Trampolina – niewinna zabawka czy zagrożenie dla zdrowia?

Urodziłam dwoje dzieci. Jedno zajęło niemal całą powierzchnię macicy, drugie do pewnego momentu rosło spokojnie, a potem zostało wtłoczone w malutką przestrzeń, z której wydostało się dopiero po urodzeniu. Konsekwencji tego doświadczaliśmy i doświadczamy do dziś. Moja starsza o dwie minuty córka ma asymetrię, spłaszczoną główkę, nie do końca prosty kręgosłup, nóżki iksy. Wielomiesięczna rehabilitacja sprawiła, że gołym okiem nie widać pewnych „mankamentów”. Przed nami jednak długa droga do prostej i zgrabnej sylwetki.

Ale jak zwykle odeszłam od tematu.

Kwiecień i początek maja nas rozpieścił. Sąsiedzi wyjęli więc trampoliny. Niech policzę, tak – w każdym ogrodzie, poza naszym i tym mojego kuzyna, stoi dumnie niebiesko – czarny sprzęt do skoków. Moje córki wychodzą na podwórko, zjeżdżają na zjeżdżalni, ale ich wzrok co jakiś czas wędruje w stronę czarnej siatki. Tęsknię wypowiadają wówczas słowo: trampolina. Wtedy ja – ich matka – kiwam przecząco głową, zamykając w tym geście całą dezaprobatę dla tego urządzenia. Moja sąsiadka nie zdaje sobie nawet sprawy, ile jadu mam w sobie, gdy proponuje moim dzieciom, by przeszły przez płotek i poskakały przez chwilę. Dlaczego?

Skąd we mnie taka niechęć do trampolin?

Zacznijmy od tego, że negatywnie wypowiadają się na temat trampolinowych skoków lekarze i fizjoterapeuci. Ten, któremu nasza córka zawdzięcza likwidację kręczu szyi i w miarę prostą sylwetkę, wyliczał szereg urazów, których dzieci doznają, oddając się zabawie. Do najczęstszych należą: urazy głowy, kręgosłupa, złamania, stawowe uszkodzenia łokcia, uszkodzenia stawów kolanowego, skokowego. To wystarcza, aby mnie zniechęcić do zakupu. To jednak nie koniec. To raczej wierzchołek góry lodowej.

Wraz z nadejściem wiosny można zaobserwować coraz większą ilość dzieci zgłaszających się na SOR. Najczęstszą przyczyną hospitalizacji są urazy. Kiedyś dominowały urazy na skutek upadku z roweru, huśtawki, upadku na rolkach. Od kilku lat można zaobserwować, że jedną z częściej podawanych przyczyn urazów – są upadki podczas zabaw na trampolinie. Trampoliny są popularnym prezentem na urodziny, dzień dziecka. Przyczyny urazów są różne: im mniejsze dziecko, tym mniejsza koordynacja ruchowa – prosty test: proszę kazać zrobić trzylatkowi lub pięciolatkowi popularne ćwiczenia pajacyk – brak koordynacji rąk i nóg – to sprawia, że dzieci podczas skakania są częściej narażone na upadek i uraz. Podczas zabawy jednego dziecka na trampolinie najczęściej dochodzi do urazów okolicy stawu skokowego oraz nadgarstka – są to najczęściej skręcenia nadgarstków oraz stawów skokowych. Rzadziej dochodzi do złamań – wylicza Monika Dubiel – Ciszewska, lekarz ortopeda.

Gdyby dodać, co może stać się na trampolinie, gdy nieprzestrzegane są elementarne zasady bezpieczeństwa, gdy brakuje dorosłego (co jest nagminne), to włos jeży się na głowie:

Gdy na trampolinach bawią się dzieci w różnym wieku, o różnej wadze i wzroście – dochodzi do większej ilości urazów – trampolina działa wtedy jak wyrzutnia i urazy są bardziej skomplikowane – złamania trzonów kości przedramienia, urazy ścięgna Achillesa, złuszczenia nasady kości piszczelowych, na urazach głowy kończąc. Większość tych urazów należy leczyć operacyjnie bądź wymagają one nastawienia – dodaje pani doktor.

Nie jestem mamą panikarą, mamą, która ogranicza i zabrania. Należę raczej do tych, które wypychają w świat. Jednak „dobrodziejstwa” trampoliny moim dzieciom odpuszczę, nawet narażając się im na niezadowolenie.

