Co sądzicie na temat klapsów? Siniaki na całe życie, czy zło konieczne?

Co sądzicie na temat klapsów? Siniaki na całe życie, czy zło konieczne? Większość rodziców, których znam, mogłabym podzielić na trzy grupy, które mniej więcej tak siebie definiują:

  1. Jak nie widzimy wyjścia, to przyłożymy dziecku. Bo nic innego nie działa. Z rozrzewnieniem wspominamy czasy, kiedy pas był w ruchu, a matka i ojciec mieli żelazny autorytet. Bić dzieci nie chcemy, na pewno nie w takim stopniu, w jakim kiedyś to robiono…, ale czasem klaps jest usprawiedliwiony, bo dziecko tak dokazuje, że żadne prośby, tłumaczenia i kary nie działają.
  2. Wiemy, że nie wolno bić, że klaps to przemoc. Natomiast nie wiemy co zamiast tego klapsa. To znaczy trochę wiemy, na przykład to, że trzeba tłumaczyć, rozmawiać z dzieckiem, ale nie zawsze nam to wychodzi. Chcielibyśmy mieć jakieś konkretne narzędzia, jakąś konkretną wiedzę co i jak robić, jakieś wypróbowane metody wychowawcze. Eksperymentujemy cały czas.
  3. My nie bijemy, ale zamiast tego mamy opracowany system kar i nagród. Oczywiście modyfikujemy je wraz z wiekiem dziecka. Narozrabiałeś? Idziesz do pokoju na pięć minut, bo masz pięć lat. A jak masz lat dwanaście, sprzątasz piwnicę.

Mam trzy złe wiadomości i jedną dobrą. Zacznę od trzech złych do każdej z tych grup.

Grupa pierwsza uparcie chce tkwić w starym paradygmacie, gdzie autorytet rodzica opiera się na jego władzy absolutnej, a wychowanie na dyscyplinowaniu i egzekwowaniu bezwzględnego posłuszeństwa. To działa, ale na krótką metę. Na dodatek niczego nie uczy dzieci. Uczy co najwyżej tego, że można krzywdzić innych lub samego siebie (zachowania autodestrukcyjne).

Grupa druga to rodzice, którzy chcieliby być pewni siebie, konsekwentni, ale nie wiedzą jak odejść od tej starej szkoły twardego wychowania. Zła wiadomość jest taka, że nie ma żadnych skutecznych metod wychowawczych. Zapomnijcie o metodach, zapomnijcie o żelaznej konsekwencji i o absolutnej dyscyplinie. To już odeszło do lamusa. Musicie doszkalać się, czytać i eksperymentować dalej. Będziecie mieli dużo bardziej pod górkę, niż rodzice pięćdziesiąt lat temu.

Trzecia grupa uważa, że znalazła sposób na dzieci. Niestety według psychologów to nie działa tak, jakbyśmy my, rodzice tego chcieli. Dziecko stara się za wszelką cenę współpracować z rodzicem, nawet gdy robi coś nieodpowiedniego. Masz dla dziecka karę – za bicie brata każesz mu iść do pokoju? Za jakiś czas dziecko będzie nadal bić brata, a zaraz potem samo będzie zamykać się w pokoju. Kara nic nie zmienia, niczego nie uczy. Nagroda za dobre zachowanie też nie jest dobrym rozwiązaniem. Gdy tylko dziecko znajdzie się w środowisku, gdzie nikt go nie chwali na każdym kroku, będzie czuło się niekochane i niechciane. Bo dla niego pochwała jest jak wyrażenie miłości.

A teraz dobra wiadomość. Jeśli to czytasz, to znaczy, że dobro dziecka leży Ci na sercu. To znaczy, że chcesz dowiedzieć się czegoś nowego i konstruktywnego.

Do matki, która uderzyła, choć wcale nie chciała. Do ojca, który nie wie, jak zabronić słodyczy swojej księżniczce. Jesteście dobrymi rodzicami! Tak, powtórzę to raz jeszcze. Jesteście dobrymi rodzicami, jeśli zdajecie sobie sprawę z tego, co źle robicie i szukacie nowych, lepszych rozwiązań.

Jesteśmy nowym pokoleniem rodziców.

Jesteśmy pionierami rodzicielstwa opartego na empatii, na słuchaniu tego, co dzieci mają do powiedzenia. Pamiętacie takie powiedzenie, że ryby i dzieci głosu nie mają? To się zmienia. Możemy zmienić świat, ucząc swoje dzieci jak być autorytetem opartym o osobowość, a nie rolę rodzica. Możemy pokazać dziecku, że chcemy uczyć się od niego i razem z nim, jak być rodzicem. Będzie to trudne ale jedyną sensowną drogę, jaką widzę, to czytanie książek o rodzicielstwie i doszkalanie się na różne sposoby. Jednocześnie zdaję sobie sprawę, że bardzo wiele osób nie czyta i nie szuka nowych dróg. Dlatego uważam, że trzeba więcej o tym mówić, żeby dotarło to do jak największego grona rodziców.

