Matka Polka w trakcie pandemii

*Wszystkie opisane sytuacja odnoszą się do osoby autorki oraz zaprzyjaźnionych z nią matek, z którymi kontakt utrzymywała ostatnimi czasy jedynie online, matki postępujące lub wyglądające inaczej w trakcie pandemii z góry przepraszamy i darzymy ogromnym podziwem.

Matka Polka w trakcie pandemii

Nie jest łatwo, ale przecież nigdy nie lubiłam łatwych rozwiązań ani łatwych ludzi. Powtarzam te słowa jak mantrę, od mniej więcej trzech miesięcy, kiedy to moje, jak i Wasze życie zostało przewrócone. I nie mam tutaj na myśli miłego przewrotu z jednego boku na drugi, które zwiastowałoby zbliżający się odpoczynek. Mam na myśli przewrócenie do góry nogami, do pozycji, która spodobać się mogła tylko nielicznym, spragnionym macierzyństwa pełną parą kobiet – od razu wspomnę, że nie znam osobiście ani jednej tego typu.

Czy już wspominałam, że witałam się z sąsiadką, pytając, czy już oddała dzieci swe do okna życia, czy też dopiero zamierza to zrobić za kilka dni? Tak, starałyśmy się zachować resztki optymizmu i dobrego nastroju, choć nasze fryzury i poplamione spodnie dresowe zdradzały, że nie jest z nami najlepiej.

Jak wygląda Matka Polka podczas pracy zdalnej/pandemii/ zasiłku opiekuńczego trwającego dłużej niż tydzień?

Wygląd zewnętrzny

Jestem kobietą pracującą, z ludźmi i dla ludzi. Nie wyobrażam sobie, bym do pracy mogła wybrać się we „wczorajszych” włosach czy bez perfekcyjnie pomalowanych paznokci. Dylemat: co na siebie włożę, był jednym z podstawowych każdego wieczoru od niedzieli do czwartku włącznie. Moja praca, jak wielu z Was, nabrała nagle charakteru zdalnego. Co za tym idzie, mój strój został dostosowany do nowej rzeczywistości.

Jako, że małżonek także korzystał z formy pracy online, w domu pojawiło się nagle dwoje hipsterów. Przydługi t-shirt, luźne spodnie (lub ich brak u współmałżonka), niedbały kucyk, przekonanie, że włosy można przecież myć co trzy dni, (u małżonka, że zarost – nawet trzytygodniowy, już nie trzydniowy w sumie jest sexy) na stałe zagościły do naszej codzienności.

Motywacja do dbania o siebie została ograniczona do założenia czegoś czystego i wygodnego, w czym nigdy nie pokazalibyśmy się naszym kolegom z pracy, a co akurat znalazło się pod ręką. Lakier został zmyty już w pierwszych dniach ogłoszenia stanu epidemii i pojawił się dopiero kilka dni temu. Ileż oszczędności: na kosmetykach, na nowych letnich stylizacjach, ukochanych przeze mnie butach? Ileż mniej czasu straconego na próżne dumanie przy szafie?

W okresie pandemii i pracy w domu wyglądałam mniej więcej tak pociągająco jak kilka dni po urodzeniu dziewczynek. Mężowi zaś, który podczas oficjalnych spotkań i webinarów dbał jedynie o „wystrój” od pasa w górę, wolałam trzy razy przypominać, że wychodząc na zakupy spożywcze, musi włożyć spodnie.

Obowiązki

Każda z nas, no może każda wstaje każdego dnia z przygotowaną w nocy lub tuż przed spaniem listą zadań do wykonania na następny dzień. Wydawać by się mogło, że jest ona długa i w połączeniu z wyjściem do pracy niemal niemożliwa do zrealizowania, a jednak udaje się. Zatem podczas pandemii powinnyśmy nieco wypocząć… Nic bardziej mylnego.

Praca zawodowa pozostała i choć nie trzeba było rano zrywać się, skoro świt, by przygotować się na spotkanie ze współpracownikami, to jednak zaoszczędzone kilkanaście minut stało się niczym w obliczu nowego obowiązku! Wszak nasze dzieci zostały w domu razem z nami! Hurra!

Mamy przedszkolaków (czytaj autorka tekstu) zachwycone były rozwiązywaniem konfliktów, prowadzeniem animacji, edukacji wczesnoszkolnej, wycinaniem, kolorowaniem, czytaniem, nauką literek i czytania, budowaniem z klocków – zwłaszcza, kiedy dziecku przychodziła na to ochota, gdy akurat dzwonił prezes/ obsługiwałyśmy klienta/ prowadziłyśmy konferencję/ rozmawiałyśmy online z kolegami z pracy.

