpliwości czasie – życząc Wam zdrowia: fizycznego i psychicznego.

Jeszcze będzie przepięknie, jeszcze będzie normalnie… [i]

[i] Tilt, Jeszcze będzie przepięknie

____________________________________________________________________________multirodzice.pl facebook

    • Jeżeli spodobał Ci się ten artykuł – udostępnij go dalej!
    • Na fan page’u na facebooku dzieje się dużo więcej i z dużą dawką humoru. Wpadnij do nas!
    • Chcesz porozmawiać z innymi rodzicami? Zapraszamy do zamkniętej grupy na facebooku!
    • Jeśli chcesz podzielić się swoją historią, opinią, doświadczeniem na łamach portalu, napisz do nas: kontakt@multirodzice.pl
    • Będzie nam miło, jeśli dasz znać znajomym o multiRodzicach. Sharing is caring!
Podziel się:

Z zamiłowania dziennikarka, z powołania nauczycielka języka polskiego. Autorka powieści młodzieżowej: „Księżyc nad Świtezią”. Prywatnie: wielbicielka kuchni tajskiej, dalekich podróży i Denzela Washingtona. Od niedawna, niezbyt rozgarnięta, mama bliźniaczek i - co tu dużo mówić - szczęściara. Bezkompromisowa i szczera do bólu. W życiu kieruje się zasadą: co Cię nie zabije, to Cię wzmocni (co przy posiadaniu bliźniąt wydaje się być wyjątkowo trafne).

Dyskusja4 komentarze

  1. Moje dwulatki są co dwa tygodnie chore. Czyli dwa tygodnie w przedszkolu a potem tydzień czy dwa w domu. I tak cały czas bez wyjątku, od miesięcy. To, co przeżywają teraz rodzice mam więc minimum raz w miesiącu. Wydaje mi się że z chorymi jest ciężej, bo chociaż stajesz na głowie żeby zapełnić im czas, to dzieci jęczą ciągle zamiast się bawić. Gotujesz a one nie chcą jeść …. Gdyby nie bajki w telewizji zwariowała bym. U nas klocki LEGO obecnie dają radę i namiot w salonie. Jak wyzdrowiejemy to pójdziemy do ogrodu. Na razie żadnych spacerów nie planujemy. Okolica też jakby opustoszała. Obserwuję za to wzmożony ruch łodzi na morzu 🙂

    • My nadrabiamy wszelkie zaległości: uczymy się dodawania do 10, ćwiczymy pisanie literek i próbujemy uczyć się czytać. Gramy sporo w gry planszowe, mieszkamy w pobliżu pól uprawnych i lasu, więc dwa spacery dziennie są obowiązkowe – czysta przyjemność. Pozdrawiamy Was.

  2. Oj tak, ten czas jest wyjątkowo trudny dla mam jak i reszty domowników. Nie zliczę ile razy usłyszałam „Nudno mi”, „Już mam dosyć tego wirusa – o niczym innym w telewizji nie mówią” czy „Ale głupi ten wirus.”
    Musimy włączyć własna kreatywność na 100% i wymyślić najciekawsze dla dziecka zajęcia.
    Moja pięciolatka chodziła do przedszkola do końca i jestem w szoku ile o Coronawirusie się dowiedziała od Przedszkolanek i jak należy się zachowywać teraz podczas kwarantanny, nic jej nie musieliśmy w domu tłumaczyć.

    • My przeprowadziliśmy kilka rozmów, najbardziej bolą odwołane urodziny dla koleżanek i najbliższych, ale i to małe przyjęły do wiadomości. Cieszą się, że mają mamę przez cały czas przy sobie.

Skomentuj