Tylko niewielki odsetek młodzieży czyta książki. I wcale się tej młodzieży nie dziwię!

Cztery lata temu postanowiliśmy wyrzucić z wnęki ściennej telewizor, a powstałą po nim lukę sporej wielkości wypełniliśmy książkami. Nigdy nie stoją prosto, zawsze są do niej powrzucane bez ładu i składu, z prostej przyczyny – stale któreś z nas je wyjmuje i odkłada niekoniecznie w to samo miejsce.

Mija dziesiąty rok mojej pracy w szkole. Każdy kolejny uzmysławia mi, że młodzi ludzie nie czytają książek. Rozmawiałam z gimnazjalistami na temat przyczyn tego smutnego zjawiska i jest ich kilka.

Lektury szkolne skutecznie zniechęcają młodych do czytania.

Bardzo często jest tak, że młody człowiek ma kontakt z książką głównie i często po raz pierwszy dopiero w szkole. Oczywiście jest sporo dzieci, które – szczęśliwie – mają rodziców czytających sobie i im. Ale byłabym kłamczuchą, gdybym powiedziała, że jest to połowa albo większość z nich. Niestety, pozostają oni w mniejszości. Tablet, a potem komputer króluje w wielu domach i zastępuje skutecznie – w przekonaniu rodziców – książkę. Oczywiście nie zgadzam się z tym, bo uważam, że obejrzana historia – nawet ta oparta na klasyce – nie zastąpi bliskości, kontaktu z rodzicem, wzbogacenia słownictwa, a przede wszystkim rozwoju wyobraźni w takim stopniu, w jakim czyni to książka.

Jeśli jednak młody człowiek trafia do szkoły i tam spotyka się z książką po raz pierwszy, a jest to książka wybrana przez ministra edukacji niefortunnie – zniechęci się i nie sięgnie po kolejną. Jestem polonistką i z przykrością stwierdzam, że większość lektur szkolnych należałoby odłożyć do lamusa. Są przestarzałe, nijak mające się do dzisiejszej rzeczywistości, w której młodzi ludzie dorastają, ich język stwarza barierę, a długość zatrważa czytelnika bez doświadczenia czytelniczego.

Rzecz jasna, zapoznawanie w szkole z klasyką gatunku, z mistrzami pióra jest obowiązkiem – dobrze mieć pogląd na temat literatury czy poezji wieszczów narodowych albo laureatów Nagrody Nobla. Czy jednak konieczne jest wprowadzanie do kanonu naprawdę odległych dla nastolatka XXI wieku historii, których tak wiele wśród lektury obowiązkowych?

Dlaczego nie pozostawia się wyboru młodzieży?

Dlaczego nie można dołączyć do listy lektur uzupełniających pozycji wybranych przez uczniów? Na szczęście czasem pozostaje chwila wytchnienia i możliwość wprowadzenia dodatkowej książki – w ramach projektu edukacyjnego albo pod koniec roku szkolnego. Wówczas widać, ilu uczniów naprawdę kocha literaturę, ale nie tę szkolną.

Są dziewczynki i chłopcy, którzy znają całe cykle, sagi, pochłaniają tomiszcza, o których dorośli przy braku czasu mogą pomarzyć. I to wspaniale. Jednakże, wciąż tych dzieci jest zbyt mało.

Co zrobić?

Rozwiązanie jest jedno. Dom musi stać się miejscem, które promuje książkę.

W domu powinno się wybierać te pozycje, które będą interesujące, które rozkochają młodego czy małego wręcz czytelnika w sobie i zachęcą do sięgnięcia po więcej… Zanim będziecie chcieli zmusić dziecko do przeczytania lektury szkolnej, wyróbcie w nim nawyk czytania, a to zrobicie tylko przez dobry przykład oraz czytanie tego, co Wasza pociecha polubi, co jej się spodoba.

Jeśli w domu macie nastolatka, kierujcie się w wyborze jego poglądami, nie uszczęśliwiajcie na siłę.

Czego szuka młodzież? Zebrałam jej opinie, sugestie, bo chciałam stworzyć książkę idealną. I tak, jakie są oczekiwania:

– utwór musi być pisany współczesnym zrozumiałym, choć literackim językiem

– dynamiczna akcja powinna przeważać nad przydługimi opisami przyrody

– bohaterowie to nastolatkowie, ale nie z poprzedniej epoki

– elementy fantastyczne mile widziane

Powiecie, skąd brać takie książki?

Z księgarni lub biblioteki. Wystarczy trafić na kompetentną panią czy pana z obsługi. Sporo utworów znajdziecie w grupach fejsbukowych, gdzie ludzie wymieniają się lub sprzedają je za kilkanaście złotych: m.in. książki dla młodzieży / nastolatków. To najlepszy prezent, jaki możecie ofiarować.

Jeśli jeszcze nie znacie mojego „Księżyca nad Świtezią”, który powstał z myślą i po konsultacjach z nastolatkami, posiadam ostatnie egzemplarze na rynku w promocyjnej cenie 20 złotych + koszt wysyłki z podpisem i imienną dedykacją rzecz jasna.

Jesienią nadchodzi z kolei moja „Topielica ze Świtezi”, która łączy to, co dobre w wierzeniach słowiańskich z tym, czego oczekują moi nastoletni uczniowie, choć ich mamy także mogą ją pożyczyć.

Pokażmy naszym dzieciom świat magii, fantastycznych bohaterów, zaprowadźmy je do krain, w których sami zechcielibyśmy się znaleźć, pozwólmy im oderwać się na moment od szarej rzeczywistości, by potem – jako nastoletni czy dorośli już ludzie z przyjemnością, nie z przymusu odkrywali kolejne i kolejne książkowe opowieści.

Zamówienia książki „Księżyc nad Świtezią”: agnieszka.multirodzice@gmail.com

____________________________________________________________________________________

  • Jeżeli spodobał Ci się ten artykuł – udostępnij go dalej!
  • Na fan page’u na facebooku dzieje się dużo więcej i z dużą dawką humoru. Wpadnij do nas!
  • Chcesz porozmawiać z innymi rodzicami? Zapraszamy do zamkniętej grupy na facebooku!
  • Jeśli chcesz podzielić się swoją historią, opinią, doświadczeniem na łamach portalu, napisz do nas: kontakt@multirodzice.pl
  • Będzie nam miło, jeśli dasz znać znajomym o multiRodzicach. Sharing is caring!
Podziel się:

Z zamiłowania dziennikarka, z powołania nauczycielka języka polskiego. Autorka powieści młodzieżowej: „Księżyc nad Świtezią”. Prywatnie: wielbicielka kuchni tajskiej, dalekich podróży i Denzela Washingtona. Od niedawna, niezbyt rozgarnięta, mama bliźniaczek i - co tu dużo mówić - szczęściara. Bezkompromisowa i szczera do bólu. W życiu kieruje się zasadą: co Cię nie zabije, to Cię wzmocni (co przy posiadaniu bliźniąt wydaje się być wyjątkowo trafne).

Dyskusja4 komentarze

  1. Już nie mogę sie doczekać 🙂 pamiętam lekcje jak opowiadała nam Pani, że napisanie książki i jej wydanje to nie taka prosta sprawa. Oh co bym dala by wrócić na owe zajęcia z języka polskiego..
    Całuje

Skomentuj