Wpadniemy po drodze w rozmaite pułapki. Będziemy czasem traktować dziecko jak projekt do realizacji, będziemy walczyć z innymi rodzicami o tytuł Rodzica Roku. Od karania, do pozwalania na za wiele… Popadniemy ze skrajności w skrajność. Będzie nam dużo trudniej, niż rodzicom choćby dwie czy trzy dekady temu. Bo musimy zacząć traktować dzieci tak, jak jeszcze nigdy nikt przed nami tego nie robił. Nie mamy na kim się wzorować. Będzie ciężko.

Jeśli wytrwamy, dożyjemy innych, lepszych czasów. Będzie mniej ludzi nieśmiałych, zakompleksionych.

Będzie mniej przemocy domowej a może i przemocy w ogóle.

Ludzie, zwłaszcza kobiety, będą wierzyć w siebie i będą wiedzieć, czego w życiu chcą. Bo nie będą nauczeni/ nauczone, że trzeba być posłusznym i tylko spełniać życzenia rodziców, nauczycieli, pracodawców. Będzie więcej tolerancji i poszanowania godności drugiego człowieka. Widzicie to oczyma wyobraźni?

A na koniec polecam książkę nieżyjącego już Jespera Juula: „Rodzic jako przywódca stada”.

Autor był wybitnym terapeutą par i rodzin z ponad czterdziestoletnim doświadczeniem. Jego książka otwiera oczy na wiele kwestii związanych z ewolucją rodzicielstwa na tle przemian społecznych oraz pokazuje zarys cech rodzica przywódcy.

Na koniec dwa cytaty z książki „Rodzic jako przywódca stada”:

„Wiele współczesnych dzieci tkwi w chaosie, ponieważ dorośli zmieniają swoje nastawienie i swoje wartości w zupełnie nieprzewidywalny sposób i bez wyraźnej przyczyny. Kiedy wstają rano, są zdecydowani być dobrymi, nowoczesnymi rodzicami. Ale gdy ich dwulatek odmawia wyjścia do przedszkola, popadają w bezradność i zaraz sięgają po stare, sprawdzone wartości, takie jak dyscyplina i porządek. Dają dziecku klapsa albo stosują inny rodzaj przymusu. Wyobraźcie sobie, co by było, gdyby wasz partner lub partnerka dowolnie zmieniali swoje wartości – wtedy będziecie wiedzieć, jak trudne jest to dla dzieci.”

„Przez dziesiątki i setki lat gwałciliśmy granice naszych dzieci, nie dostrzegaliśmy ich i ignorowaliśmy. Dzisiaj dopiero zaczynamy je zauważać i zastanawiać się nad tym, jak sobie z nimi radzić. Czy naprawdę potrzebujemy wychowania, które narusza te granice i łamie nasze dzieci? Czy naprawdę uważamy, że wychowanie musi wiązać się z poniżeniem? A może dojrzeliśmy już do tego, żeby uznać dziecięce granice i starać się ich nie przekraczać? Wtedy one także nie będą przekraczać naszych, bo, jak wiemy, dzieci współdziałają z nami od urodzenia.”

Do przemyślenia…

_________________________________________________________________________________________

  • Jeżeli spodobał Ci się ten artykuł – udostępnij go dalej!
  • Na fan page’u na facebooku dzieje się dużo więcej i z dużą dawką humoru. Wpadnij do nas!
  • Chcesz porozmawiać z innymi rodzicami? Zapraszamy do zamkniętej grupy na facebooku!
  • Jeśli chcesz podzielić się swoją historią, opinią, doświadczeniem na łamach portalu, napisz do nas: kontakt@multirodzice.pl
  • Będzie nam miło, jeśli dasz znać znajomym o multiRodzicach. Sharing is caring!

 

Podziel się:

W Polsce pracowałam jako nauczycielka języka niemieckiego w szkole podstawowej. Wyjechałam wraz z mężem do Norwegii kilka lat temu. Pracowałam tu jako asystentka nauczycieli przedszkolnych w różnych przedszkolach. Tu zobaczyłam inny, niż w Polsce model wychowywania dzieci. Jestem mamą bliźniaczek, zakochana i w dziewczynkach i w Norwegii. Nowa rola i nowe otoczenie bardzo mnie inspirują. Lubię pływać łodzią po morzu, uczyć się języków obcych i czytać fantastykę. Prowadzę bloga: www.skandynawianka.blogspot.com

Skomentuj