Dwujęzyczne dzieci

Rozmowa z Anetą – mieszkającą w Holandii multimamą wychowującą z partnerem dwoje dzieci, trzyletniego syna oraz kilkumiesięczną córeczkę

Aneto, mieszkasz z dala od rodziny, swojego kraju, z codziennymi troskami zapewne w większości musisz sobie radzić sama, a przecież wychowujesz dwoje małych dzieci. Jak sobie radzisz?

Raz lepiej raz gorzej. Tak w skrócie mogłabym na to pytanie odpowiedzieć. Mam, na szczęście, dużą pomoc ze strony partnera, zatem codzienne obowiązki przy dwójce małych dzieci przebiegają prościej.

Jako doświadczona mama trzylatka wychowującego się w polsko-holenderskiej rodzinie możesz wiele powiedzieć o dwujęzyczności dziecka od pierwszych chwil życia. Jaką strategię przyjęliście?

Wybraliśmy strategię one person, one language. Chcemy wychować nasze dzieci w dwujęzyczności. Nie wyobrażam sobie, aby przekazywać emocje moim dzieciom w innym języku niż polski. Metoda ta, najprościej mówiąc, polega na tym, że mama mówi do dziecka tylko po polsku bez wspierania się słówkami holenderskimi, a tata mówi do dziecka po niderlandzku bez wspierania się słowami z języka polskiego. Poza domem lub w rozmowach łączonych rozmawiamy w języku niderlandzkim, ale do dziecka zwracamy się zawsze tylko w swoim języku. Myślę, że takie podejście w sposób naturalny pozwala od samego początku identyfikować dziecku język z osobą i uczyć się tego języka bez naleciałości i błędów.

Strategia OPOL (one person, one language) – dlaczego na nią się zdecydowaliście? Czy dostrzegasz w niej jakieś wady?

Nie, nie dostrzegam wad. Uważam, że dwujęzyczność czy nawet wielojęzyczność jest darem a nie problemem. Trzeba jednak pamiętać, że dwujęzyczność nie jest dana raz na zawsze. Jest takie powiedzenie, że nieużywany mięsień zanika i dokładnie tak samo jest z systemem językowym. Jeśli wprowadzamy dziecku od początku dwa języki do jego życia, musimy działać konsekwentnie i programowo.

Czy pamiętasz pierwsze sylaby, słowa? W jakim języku syn komunikował się ze światem na początku swojej drogi werbalnej?

Oczywiście, pierwszym słowem wypowiedzianym przez synka był wyraz „mama”, który w obu językach brzmi tak samo. Potem było słowo „auto”, które, podobnie jak słowo „mama”, w tych dwóch językach znaczy to samo.

Na początku język polski (język mamy) zapewne dominował. A jak jest teraz?

Tak, to prawda. Także dzisiaj język polski dominuje. Mimo że syn uczęszcza do holenderskiego przedszkola trzy razy w tygodniu, przez większość dnia słyszy jednak język polski.

W jakim języku porozumiewasz się z partnerem?

Porozumiewamy się w języku angielskim, a we wspólnych rozmowach wraz z synem tylko w języku niderlandzkim.

W jakich sytuacjach syn posługuje się językiem angielskim?

Syn, bawiąc się, używa niekiedy języka angielskiego. Widać, że ten język mu się bardzo podoba. Lubi także słuchać piosenek w tym języku, czasami ogląda bajki po angielsku. Staramy się jednak, aby ten język nie dominował, zatem książki czytamy mu tylko po polsku lub niderlandzku.

Czy któryś język dominuje w domu?

Tak, polski, bo kobiety mówią więcej! Chyba jest tak, że my, kobiety mamy naturalną skłonność do gadania. Nasz język jest bardziej barwny, rozemocjonowany, bo używamy zdrobnień, zgrubień, itp. A większość mężczyzn wydaje do swoich pociech tylko komunikaty. Przynajmniej u nas w domu tak jest. Zdania naszego taty są krótkie, ale treściwe…

Czy któryś z języków jest silniejszy? Czy zdarzają się synowi sytuacje wypełniania luk językowych słowem z innego języka?

Na początku swej dwujęzycznej drogi werbalnej syn często wypełniał luki językowe wyrazem z innego języka. Dziś tak już nie jest. Chłopiec płynnie rozmawia po polsku z mamą, po niderlandzku z tatą.

Na jakie trudności dwujęzyczności czy nawet trójjęzyczności napotkaliście?

Syn po polsku mówi tak jak ja, czyli często używa rodzaju żeńskiego, stosuje żeńską odmianę czasowników. Wynika to z faktu, że nie ma innego wzorca, nie „osłuchał się” z formami męskimi, bo nie przebywa z Polakami zbyt często.

Syn uczęszcza do holenderskiego przedszkola. Czy miały miejsce jakieś trudności adaptacyjne wynikające z dwujęzyczności?

Tak, choć zasób słownictwa syn ma bogaty w obu językach, to budowanie zdań po niderlandzku początkowo sprawiało mu wiele trudności. Wszyscy uspakajali nas, że skoro buduje zdania w języku polskim, lada moment będzie konstruował zdania po niderlandzku. Długo tak jednak nie było i to sprawiało, że dziecko w przedszkolu bawiło się samo. Chłopiec po prostu nie potrafił komunikować się z rówieśnikami.

