Przeczytaj zanim pod choinkę kupisz kolejne klocki, lalkę i auto

Czas przedświąteczny niewątpliwie kojarzy nam się z nieustanną walką o miejsce w kolejce. A to w sklepie z dekoracjami do domu, ogrodu i garażu, następnie kolejka w sklepie z ubraniami, wreszcie kolejka w sklepie z zabawkami, bo dzieci przecież muszą znaleźć coś niesamowitego pod choinką. Nie będę udawać, że w tej kwestii nie jestem minimalistką i szczerze nie wyobrażam sobie drzewka bez prezentów. Bez ceremoniału rozdania, bez dziecięcej radości i ciekawości z tego co znajdzie się w środku. Jednak zapewniam Was, że przy ilości prezentów dla naszych dzieci kieruję się przede wszystkim zdrowym rozsądkiem.

Staramy się, aby dziecko dostało nieprzypadkowy prezent, z którego szczerze się ucieszy lub który znajduje się na liście jego potrzeb lub małych marzeń.

Wiadomym jest, że to rodzice wiedzą najlepiej jakimi zabawkami bawią się ich pociechy, co interesuje ich najbardziej lub jaki etap rozwoju mają aktualnie przed sobą. Zatem w naszej rodzinie każde gospodarstwo domowe przekazuje ustaloną kwotę na każde dziecko i to rodzice decydują co kupić i zajmują się tym. Nie jest to horrendalna kwota, ale wystarczy na jeden porządniejszy i bardziej trafiony prezent niż kilka zbędnych, plastikowych badziewi. Dla przykładu w tamtym roku udało nam się zebrać pieniążki na piękną, drewnianą huśtawkę. Jej zawieszenie wzbudziło więcej emocji niż samo huśtanie, ale to już inna kwestia. Dzięki temu unikamy zyliarda tzw. jednorazowych zabawek do obejrzenia i wyrzucenia. W ten sposób unikamy również częstych powtórek i kolejnych kilogramów plastiku, plątających się przez nasze ręce każdego miesiąca, na których widok moje serce dosłownie krwawi.

Kolejną kwestią jest, że nawet jeśli w Waszych rodzinach nie ma tak genialnego pomysłu (haha) jak ten opisany powyżej i jednak samodzielnie stajecie przed zakupem zabawki, z całego serca zachęcam, aby zadzwonić do rodziców i podpytać.

Aktualnie wybór jest przeogromny i ciężko zgadnąć co jest w tym momencie „na topie”, która bajka jest wydrukowana na absolutnie wszystkich akcesoriach w pokoju, które klocki już posiada, a o których marzy.

Przyznajcie też, że mało kto myśląc o prezencie dla dziecka wybiera się do księgarni.

W naszym domu każda, nawet najprostsza książeczka nie zostanie porzucona po chwili, ale zabawka już tak. Wszystkie są skrupulatnie przeglądane, wypalcowane, wymemlane i zużyte. Każde dziecko czymś się interesuje i nawet jeśli są to dinozaury, pteranodony lub tytanozaury, zachęcam, aby zaryzykować kupując książkę o tychże właśnie, zamiast kolejnego, niezbyt różniącego się od reszty dinusia do kolekcji.

Ostatnią kwestią są etykiety zabawek.

W sieciówkowych sklepach przyjęło się, że każdy pluszowy miś z kilkoma świergoczącymi przyciskami, ruszający głową, mówiący w językach: polski, angielski, hiszpański „wspiera rozwój sensoryczny, motoryczny, językowy Twojej pociechy.” Każda etykieta powie Wam, że przy tej zabawce dziecko magicznie zacznie rozwijać się w sposób harmonijny, tak jakby nie potrafiło samo. Każdy plastik na półce ma wymiar edukacyjny, aktywizujący, a czasem nawet terapeutyczny…

Wybierajmy mądrze, zastanówmy się nad przyszłością tej zabawki, czy cena jest adekwatna do jej jakości i długości użytkowania. Te małe rączki naprawdę nie potrzebują ogromnych ilości interaktywnych i multimedialnych cudów. One potrzebują mądrych dorosłych, którzy usiądą z nimi na dywanie i spędzą chwilę bawiąc się choćby kawałkiem wstążki. Mniej znaczy więcej, a im prościej tym lepiej.

Życzę Wam powodzenia!

_________________________________________________________________________________________

  • Jeżeli spodobał Ci się ten artykuł – udostępnij go dalej!
  • Na fan page’u na facebooku dzieje się dużo więcej i z dużą dawką humoru. Wpadnij do nas!
  • Chcesz porozmawiać z innymi rodzicami? Zapraszamy do zamkniętej grupy na facebooku!
  • Jeśli chcesz podzielić się swoją historią, opinią, doświadczeniem na łamach portalu, napisz do nas: kontakt@multirodzice.pl
  • Będzie nam miło, jeśli dasz znać znajomym o multiRodzicach. Sharing is caring!
Podziel się:

Klaudia Natonek - nauczycielka języka angielskiego wykonująca swój zawód z wielkim zamiłowaniem. Z całego serca wierzy w dzisiejszą młodzież i każdego dnia za biurkiem stara się rozbudzać jej potencjał. Obecnie etatowa mama Jasia i Lilki, kierująca się filozofią rodzicielstwa bliskości, zafascynowana skandynawskim podejściem do wychowania, w którym to samodzielność dziecka stanowi fundamentalny element. Wśród znajomych - promotorka fotelików RWF tyłem do kierunku jazdy. Prywatnie odlicza dni (miesiące lub lata) do wymarzonej podróży z mężem na Zanzibar.

Dyskusja1 komentarz

Skomentuj