Znowu Ty! Rzecz o narastającej frustracji po niemal roku od rozpoczęcia pandemii

W rozmowach – prowadzonych na ogół nadal telefonicznie, albo on-line – z kuzynami, przyjaciółkami, znajomymi z pracy aktualnej i poprzedniej – pojawia się od wielu miesięcy ten sam problem, ten sam motyw: sfrustrowanego rodzica, który, jak wiadomo, swoje frustracje przelewa bardzo często na własne dziecko.

W wielu polskich (i nie tylko) domach, każdy dzień wygląda od wielu miesięcy podobnie. I nie jest to zwykła rutyna, do której byliśmy przyzwyczajeni, lecz rutyna, która została narzucona i tym bardziej mamy ochotę się wobec niej buntować.

Nie inaczej jest u nas w domu, choć mamy ten komfort, że nasze córki są w wieku przedszkolnym i omija nas największa bolączka ostatnich miesięcy – nauczanie na odległość. Mąż pracujący zdalnie, żona pracująca zdalnie, na ogół w dresie i okularach na nosie. Brak kontaktu ze współpracownikami, brak wychodzenia z domu – poza zakupami, gdzie potrzeba rozmowy nie zostaje raczej zaspokojona. Spotkania towarzyskie ograniczone do minimum.

A w tym wszystkim dziecko/ dzieci. Jeśli przedszkolak – pół biedy, bo kilka godzin spędza w przedszkolu, jeśli uczeń – sprawa fatalna: bez spotkań z rówieśnikami.

Bez względu na wiek: dziecko przyzwyczajone do odwiedzin kolegów i koleżanek, do wychodzenia z rodzicami do kina, teatru, na gofry czy pizzę, wreszcie nauczone od małego podróżowania, przeżywa swoiste rozczarowanie i nie do końca rozumie, dlaczego styl jego życie zmienił się tak diametralnie. Nic dziwnego, że skoro dorosły pozbawiony właściwie wszystkich przyjemności marudzi i staje się osowiały, tym bardziej marudne będzie dziecko.

Znajomi mówią, że usłyszawszy o zamknięciu rodzin na okres ferii zimowych w domach, przed oczyma mieli wizję podobną do tej znanej z filmów o tematyce apokaliptycznej.

Nie inaczej jest z nami, choć jesteśmy w tej komfortowej sytuacji, że dziadkowie dziewczynek mieszkają z dala od nas, w malowniczej scenerii i zawsze przyjmują nas z otwartymi ramionami, z czego w okresie pandemii korzystaliśmy wielokrotnie.

Ileż razy słyszałam o tym, że pandemia, a idące za nią zamknięcie doprowadziło do tego, że nawet najbardziej cierpliwe mamy i najbardziej kreatywni ojcowie mieli ochotę uciec z domu, mając jednocześnie ogromne wyrzuty sumienia, że takie myśli przyszły im do głowy.

Psychologowie jednak uspokajają, że frustracja, a nawet złość czy niechęć do własnego potomka, marzenie o chwili w samotności albo w towarzystwie dorosłych przyjaciół – są najnormalniejszymi w świecie.

Pandemia spowodowała zmiany w naszych przyzwyczajeniach, zaburzyła grafik wielu z nas, zmieniła nieraz całkowicie charakter pracy. Ci, którzy spędzali dzień na kontaktach międzyludzkich: stali się samotną wyspą. Praca i życie domowe zlały się w jedną całość, co nie powinno się zdarzyć. Bo każdemu rozdzielenie tych dwóch aspektów życia jest bardzo potrzebne do zachowania swoistej równowagi życiowej.

Dorośli mający wrażenie, że cały czas są w pracy, a jednocześnie muszący wykonywać codzienne obowiązki czuli się przytłoczeni nadmiarem zadań do wykonania. Ci, którzy są rodzicami uczniów, dodatkowo musieli wcielić się w rolę nauczycieli, kontrolować proces edukacji w znacznie większym stopniu niż do tej pory. Świat został postawiony na głowie, więc i nasze relacje z dzieckiem nie wyglądały tak jak dotychczas.

Wszystko razem wzięte powodowało, że domownicy, którzy darzyli się szacunkiem, miłością, wzajemnym wsparciem patrzyli na siebie wilkiem, przechodząc swoisty kryzys.

Utrata równowagi, poczucia bezpieczeństwa jest w podobnych sytuacjach zupełnie naturalna. Jeśli więc nasze własne dziecko przyprawiało lub nadal przyprawia nas o ból głowy, bo do normalności sprzed marca 2020 roku pewnie nieprędko powrócimy, a jednocześnie zadręczamy się, że tak o nim myślimy – czas pozbyć się podobnych myśli. Podobnie jak powinniśmy przestać raz na zawsze porównywać się z innymi, u których pandemia zbliżyła rodzinę, spowodowała większą więź – co dają nam do zrozumienia. Nieważne.

Nie musisz być idealnym rodzicem, szczególnie w czasie zamknięcia i ograniczeń. Nie musisz być cierpliwym nauczycielem podczas zdalnego nauczania, jeśli nie taki zawód wybrałeś. Nie musisz wreszcie nikomu niczego udowadniać, a kłębiące się myśli, nawet te czarne, powinieneś wyrzucić osobie, którą uważasz za życzliwą. Nie dajmy się zwariować jeszcze bardziej. Nasze drzwi w końcu zostaną otwarte, a nasze głowy choć odrobinę oczyszczone. To tylko kwestia czasu.

____________________________________________________________________________________________multirodzice.pl facebook

    • Jeżeli spodobał Ci się ten artykuł – udostępnij go dalej!
    • Na fan page’u na facebooku dzieje się dużo więcej i z dużą dawką humoru. Wpadnij do nas!
    • Chcesz porozmawiać z innymi rodzicami? Zapraszamy do zamkniętej grupy na facebooku!
    • Jeśli chcesz podzielić się swoją historią, opinią, doświadczeniem na łamach portalu, napisz do nas: kontakt@multirodzice.pl
    • Będzie nam miło, jeśli dasz znać znajomym o multiRodzicach. Sharing is caring!

Z zamiłowania dziennikarka, z powołania nauczycielka języka polskiego. Autorka powieści młodzieżowej: „Księżyc nad Świtezią”. Prywatnie: wielbicielka kuchni tajskiej, dalekich podróży i Denzela Washingtona. Od niedawna, niezbyt rozgarnięta, mama bliźniaczek i - co tu dużo mówić - szczęściara. Bezkompromisowa i szczera do bólu. W życiu kieruje się zasadą: co Cię nie zabije, to Cię wzmocni (co przy posiadaniu bliźniąt wydaje się być wyjątkowo trafne).

Skomentuj