Jak pożegnałam nocne pieluchy u córki raz na zawsze?

Jak już wielokrotnie wspominałam, moje córki są jak ogień i woda. Różnią się pod każdym względem. Nie tylko wyglądem, zainteresowaniami, cechami charakteru, ale także stopniem opanowywania rozmaitych czynności.

Ze starszą (o 2 minuty) córką nie było żadnego problemu w kwestii odpieluchowania – mniej więcej w okolicach drugich urodzin po prostu zdała sobie sprawę, że obrzydliwe jest sikanie do pieluchy – czy to w dzień, czy w nocy.

Jest ona estetką, przeszkadza jej nieład, bałagan, plama na bluzce, kropla wody na stole – wszystko musi być perfekcyjnie czyste, wyprasowane, świeże i pachnące (domyślacie się, że nie ułatwia mi to zbytnio życia, zwłaszcza, że ja raczej nie należę do perfekcyjnych pań domu). Zatem obrzydliwa pielucha poszła w kąt i więcej nie wróciła. Do tego stopnia, że nawet podczas dłuższej podróży samochodem czy samolotem, kiedy mogło się jej jeszcze coś „przytrafić” – nie pozwoliła nigdy założyć pieluchy, bo napawało ją to odrazą. Chwała Bogu!

Ale.. zawsze musi być jakieś ale… Jest jeszcze druga córka – wyluzowana gaduła, reprezentantka artystycznego nieładu – począwszy od stroju aż po przestrzeń wokół siebie.

Moja młodsza bezproblemowa córka, której nie przeszkadza brud, plamy, brak guzika, dziura w getrach ani szopa na głowie. Dlaczego więc miałaby jej wadzić posikana pielucha? O ile bardzo szybko zrozumiała, że w dzień pieluchy są zbędne, o tyle na noc zawsze prosiła o zabezpieczenie. I cóż – dwuletnia dziewczynka mogła o to prosić, ale już trzyletnia dziewczyna wyglądała w tej swojej pieluszce śmiesznie. Zwłaszcza, że sama ją sobie zakładała i nawet z premedytacją oznajmiała, że właśnie nasikała – np. w środku nocy i z zadowoloną miną zasypiała na powrót. Na nic zdały się prośby, sikanie przed snem, zawsze pielucha rano była mokra. Miałam czasem nawet wrażenie, że moje dziecko sika dopiero rano, zaraz po przebudzeniu, więc nie jest dla niej problemem przespanie nocy bez wspomagacza.

Postanowiliśmy więc pożegnać pieluchy raz na zawsze.

I to bez żadnej nowatorskiej metody. Odbyliśmy z córką szereg rozmów i podjęliśmy próbę spania bez pieluchy. Jedynym wsparciem miały być dwa – dosłownie – prześcieradła z ceratą od spodu, co by oszczędzić jej nowy pachnący materac. Czy sukces przyszedł natychmiast? No way! Tak to nie działa. Nie liczyłam dokładnie, ale myślę, że mniej więcej pięć, siedem nocy z rzędu wstawaliśmy, by zmieniać pościel, piżamę, robić pranie i irytować się po cichu. Chodziliśmy niewyspani, nasze dzieci też. Jednak było warto. Bo któraś z kolei noc była nocą, kiedy prześcieradło było suche. Moja córka była tak dumna, że o 6.30 kazała wykręcić numer do dziadka, by go o tym poinformować. Kiedy udało się kolejny i jeszcze jeden raz – wszyscy świętowaliśmy, tańcząc taniec zwycięstwa. Czy zdarzyło się jej jeszcze później zrobić siku w nocy? Tak, ale już do toalety. Przebudzona wołała, by odprowadzić ją do drzwi.

Myślę, że całą akcję mogliśmy przeprowadzić wcześniej. I przyznaję sama przed sobą, że zwyczajnie było mi wygodniej, bo perspektywa wszechobecnych na pościeli i ubraniu sików trochę mnie zniechęcała. Teraz wiem, że to naprawdę krótka piłka i nie warto zwlekać, a wśród moich znajomych mam – spora grupa ich czterolatków nadal na noc ma zakładaną pieluchę. Zapewne z tych samych względów, co u nas. Odwagi! Prześcieradła z ceratą w dłoń i do dzieła! Dzieci są na to gotowe, wy też bądźcie! Powodzenia.

______________________________________________________________________________

  • Jeżeli spodobał Ci się ten artykuł – udostępnij go dalej!
  • Na fan page’u na facebooku dzieje się dużo więcej i z dużą dawką humoru. Wpadnij do nas!
  • Chcesz porozmawiać z innymi rodzicami? Zapraszamy do zamkniętej grupy na facebooku!
  • Jeśli chcesz podzielić się swoją historią, opinią, doświadczeniem na łamach portalu, napisz do nas: kontakt@multirodzice.pl
  • Będzie nam miło, jeśli dasz znać znajomym o multiRodzicach. Sharing is caring! 

Z zamiłowania dziennikarka, z powołania nauczycielka języka polskiego. Autorka powieści młodzieżowej: „Księżyc nad Świtezią”. Prywatnie: wielbicielka kuchni tajskiej, dalekich podróży i Denzela Washingtona. Od niedawna, niezbyt rozgarnięta, mama bliźniaczek i - co tu dużo mówić - szczęściara. Bezkompromisowa i szczera do bólu. W życiu kieruje się zasadą: co Cię nie zabije, to Cię wzmocni (co przy posiadaniu bliźniąt wydaje się być wyjątkowo trafne).

Skomentuj

Ładowanie