Mamy dzieci w wieku szkolnym najbardziej doceniły swoją nową rolę: mentora – w zakresie budowy korzenia i łodygi, równań z dwoma niewiadomymi, losów ateńskich herosów i bohaterów lektur szkolnych. Nauka zdalna objęła więc całą rodzinę: mamę, tatę, ciocię, wujka i babcię – w zależności od potrzeb i przedmiotu, którego zajęcia odbywały się danego dnia.

Mamy niemowląt także nastawione były niebywale radośnie, gdy dziecka, które dopiero co przyszło na świat – nie można było przedstawić bliskim, zabrać na spacer, a świat pokazywać mu co najwyżej z balkonu lub – gdy dopisało szczęście – z ogrodu.

Do listy codziennych zadań domowych doszły poza: gotowaniem, sprzątaniem, prasowaniem, pracą zawodową, wychowywaniem, także nowe: pełnoetatowego psychologa, pedagoga, nauczyciela, rozjemcy, znawcy języków obcych i mediatora. Wykonywane wcześniej najczęściej w wymiarze kilku godzin dziennie, nie były odczuwalne jako tak bardzo uciążliwe, w wymiarze dwunastu godzin przez siedem dni w tygodniu, póki maluchów nie zmorzy sen, przestały przypominać cukierkowe sceny znane z reklam i instagramowych stories.

Izolacja i zdrowie psychiczne

Każda matka musi czasem ponarzekać. Na męża, partnera, chłopaka, ojca potomstwa. Na swoje ukochane dzieci i ich zachowanie. Musi także usłyszeć słowa wsparcia i solidarności od innej osoby, która przeżywa niemal dokładnie to samo, co ona i tylko ta jest w stanie ją zrozumieć.

Izolacja doprowadziła nas na krawędź emocjonalną.

Nie dość, że zostałyśmy w domu z naszym partnerem i dziećmi, doszło kilkanaście nowych obowiązków i frustracja z nimi związana, to jeszcze oddzielono nas od przyjaciółek, z którymi można by przegadać godziny przy kawie lub przy nieco bardziej uspokajającym winie. Izolacja i rozmowy telefoniczne przerywane krzykiem, hałasem i „nie bierz tego do buzi” miały zastąpić wyjścia  z domu do knajpy czy kawiarni, które były niczym wentyl, zapewniały zdrowie psychiczne i względną równowagę.

Reasumując: pandemia to straszny czas.

I nie mówię tutaj o strachu samym w sobie, który powinnam pewnie ująć w zestawieniu – strachu przed zachorowaniem. Ten znalazł się chyba na samym końcu listy. Strach przed tym, czy nie skończę w więzieniu albo w psychiatryku w pokoju bez klamek – ten był najgorszy.

Pandemia trwa. Ma się raz lepiej, raz gorzej – tak jak każda matka w zmienionych warunkach. Pozostaje mieć nadzieję, że wyjdziemy z tej kolejnej problematycznej sytuacji zwycięsko i za lat kilka będziemy ją ze śmiechem wspominać jako zabawną anegdotę. Tymczasem, życzę sobie i Wam, by przeżyć każdy kolejny dzień, odliczając do powrotu znanej nam rzeczywistości, na którą nie rzadko narzekałyśmy, ale którą dziś z sentymentem i łezką w oku wspominamy, mówiąc domownikom dobranoc.

_____________________________________________________________________________________multirodzice.pl facebook

    • Jeżeli spodobał Ci się ten artykuł – udostępnij go dalej!
    • Na fan page’u na facebooku dzieje się dużo więcej i z dużą dawką humoru. Wpadnij do nas!
    • Chcesz porozmawiać z innymi rodzicami? Zapraszamy do zamkniętej grupy na facebooku!
    • Jeśli chcesz podzielić się swoją historią, opinią, doświadczeniem na łamach portalu, napisz do nas: kontakt@multirodzice.pl
    • Będzie nam miło, jeśli dasz znać znajomym o multiRodzicach. Sharing is caring!

Z zamiłowania dziennikarka, z powołania nauczycielka języka polskiego. Autorka powieści młodzieżowej: „Księżyc nad Świtezią”. Prywatnie: wielbicielka kuchni tajskiej, dalekich podróży i Denzela Washingtona. Od niedawna, niezbyt rozgarnięta, mama bliźniaczek i - co tu dużo mówić - szczęściara. Bezkompromisowa i szczera do bólu. W życiu kieruje się zasadą: co Cię nie zabije, to Cię wzmocni (co przy posiadaniu bliźniąt wydaje się być wyjątkowo trafne).

Skomentuj