Przeczytałam, że w Wielkiej Brytanii po pierwszym roku trampolinowego szału odnotowano ponad 11 tysięcy wypadków. U nich na szczęście ta moda już minęła, czekam więc na czasy, w których przeminie i u nas.

To nie tak, że trampolina jest synonimem zła wcielonego.

Trafiają do mnie argumenty, że odpowiednio użytkowana (czytaj: skaczemy pojedynczo, małe dzieci bez tych ważących trzy razy więcej, zawsze pod opieką dorosłego, bez jedzenia, przekąsek, gum w ustach, oczywiście w licencjonowanym sprzęcie z siatką zabezpieczającą) może przyczynić się do utraty zbędnych kilogramów, rozwija ruchowo czy po prostu jest dobrym zamiennikiem dla tableta czy laptopa. Ortopeda potwierdza:

Trampolinom możemy czasem powiedzieć: tak! Obecnie nawet popularne są ćwiczenia w klubach fitness- osoby, które zakończyły proces wzrostu, mają dobrą koordynację ruchową i rzecz jasna – jeśli zachowujemy zasadę: jedna trampolina, jedno dziecko – to wtedy jest bezpieczny sport. Pamiętać należy, by podczas zabaw nie jest ani nie pić – gdyż grozi to zachłyśnięciem. Dzieci przed zabawą nie powinny też spożywać posiłków – istnieje ryzyko pojawienia się nudności, wymiotów.

Jednak wiem też, że skakanie każdego dnia, po kilka godzin dziennie, bez elementarnej wiedzy i przestrzegania jakichkolwiek zasad nie jest wskazane:

Długotrwałe skakanie równa się: urazy przeciążeniowe- czyli najczęściej urazy stawów kolanowych – przekonuje mnie dr Dubiel – Ciszewska.

Sami zdecydujcie po lekturze artykułu, czy zakupić dziecku trampolinę czy też może pozbyć się tej, którą już macie w ogrodzie.

Wybór zawsze należy do Was. Zdrowie Waszych dzieci w Waszych rękach.

*** na zdjęciu Złamanie trzonów kości przedramienia – leczenie bezoperacyjne:
– Chłopiec lat 5. Upadek z trampoliny.
– Złamanie trzonów obu kości przedramienia z przemieszczeniem i zagięciem kątowym.
– Repozycja zamknięta – gips.
– Powrót do sportu po 8 tygodniach.

Źródło: http://www.kalakucki.pl/p2.html

Monika Dubiel – Ciszewska – absolwentka Śląskiego Uniwersytetu Medycznego, na 6 roku specjalizacji z ortopedii i traumatologii narządu ruchu. Pracuje na oddziale urazowo-ortopedycznym oraz szpitalnym oddziale ratunkowym. Uwielbia jazdę na rowerze, rolkach oraz swojego psa.


  • Jeżeli spodobał Ci się ten artykuł – udostępnij go dalej!
  • Na fan page’u na facebooku dzieje się dużo więcej i z dużą dawką humoru. Wpadnij do nas!
  • Chcesz porozmawiać z innymi rodzicami? Zapraszamy do zamkniętej grupy na facebooku!
  • Jeśli chcesz podzielić się swoją historią, opinią, doświadczeniem na łamach portalu, napisz do nas: kontakt@multirodzice.pl
  • Będzie nam miło, jeśli dasz znać znajomym o multiRodzicach. Sharing is caring! :-)

Z zamiłowania dziennikarka, z powołania nauczycielka języka polskiego. Autorka powieści młodzieżowej: „Księżyc nad Świtezią”. Prywatnie: wielbicielka kuchni tajskiej, dalekich podróży i Denzela Washingtona. Od niedawna, niezbyt rozgarnięta, mama bliźniaczek i - co tu dużo mówić - szczęściara. Bezkompromisowa i szczera do bólu. W życiu kieruje się zasadą: co Cię nie zabije, to Cię wzmocni (co przy posiadaniu bliźniąt wydaje się być wyjątkowo trafne).

Dyskusja2 komentarze

  1. Aga, brawo! Ktoś w końcu napisał prawdę o tej „zabawce”. My w ogrodzie trampoliny nie mamy i mieć nie zamierzamy, a widok jej u innych powoduję u mnie dreszcz, dreszcz strachu o dziecko na nim skaczące 🙁 bo konsekwencje bywają długo bolesne i często nieodwracalne

Skomentuj

Ładowanie