Język niderlandzki to język taty, dziadków, kolegów z przedszkola. Czy nie boisz się, że weźmie górę?

Tak, to jest częste zjawisko. Kiedy dziecko dorasta, może zacząć buntować się przeciwko językowi etnicznemu. Ale trzeba być konsekwentnym. Podobno nawet zwykłe osłuchanie się z językiem etnicznym, gdy rodzic mówi po polsku, a dziecko odpowiada po niderlandzku, czyni cuda i powoduje utrwalanie się danego systemu językowego.

A co z nauką czytania, pisania? Jakie macie plany?

To jest dobre pytanie. Jeśli przyjmiemy, zgodnie z definicją, że dwujęzyczność to poznanie dwóch języków w mowie i piśmie, a ja ją tak rozumiem, to wkrótce musimy rozpocząć naukę czytania oraz pisania. Myślę, że wiele będzie zależeć od syna, ale także od samozaparcia z mojej strony. Syn lubi książki, w domu jest regał z książkami mamy i regał z książkami taty, zatem mam nadzieję, że wkrótce rozpoczniemy naukę czytania. Chcę także posłać syna do sobotniej szkółki polskiej. Takich placówek na terenie Holandii jest bardzo dużo. Działa tu również prężnie Forum Polskich Szkol organizujące liczne konkursy dla polskich dzieci.

I jeszcze jedno. Niedawno ponownie zostałaś mamą. Jak wygląda komunikacja brat-siostra? W jakim języku syn mówi do córki? Jak wyobrażacie sobie ich komunikację w przyszłości, na przykład podczas zabawy?

Kiedy mama jest w pobliżu córki, syn komunikuje się z siostrą w języku polskim i odwrotnie, gdy tata znajduje się niedaleko lub są to rozmowy łączone, mówimy po niderlandzku. A przyszłość pokaże. Najważniejsze, by oboje uważali, że komunikacja w tym właśnie języku jest dla nich najlepsza…

Aneto, dziękuję za rozmowę i poświęcony czas!

A ja dziękuję za zainteresowanie się tematem dwujęzyczności dzieci, bo jest on dziś bardzo aktualny.


  • Jeżeli spodobał Ci się ten artykuł – udostępnij go dalej!
  • Na fan page’u na facebooku dzieje się dużo więcej i z dużą dawką humoru. Wpadnij do nas!
  • Chcesz porozmawiać z innymi rodzicami? Zapraszamy do zamkniętej grupy na facebooku!
  • Jeśli chcesz podzielić się swoją historią, opinią, doświadczeniem na łamach portalu, napisz do nas: kontakt@multirodzice.pl
  • Będzie nam miło, jeśli dasz znać znajomym o multiRodzicach. Sharing is caring!

Nauczycielka języka polskiego w jednej z krakowskich szkół podstawowych. Szczęśliwa żona i mama trzyletniej Anieli oraz rocznego Kajetana. Pasjonatka aranżacji wnętrz w stylu skandynawskim stale zmieniająca wystrój swego domu. Wielbicielka podróży, literatury, filmu oraz szybkich samochodów. Kocia mama wrażliwa na los bezdomnych zwierząt. A także miłośniczka zdrowego jedzenia stale ukrywająca się przed dziećmi z kostką czekolady w ustach.

DyskusjaJeden komentarz

  1. Według tego, co mówi Pani Aneta, dziecko jest trójjęzyczne, bo polski, niderlandzki i angielski. My też mamy dwujęzyczne dzieci, z tym że mówimy po polsku w domu, a dzieci uczą się w przedszkolu norweskiego. Jako że kontakt z norweskim rozpoczął się jeszcze przed ukończeniem 1,5 roku przez dziewczyny, można powiedzieć, że oba języki są ich pierwszymi językami. Też oglądają bajki po angielsku, ponieważ nie mamy od jakiegoś czasu telewizji, a tylko takie bajki udało nam się ściągnąć z Netflixa, mianowicie świnkę Peppę, 13 odcinków.
    Mimo tego, co mówią logopedzi, że dziecko musi miec kontakt fizyczny z rozmówcą, patrzeć w oczy, obserwować ruch warg, moje dziewczyny, które mają opóźnioną mowę, zaczynają mówić po angielsku. Nikt nie siedzi z nimi i nie tłumaczy co postacie mówią. Czasem po polsku opowiadam w trakcie co dzieje się w bajce, co postacie robią. A dziewczyny mówią wtedy do mnie “Mummy?! No!”. mówią do mnie bye bye, mówią catch, czyli łap piłkę. Pięknie wymawiają imię brata Peppy, niemal z teatralną emfazą. Wydają na co dzień takie same odgłosy ekscytacji, zdziwnienia, jak Peppa. Nie mieliśmy zamiaru w ogóle uczyć je dodatkowo angielskiego, tak wyszło samo, przypadkiem. I jak tu wierzyć, że dziecko z telewizji się nie uczy języka? Twen angielski chyba ma coś w sobie jednak 😉

Odpowiedz Ania Anuluj