Twój mini rachunek sumienia

Kobieta może znieść naprawdę wiele. Kobieta, która spodziewa się dziecka, a potem zostaje matką – jeszcze więcej. Czasem jest to tak wiele, że sama nie spodziewałaby się tego po sobie. Kobieta zniesie porażkę, trudy dnia codziennego, zniewagę i niedocenianie. Poradzi sobie z ludzką głupotą, bólem i niekończącą się listą zadań.

Gdy rozchoruje się dziecko…

Jedyne, czego nie może znieść żadna kobieta, to ból i cierpienie jej dziecka. Moje córki pierwszy raz porządnie się rozchorowały. Przepisano im zastrzyki. Nic takiego – pomyślałam. Przynajmniej ich żołądek wyjdzie z tego bez szwanku. Nie wzruszyło mnie rozbieranie i przygotowywanie pośladka dziecka na pierwszy zastrzyk. Przy drugim było już gorzej. Kiedy zadzwonił dzwonek do drzwi, moja córka zaczęła biec w moją stronę, jej maleńkie ciałko całe drżało, a malutkie usteczka nie przestawały wymawiać jednego słowa: mamiś, mamiś, mamiś. Chcąc nie chcąc, kiedy odrywałam ją od siebie, by zmienić pozycję na dogodną dla naszej pielęgniarki i patrząc głęboko w jej pełne bólu i zwątpienia oczy – polały się łzy. Przecież to tylko zastrzyki…

Zbliża się kwiecień, rozliczamy PIT-y. Zalewa nas fala zdjęć i próśb o pomoc dla danego dziecka. Nie mogę myśleć o niczym innym, jak tylko o setkach, tysiącach, a może milionach matek na całym świecie, które stają bezradnie wobec szponów choroby, która pragnie zawładnąć ciałem ich dziecka. Myślę nieustannie o tym, z czym się borykają i jak bardzo krwawi ich serce.

Idę dalej – zastanawiam się nad sobą i innymi matkami – zdrowych dzieci. Czy potrafię docenić to, co mam? Czy nie użalam się zanadto nad swoim ciężkim losem? Czy wreszcie nie przyczyniam się sama do tego, że moje dziecko odczuwa ból i cierpi? Idę za daleko? Wydaje mi się, że niekoniecznie.

Twój mini rachunek sumienia

Usiądź wygodnie przed ekranem i zrób mini rachunek sumienia:

Czy nie krzyknęłaś na dziecko z byle powodu, bo Twoja cierpliwość się skończyła?

Czy nie obiecałaś czegoś, co wydało Ci się nieistotne, z góry zakładając, że nie dotrzymasz słowa?

Czy nie zignorowałaś prośby dziecka, bo akurat oglądałaś coś w telewizji albo przeglądałaś ulubionego bloga?

Czy nie odpowiadałaś zaraz, za moment, za chwilę, idź się pobawić, zostawiając dziecko samemu sobie, kiedy to Ciebie potrzebowało w danej chwili?

Czy nie odpuściłaś spaceru, wspólnej zabawy, czytania książek – bo byłaś nadzwyczajnie zmęczona po pracy?

Czy wreszcie w akcie desperacji nie klepnęłaś swojej pociechy w tyłek, aby wreszcie się opamiętało?

Ile razy w ciągu dnia myślę o tym, jak bardzo jestem zmęczona i jak trudny jest mój los, los podwójnej mamy – przypominam sobie zdjęcie córki mojej koleżanki opatrzone numerem KRS. Nie znaczy to, że nadal nie popełniam błędów, nie tracę cierpliwości, nie wrzeszczę, nie trzaskam drzwiami i nie przeklinam w duchu. Staram się jednak – szczególnie teraz, kiedy moje dzieci są chore, osłabione, marudne i płaczliwe – zastanowić się dwa razy, zanim dam upust swoim negatywnym emocjom. Jak bardzo w chorobie naszego dziecka doceniamy chwile, kiedy było zdrowe. Jak często obiecujemy sobie, że gdy tylko wyzdrowieje, będzie inaczej, lepiej, spokojniej. Jak szybko zapominamy o tychże słowach, gdy tylko nasze dziecko lepiej się poczuje i nagle wyleje sok z buraka na dywan albo po raz kolejny rozrzuci zabawki w salonie.

Jesteśmy szczęściarami. Mamy dzieci. Mamy zdrowe dzieci. Nic nie jest nam dane na zawsze.

Choroba przychodzi znienacka i rujnuje wszystko, co napotyka na swojej drodze. Starajmy się w trudnym okresie dzieciństwa naszych dzieci dostrzec te dobre strony, przymknąć oko na te gorsze momenty i korzystać z każdej chwili niczym podarowanego nam prezentu, o który nie musimy nikogo prosić, a mamy go stale przed oczyma. Popatrzmy w maleńkie oczy ze zrozumieniem – nie politowaniem. Przytulmy bijące mocniej serduszko z miłością – nie obowiązkiem. Wytłumaczmy małemu rozumkowi ze spokojem – nie wyrzutem. Trudne. Ale nie niemożliwe.

Wybierzcie dziecko, które potrzebuje pomocy i przelejcie swój 1% podatku właśnie na nie. Ale nie skończcie na tym. Miejcie je zawsze przed oczyma – je i jego rodziców, być może uczyni to Was lepszymi.


  • Jeżeli spodobał Ci się ten artykuł – udostępnij go dalej!
  • Na fan page’u na facebooku dzieje się dużo więcej i z dużą dawką humoru. Wpadnij do nas!
  • Chcesz porozmawiać z innymi rodzicami? Zapraszamy do zamkniętej grupy na facebooku!
  • Jeśli chcesz podzielić się swoją historią, opinią, doświadczeniem na łamach portalu, napisz do nas: kontakt@multirodzice.pl
  • Będzie nam miło, jeśli dasz znać znajomym o multiRodzicach. Sharing is caring! :-)

Z zamiłowania dziennikarka, z powołania nauczycielka języka polskiego. Autorka powieści młodzieżowej: „Księżyc nad Świtezią”. Prywatnie: wielbicielka kuchni tajskiej, dalekich podróży i Denzela Washingtona. Od niedawna, niezbyt rozgarnięta, mama bliźniaczek i - co tu dużo mówić - szczęściara. Bezkompromisowa i szczera do bólu. W życiu kieruje się zasadą: co Cię nie zabije, to Cię wzmocni (co przy posiadaniu bliźniąt wydaje się być wyjątkowo trafne).

Skomentuj

Ładowanie