Żłobek, niania, dziadkowie? Jaką opiekę nad dziećmi wybrać?

Mamy, które kończąc urlop macierzyński, wracają do pracy stają przed dylematem: co dalej z moim dzieckiem/ dziećmi. Jeśli dziadkowie: nie żyją, pracują, nie mają ochoty zająć się swoimi wnukami, sprawa jest prosta: dziecko zostanie z nianią lub pójdzie do żłobka. Są jednak mamy, które liczyć mogą na zaangażowanie dziadka czy babci. Dylemat wówczas jest nieco inny: zostawić swoją pociechę z babcią/ dziadkiem czy jednak wysłać do żłobka. Jeśli wybiorą opcję numer jeden, zrodzi się kolejne pytanie: jak długo korzystać z uprzejmości swoich albo męża rodziców?

Jestem aktualnie na tym ostatnim etapie. O ile jakieś dwa miesiące temu byłam przekonana, że od nowego roku dziewczynki dołączą do radosnej gromadki swoich rówieśników w placówce oddalonej od naszego domu o jedną ulicę – o tyle dziś daleko mi to takiej postawy. Dlaczego?

Żłobek czy pozostanie w domu?

W domu moje dzieci mają pełną stabilizację i niezmiennie towarzyszące im rytuały, których wszyscy domownicy – z dziadkiem włącznie – przestrzegają. Jest więc pora na drzemkę, jest mleczko na drugie śniadanie, jest pół godziny tańca, ale tylko do ulubionej płyty. Czy mam je wyrwać z tej bańki mydlanej? Zapewne powiecie, że już czas, że powinny pójść naprzód, nauczyć się czegoś nowego, otworzyć na innych i poznać nowe to i owo. Może i racja. Jednakowoż, nasz rytm dnia, o którym pisałam już wcześniej osobny tekst sprawia, że moje córeczki czują się bezpiecznie. Każda zmiana planów, buduje w nich oczywiście pewnego rodzaju ekscytację, ale – jak łatwo mi zaobserwować – także sporą dawkę niepokoju. Która matka chciałaby niepokoić swoje dziecko? Na pewno nie ja.

Czy ograniczam dzieciom rozwój i kontakt z rówieśnikami?

Kiedy już jestem przekonana, że podjęłam słuszną decyzję i moje córki zostaną w domu do ukończenia przez nie 2 lat z hakiem, rodzą się wątpliwości, a ściślej rzecz ujmując, wyrzuty sumienia. Po pierwsze: czy, aby nie ograniczam ich możliwości, nie wstrzymuję rozwoju? Bo cóż ja matka (co prawda z wykształceniem pedagogicznym, ale jednak tylko matka), mogę im zaoferować? Te same zabawy, ten sam kącik, te same książeczki. Od czasu do czasu coś specjalnego, weekendowe wyjście, spotkania z rówieśnikami. Czy to aby nie za mało? A może tam zdobyłyby nowe umiejętności szybciej, może ich koledzy zmotywowaliby je do efektywniejszego działania? Tylko czy na pewno to jest aż tak konieczne w wieku 20 miesięcy? Przecież czytamy, rozmawiamy, układamy klocki, malujemy, rysujemy, konstruujemy, uczymy się codziennych czynności, jeździmy na zakupy, na place zabaw, zbieramy liście, wyrzucamy śmieci itp. Może nie jest z nami najgorzej?

Co na to dziadkowie?

Wątpliwość numer dwa. Co będzie z dziadkiem? Czy naprawdę te 5 godzin dziennie go nie męczą? Czy rzeczywiście spędzanie czasu z dziewczynkami to przyjemność? Czy nie nadużywam jego miłości? Czy to zbyt wiele? Tak, tego typu pytania zadaję sobie jakieś trzy razy dziennie. Najczęściej, kiedy wracam z pracy i widzę malujące się na jego twarzy zmęczenie. Nie chcę być jedną z tych, które wysysają ze swoich rodziców ostatek sił, choć przecież istnieją inne rozwiązania. Wierzę zatem na słowo i tłumaczę sobie, że gdyby nie wnuczki, dziadek postarzałby się szybciej, zanudził w domu, oglądając przygłupie programy telewizyjne. Przekonuję samą siebie, że przyjeżdżając do nas każdego dnia, czuje się potrzebny, kochany i niezbędny. Bo taki właśnie jest.

