Inhalacje u dzieci – jak je robić?

Kiedy byłam dzieckiem, a potem nastolatką świadomość konsekwencji stosowania niektórych leków u moich, a także zapewne sporej liczby rodziców była niewiarygodnie niska. Faszerowali mnie wobec tego tym, co zalecił lekarz z antybiotykami na czele. Skutki takiego działania ponoszę do dziś dnia, bowiem walka o odzyskanie naturalnej odporności jest długa i mozolna. Robię, co mogę i jest nieco lepiej. Jedno, czego nie robię – nie truję moich dzieci, jeśli nie ma ku temu wyraźnych wskazań, by uniknęły mojego losu.

O tym, co podawać dziecku – szczególnie przedszkolnemu, w okresie, kiedy jego odporność się kształtuje, tak, aby nie chorowało co kilka dni już pisałam tutaj – “LATO, LATO LATO CZEKA, ALE TY PRZYGOTUJ JUŻ SWOJE DZIECKO NA JESIEŃ – ODPORNOŚĆ U DZIECI”. Co zrobić jednak, kiedy już zachoruje? Oczywiście stawiać na nieco mniej zdradliwe metody aniżeli antybiotykoterapia. O inhalacji już wspominałam. Dzisiaj poświęcę jej nieco więcej miejsca.

Zazwyczaj schemat jest podobny: zaczyna się od kataru, później – w zależności od dziecka – dołącza kaszel bądź ból gardła i choroba gotowa. Nauczona doświadczeniem ubiegłego roku w żłobku, licznymi wizytami u naszej mądrej pediatry, wiem już jak postępować, by katar był tylko katarem, a nie początkiem groźnej infekcji bakteryjnej.

Dlaczego inhalować? Otóż jest przynajmniej kilka odpowiedzi:

Inhalacje są proste i szybkie.

Niemal każde dziecko wytrzyma chwilkę z maską na twarzy, kiedy zaproponujemy mu wspólne czytanie lub w najgorszym wypadku jeden odcinek ulubionej kreskówki. Inhalacje nie trwają dłużej niż kilka minut, zatem misja wydaje być się możliwa do wykonywania. Obsługa inhalatora jest tak prosta jak budowa cepa – jakby to określił mój leciwy dziadunio. A same inhalatory tanie – chyba, że szukacie jakiegoś fancy sprzętu. Za nasz nie zapłaciliśmy milionów, a sprawdza się – przy naprawdę częstym użytkowaniu już od kilku lat.

Inhalacje – w większości – są całkiem naturalne.

Oczywiście nie mówię tutaj o podawaniu sterydów, które i tak przy krótkotrwałym stosowaniu mają mniej skutków ubocznych niż antybiotyki. Zazwyczaj przy zwykłym katarze i kaszlu wystarczą w zupełności:

– sól fizjologiczna, która nawilża, oczyszcza drogi oddechowe, nie podrażnia i rozrzedza zalegającą wydzielinę. Dodatkowy plus: jest naprawdę tania.

– olejki eteryczne: moje must have. Dodajemy je do kąpieli, do grzejnikowych nawilżaczy, ale także do inhalacji. Moje ulubione to sosnowy i eukaliptusowy. Ten pierwszy świetnie radzi sobie z katarem, bólem gardła. I oczywiście ułatwia oddychanie. Drugi stosujemy przy mocniejszym przeziębieniu oraz chorych zatokach. Ma właściwości bakteriobójcze i antywirusowe.  Nie muszę dodawać, że unoszący się aromat zwyczajnie ułatwia zasypianie, udrożnia nos.

Kiedy sytuacja nie poprawia się, wkroczyć mogą zalecane do inhalacji preparaty, takie jak: nebudose, ectodose – są dostępne bez recepty w każdej aptece, wystarczy, że zasięgniecie informacji, bo każdy z nich stosowany jest na inny rodzaj kaszlu. Nam niemal zawsze pomagają.

Inhalacje są tanie.

Gdybyście spisali wszystkie leki, które ostatnio kupiliście dziecku przy infekcji, kwota na pewno będzie trzycyfrowa. Jeśli zaś spróbujemy od inhalacji – choćby samą solą – efekt odczujemy także w naszym portfelu. Olejki są nieco droższe, ale stosujemy ich tak małe ilości, że z kolei stają się bardzo wydajne.

W ostateczności lekarz zapewne przepisze Wam kilkudniową kurację sterydową. Także znamy i stosowaliśmy – efekty niemal natychmiastowe: znika zapalenie krtani, zapalenie oskrzeli. Bez dodatkowych drogich suplementów, bez zabójczych dla odporności antybiotyków.

Rzecz jasna, najważniejsze to znaleźć godnego zaufania pediatrę. Ja, po wspólnych niemal czterech latach wiem, że wybory mojej lekarki są wyborami wyważonymi i skutecznymi. A że sięga ona bardzo często po inhalator jako rozwiązanie – mogę się tylko cieszyć. Nie mówię, że nigdy nie podaliśmy naszym dzieciom antybiotyku – mijałabym się wówczas z prawdą. Mam jednak wrażenie, że to ostateczna ostateczność zarówno dla mojego lekarza, jak i dla mnie. Jeśli trzeba – nie mówię nie, jednak zawsze zaczynamy od tego, co naturalne, przystępne, proste – i choćby raz jeden udało się uniknąć zabójców odporności – to możemy być z siebie dumni.

Po inhalacji warto jest oklepać plecki dziecka i sprowokować kaszel jednorazową szpatułką do gardła – dziecko wtedy odksztusza zalegającą w drogach oddechowych wydzielinę.

Podobny post: ANTYBIOTYKI I ANTYBIOTYKOOPORNOŚĆ U DZIECI

______________________________________________________________________________

  • Jeżeli spodobał Ci się ten artykuł – udostępnij go dalej!
  • Na fan page’u na facebooku dzieje się dużo więcej i z dużą dawką humoru. Wpadnij do nas!
  • Chcesz porozmawiać z innymi rodzicami? Zapraszamy do zamkniętej grupy na facebooku!
  • Jeśli chcesz podzielić się swoją historią, opinią, doświadczeniem na łamach portalu, napisz do nas: kontakt@multirodzice.pl
  • Będzie nam miło, jeśli dasz znać znajomym o multiRodzicach. Sharing is caring!
Udostępnij i polub:
error20

Z zamiłowania dziennikarka, z powołania nauczycielka języka polskiego. Autorka powieści młodzieżowej: „Księżyc nad Świtezią”. Prywatnie: wielbicielka kuchni tajskiej, dalekich podróży i Denzela Washingtona. Od niedawna, niezbyt rozgarnięta, mama bliźniaczek i - co tu dużo mówić - szczęściara. Bezkompromisowa i szczera do bólu. W życiu kieruje się zasadą: co Cię nie zabije, to Cię wzmocni (co przy posiadaniu bliźniąt wydaje się być wyjątkowo trafne).

Skomentuj