Na czym nie oszczędzam w kwestii moich dzieci

Dziecko i oszczędzanie brzmi jak oksymoron – staram się oszczędzać, wydając…

Nie jestem typem, który biega po czeskich sklepach i kupuje tysiące zbędnych bibelotów – mając dzieci, masz czasem wrażenie, że wszystko się przyda. Nic bardziej mylnego. Wydaję wtedy, kiedy świadomie chcę zadbać o bezpieczeństwo i komfort naszego życia. Na tym zamykam swoją listę.

Zaczynam od fotelika samochodowego.

Tyłem do kierunku jazdy, z Testem Plus, obrotowy, w którym pasy zapina się lekko i swobodnie. Fotelik samochodowy to inwestycja na conajmniej 3 lata. Wyjazd do przedszkola, do sklepu, do dziadków, do znajomych, na wycieczkę – wpinam dziecko z uśmiechem, wygodą, w krótkiej sukience, przy 40-stopniowym upale, na koniec rzucam “czy wyszły gały?” (dociągając pasy), syn odpowiada „tak” i w drogę! Cena wbija mnie jednak w fotel…

Moje dzieci nie wyglądają jak z żurnala, zwłaszcza znajdując się w kategorii tych „szczęśliwych” czyli brudnych.

Boli mnie kiedy mam zapłacić za body z falbanką lub pseudokoronką 59,90 zł (lub więcej), ponieważ wiem, że wyjście na plac zabaw i przekąska zmienią najpiękniejsze żywe kolory w piaszczyste plamy i wzory. Zatem na ubraniach oszczędzam – kupuję 3-paki, łapię promocje i wykorzystuję babcie.

Nie oszczędzam jednak na butach.

Pierwsze, które zmieniałam po miesiącu, kupowałam używane na olx, ponieważ wychodziłam z założenia, że warto kupić lekko zdarte, ale porządne buty używane, niż obuwie kompletnie niedostosowane do potrzeb małej stópki. Byłam pozytywnie zaskoczona ich stanem, zatem nie miałam do siebie wyrzutów sumienia, a portfel nie cierpiał. Kiedy nastąpił moment, w którym faktycznie zdzieraliśmy czubki do zera, zaczęliśmy kupować nówki sztuki, wygodne, skórzane, miękkie, zabudowane i oczywiście przypadające do gustu właściciela. Koniecznie zwracam uwagę na wyjmowaną wkładkę, dzięki której kontroluję rozmiar. Przypominam, że dziecko powinno mieć ok. 1 cm luzu przy paluszkach, również w otwartych sandałach! Ale nie ukrywam, cena spędza sen z powiek…

Mój syn niczym „Dyna Blaster Bomberman” w kasku przemierza plac zabaw i jak sam się określa: „Ja jestem, Mamusiu, rowerzysta.”

Nie pamiętam kiedy ostatni raz wyszliśmy gdzieś “na piechotę”, na własnych nogach, zatem dbam, aby kask zapewniał mu odpowiedni poziom bezpieczeństwa, nie pozostawiał śladów/ ucisków na szyi i odprowadzał ciepło na zewnątrz.

Sam rower powinien być lekki, dostosowany do wzrostu.

Można manewrować wysokością kierownicy i siodełka – nie bójcie się tego rodzice. Noga powinna być lekko zgięta, a kolana nie pod czołem – takież były nasze początki. Synek nie ma jeszcze 3 lat, a to już nasz drugi model. Jako że pierwszy został zakupiony na olx, bez wahania kupuję następny, kiedy jest na to moment. Drugi, również używany, jest na większych kołach i z tylnym hamulcem i wierzcie mi, że żadna sklepowa zabawka nie jest w stanie zapewnić mu większej frajdy. Cieszę się, że nadajemy drogim i niezniszczonym rzeczom kolejne życie – córeczka na razie nieśmiało bada kierownicę małymi rączkami (i językiem), ale już wkrótce wykorzysta w pełni możliwości pojazdów brata.

Jeśli plecak to z wygodnymi ramionami i zapięciem w klatce piersiowej.

Synek lubi w nim chodzić, chętnie pakuje bidon i inne skarby, zatem komfort stawiamy ponad wszystko.

Rama łóżka to kilka zbitych desek w jasnym kolorze, najtańszy model szwedzkiej firmy. Materac jednak został zamówiony już bardziej świadomie z myślą o ergonomicznej pozycji ciała podczas odpoczynku, o odpowiedniej twardości, o właściwościach zapobiegających rozwojowi bakterii i roztoczy.

Jako że rozmiar łóżka to 90×200, zdajemy sobie sprawę, że nasze dziecko „prześpi” na tym materacu sporą część swojego życia, zatem kolejna pokaźna suma zniknęła z naszej skarbonki. Patrząc na ramę, nikt nie spodziewałby się na czym siedzi szanowny zad dziecka, ale dla nas liczą się właśnie takie decyzje.

O tym, że nie oszczędzamy na jedzeniu nie muszę wspominać…

Na mojej liście nie ma zabawek, które przecież też zdarza nam się kupować.

Nie jesteśmy w tym przesadni, wyszukujemy ciekawe sztuki w internecie lub będąc na wakacjach. Lego (których cena jest dla mnie szalona) również znajdujemy na olx. Radość syna jest równie duża, jak w przypadku nowych z tym wyjątkiem, że dodatkową atrakcją jest u nas mycie klocków w wannie.

Mówi się, że dziecko to „worek bez dna” i zgadzam się z tym stwierdzeniem, pod warunkiem, że ktoś ma nieograniczone możliwości finansowe i chce tak funkcjonować. Moje dzieci mają dużo, ale nie wszystko i tym kierujemy się w naszych codziennych wydatkach.

____________________________________________________________________________________________multirodzice.pl facebook

    • Jeżeli spodobał Ci się ten artykuł – udostępnij go dalej!
    • Na fan page’u na facebooku dzieje się dużo więcej i z dużą dawką humoru. Wpadnij do nas!
    • Chcesz porozmawiać z innymi rodzicami? Zapraszamy do zamkniętej grupy na facebooku!
    • Jeśli chcesz podzielić się swoją historią, opinią, doświadczeniem na łamach portalu, napisz do nas: kontakt@multirodzice.pl
    • Będzie nam miło, jeśli dasz znać znajomym o multiRodzicach. Sharing is caring!

Klaudia Natonek - nauczycielka języka angielskiego wykonująca swój zawód z wielkim zamiłowaniem. Z całego serca wierzy w dzisiejszą młodzież i każdego dnia za biurkiem stara się rozbudzać jej potencjał. Obecnie etatowa mama Jasia i Lilki, kierująca się filozofią rodzicielstwa bliskości, zafascynowana skandynawskim podejściem do wychowania, w którym to samodzielność dziecka stanowi fundamentalny element. Wśród znajomych - promotorka fotelików RWF tyłem do kierunku jazdy. Prywatnie odlicza dni (miesiące lub lata) do wymarzonej podróży z mężem na Zanzibar.

Skomentuj