No cóż. Dziewczynki od dwóch miesięcy zostają pod opieką swojego dziadka. Są bardzo szczęśliwe, spokojne i uśmiech nie schodzi z ich twarzy. Ja – w pracy skupiam się na pracy. Nie muszę nerwowo zerkać do torebki w poszukiwaniu nieodebranych połączeń czy smsów. Nie myślę o tym, co robią moje dzieci, bo mam pewność, że dobrze się bawią. Czy pójście do żłobka te 7 miesięcy później niż planowałam okaże się zbrodnią przeciw ich rozwojowi? Czas pokaże. Jeśli podobne dylematy zaprzątały/ zaprzątają Wasze głowy – chętnie o tym poczytam.


  • Jeżeli spodobał Ci się ten artykuł – udostępnij go dalej!
  • Na fan page’u na facebooku dzieje się dużo więcej i z dużą dawką humoru. Wpadnij do nas!
  • Chcesz porozmawiać z innymi rodzicami? Zapraszamy do zamkniętej grupy na facebooku!
  • Jeśli chcesz podzielić się swoją historią, opinią, doświadczeniem na łamach portalu, napisz do nas: kontakt@multirodzice.pl
  • Będzie nam miło, jeśli dasz znać znajomym o multiRodzicach. Sharing is caring! :-)
Podziel się:

Z zamiłowania dziennikarka, z powołania nauczycielka języka polskiego. Autorka powieści młodzieżowej: „Księżyc nad Świtezią”. Prywatnie: wielbicielka kuchni tajskiej, dalekich podróży i Denzela Washingtona. Od niedawna, niezbyt rozgarnięta, mama bliźniaczek i - co tu dużo mówić - szczęściara. Bezkompromisowa i szczera do bólu. W życiu kieruje się zasadą: co Cię nie zabije, to Cię wzmocni (co przy posiadaniu bliźniąt wydaje się być wyjątkowo trafne).

Dyskusja5 komentarzy

  1. Aga, w swoich rozterkach nie jesteś sama 🙂 ja także nadużywam uprzejmości dziadków. Mam do pomocy też nianię. Zadaję sobie czasem te same pytania co i Ty, ale myślę, że na wszystko przyjdzie pora. I nie ma co analizować za często czy czegoś dziewczynkom brakuje, bo nigdy nie będzie idealnie. Każde rozwiązanie ma swoje plusy i minusy, jednak ja jestem przeciwniczką żłobka więc chłopcy nim skończą 2,5 roku poznają przedszkole. Teraz pytanie tylko jakie? Prywatne czy państwowe? Z darmowymi zajęciami dodatkowymi czy z płatnymi? Z basenem czy tylko placem zabaw? Trzymaj się ciepło 🙂

    • Mijają nam Kasiu 4 miesiące odkąd wróciłam do pracy i wiem, że moje dzieci mają cieplarniane dzieciństwo. W domu, bez pobudek, stresu, a za to w spokoju i z całą dawką cierpliwości, jaką można przy nich wykazać. Moje dziewczynki są zapisane do przedszkola dla małych dzieci na wrzesień, będą miały wtedy 2 lata i 5 miesięcy. Sądzę, że takie rozwiązanie jest optymalne. U mnie to akurat prywatna inicjatywa, ale bez szaleństw, dodatkowych zajęć itp. ot, 10- osobowa grupa dzieciaków, kilka opiekunek.
      Ty też się trzymaj kochana!

