Bunt dwulatka – fakty i mity

Skończyłam pięcioletnie dzienne studia pedagogiczne. Uczyłam się pilnie psychologii, z naciskiem na psychologię rozwojową człowieka. Dawno to było. Dla odświeżenia i pogłębienia wiedzy skusiłam się jeszcze trzy lata temu na oligofrenopedagogikę. Dziesiątki godzin, dziesiątki koncepji. Żadna jednak nie przygotowała mnie na to, co czeka mnie, gdy moje dzieci zbliżą się do magicznej dwójki.

Zacznijmy od tego, że żaden z cenionych i uznanych psychologów nie stworzył nigdy pojęcia „bunt dwulatka”. Coś takiego w psychologii Freuda, Eriksona czy Levinsona zwyczajnie nie funkcjonuje. Każdy z wyżej wymienionych zwraca jednak uwagę na szereg zachowań, które pojawiają się w tym okresie u każdego zdrowo rozwijającego się malucha.

Mniej więcej dwuletnie dziecko rozpoczyna walkę o uzyskanie własnej autonomii, czyli mówiąc wprost: dziecko chce być niezależne i robi wszystko, by ten cel osiągnąć. Niestety, często jest to dla rodziców zupełnie niezrozumiałe, a to, że zmiana zachodzi właściwie z dnia na dzień warunkuje stwierdzenie, że ktoś podmienił nam dziecko. Ile razy słyszę od moich znajomych mam: jeszcze niedawno mogłam ją spokojnie ubrać, wykąpać czy umyć zęby, a od jakiegoś czasu spotykam tylko opór i wybuch złości. Założę się, że znacie to bardzo dobrze. Przykłady można by mnożyć: w przypadku odmowy rodzica możemy spotkać się z tupaniem, szlochem, tarzaniem po ziemi, krzykiem, prowokowaniem wymiotów, obrażaniem etc. Wszystko po to, by zmęczony rodzic wreszcie ustąpił.

Nasze dziecko jest niczym tykająca bomba. W jednej chwili potrafi głośno się śmiać, przytulać i głaskać nas po włosach, podczas gdy już za moment szczypie, gryzie i wydaje się głuche na nasze słowa. Należy uznać to, co za dobrodziejstwo tego akurat etapu rozwoju. W żadnym wypadku nie należy popadać w kompleksy i nazywać siebie złym rodzicem, który nie panuje nad swoim potomkiem.

Bunt dwulatka – rozwiązania:

  1. Należy przestać na moment wymagać, by nasze dziecko było „grzeczne”. Wstyd, zawiętość, rozczarowanie, pragnienie – te i wiele innych emocji mały człowiek odczuwa niemal jednocześnie. Trudno zatem oczekiwać, by panował nad całą ich gamą. Musimy uzbroić się w cierpliwość i przyjąć do wiadomości, że to tymczasowy stan i kiedyś wreszcie minie.
  2. Zdecydowanie powinniśmy pohamować nasze własne emocje. To my jesteśmy dorośli i to od nas zależy, jak przebiegnie ten etap rozwoju dziecka. Możemy wybrać wersję light: okazać dziecku maksimum cierpliwości, czułości i zrozumienia, dzięki czemu dziecko niczym lustro odbije choć niewielką część tego, co pozytywne. Możemy też zdecydować się na hard level i odpowiadać gniewem na gniew, krzykiem na krzyk. Musimy jednak pamiętać, że każdy etap rozwoju buduje podwaliny tego, co przyszłe. Jeśli dziecko szukające własnej autonomii spotka się z tak dużym odrzuceniem i niezrozumieniem, według psychologów, może mieć trudności w budowaniu relacji z innymi czy własną samooceną.
  3. Wspierać, wspierać i jeszcze raz wspierać. Trudne, ale nie niewykonalne. Skoro potrafiliśmy towarzyszyć dziecku podczas pierwszych tygodni, choć wcale nie były łatwe, czemu teraz mielibyśmy odpuścić i tylko przeczekać. Nasze zainteresowanie, próba ustalenia granic, sygnalizowanie panujących w naszym domu zasad – są konieczne, żeby nawet w obliczu buntu, nasza pociecha zachowała poczucie bezpieczeństwa. Stanowczość, ale wyważona, zwrócenie uwagi, ale bez podniesionego tonu. Wszystko to trudne. Sama nie za każdym razem potrafię powstrzymać się od wybuchu negatywnych emocji, gdyż bunt dwulatka przeżywamy podwójnie.
  4. Z bardziej praktycznych wskazówek: zaprzyjaźnieni rodzice mają różne metody: karny jeżyk, słonik czy cokolwiek innego, czyli miejsce, w którym dziecko ma pozostać, póki nie zakończy się jego wybuch złości. Inni preferują komunikat werbalny: Kiedy będziesz gotowy przyjść się przytulić, czekam na Ciebie lub Kiedy przemyślisz swoje zachowanie, przyjdź do mnie.
  5. Nie mam własnej metody. Jedyną, jaka przychodzi mi do głowy jest tłumienie w zarodku agresji i złości mojego dziecka. Jeśli nie zapanuję nad sytuacją od razu, wiem, że zamieni się w tornado nie do powstrzymania. Mało tego, wciągnie do środka drugiego malucha i stworzy trąbę powietrzną, po której przejściu mój dom i moja głowa stają się ruiną. Odwracanie uwagi skutkuje u nas od dłuższego czasu. Najczęściej opowiadamy historie prosto z naszej głowy, które wciągają nasze córki na tyle mocno, że mniej więcej połowa awaryjnych sytuacji kończy się stosunkowo szybko. Pozostałą część staramy się znieść z godnością i zwyczajnie jesteśmy obok. W końcu musimy przygotować się na bunt trzylatka i trzynastolatka, a następnie na podwójne kobiece fochy w okresie dorastania. Jedno jest pewne, łatwiej nie będzie, a jednocześnie nic przecież nie trwa wiecznie.


    • Jeżeli spodobał Ci się ten artykuł – udostępnij go dalej!
    • Na fan page’u na facebooku dzieje się dużo więcej i z dużą dawką humoru. Wpadnij do nas!
    • Chcesz porozmawiać z innymi rodzicami? Zapraszamy do zamkniętej grupy na facebooku!
    • Jeśli chcesz podzielić się swoją historią, opinią, doświadczeniem na łamach portalu, napisz do nas: kontakt@multirodzice.pl
    • Będzie nam miło, jeśli dasz znać znajomym o multiRodzicach. Sharing is caring! :-)

Z zamiłowania dziennikarka, z powołania nauczycielka języka polskiego. Autorka powieści młodzieżowej: „Księżyc nad Świtezią”. Prywatnie: wielbicielka kuchni tajskiej, dalekich podróży i Denzela Washingtona. Od niedawna, niezbyt rozgarnięta, mama bliźniaczek i - co tu dużo mówić - szczęściara. Bezkompromisowa i szczera do bólu. W życiu kieruje się zasadą: co Cię nie zabije, to Cię wzmocni (co przy posiadaniu bliźniąt wydaje się być wyjątkowo trafne).

Skomentuj

Ładowanie