  2. Z moich osobistych doświadczeń wynika, że dylemat ten można prosto rozwiązać zadając sobie kilka pytań.
    1. Czy Twoi rodzice wychowywali Cię sami, czy też pomagali im ich rodzice. To może mieć duży wpływ na to, co tak na prawdę myślą Twoi rodzice o wychowywaniu wnuków.
    2. Czy dziecko potrzebuje dużo bodźców i często się nudzi, czy rutyna jest dla niego najlepsza?
    3. Dziecko do trzeciego roku życia powinno umiec się rozstać z KAŻDYM członkiem rodziny na kilka godzin. Jeśli dwulatek ma z tym problem, to bez treningu za rok też będzie miał z tym problem. Czas więc może działać na jego niekorzyść w tym wypadku.
    4. Czy wolisz wychowywać sama, czy akceptujesz to, że nie będziesz miała wyłączności na wychowanie.

  3. Aniu z komentarza powyżej, rozwiń proszę punkt trzeci i napisz, skąd wzięłaś takie rewelacje odnośnie konieczności rozstania z każdym członkiem rodziny w wieku trzech, a nawet dwóch lat. Czy są to jakies oficjalne zalecenia ? jeśli tak, to czyje? na jakiej podstawie powstały – czy sa na to jakieś badania naukowe? umieram z ciekawości. Ja dotychczas słyszałam, że do optymalnego rozwoju, dziecko do 3-go roku życia potrzebuje poczucia bezpieczeństwa, zapewnionego przez całkowicie dostępną mu emocjonalnie osobę bliską, najlepiej z rodziny.

    • Książka, z której to wzięłam jest niestety w języku norweskim. Gdy moje bliźniaki przyszły na świat, kupiłam książkę napisaną przez specjalistów w zakresie psychologii dziecięcej, którzy są jednocześnie rodzicami bliźniąt. To najbardziej znana pozycja na norweskim rynku. (“Dobbelt opp!En bok om tvillingen”, Eli Hope Broch, Per E. Børdahl, Ingunn Lindborg, wydanie z 2003 r.). Tam jest tak napisane, jak napisałam powyżej. Dodałam tylko od siebie “na kilka godzin”, mając na myśli to, że nie wychodzisz na chwilę, wyrzucić śmieci. Miałam na myśli zrobienie czegoś takiego jak ja dziś: jestem chora i jedna z moich córek bliźniaczek jest chora. Obie jestemy w domu. W tym samym czasie tato zawozi na dziewięć godzin moją drugą, zdrową córkę do przedszkola. Dzieci mają 21 miesięcy.

      Zacytuję jednak i pozwolę sobie przetłumaczyć z języka norweskiego jeden fragment: “Przeżycie rozstania wcześnie, sprawia, że początkowy dyskomfort z tym związany jest łatwiejszy do udźwignięcia, gdy dzieci są małe, niż gdy są starsze” – to o rozstawaniu się z bliźniakiem.

      A teraz o rozstawaniu się z innymi członkami rodziny: “Do trzeciego roku życia zakłada się, że dziecko rozwinęło w swoim umyśle stabilny obraz swoich bliskich i potrafi czuć się bezpiecznie nawet jeśli nie ma ich w pobliżu.”

      Rozdział o lęku separacyjnym jest bardziej o tym, żeby nie uczyć bliźnit, że mają spędzać dzieciństwo wyłącznie zawsze razem. Bo statystyki pokazują, że potem rozstania z bliźniakiem dorosłym potrafi być bardzo bolesne. To trochę co innego, niż rozstawanie się z mamą i tatą ale zasada jest ta sama. Im wcześniej, tym mniej łez. Sprawdziłam, potwierdzam.

      Druga sprawa … książki książkami, życie życiem. Wydaje mi się, że tu u nas większość ludzi tak właśnie myśli. Dziecko do przerdszkola jak najszybciej i niech się uczy, że mama lub tato wróci po nie.
      Pozdrawiam

Skomentuj