Jestem kobietą. Mogę wszystko.

Ranek. Ubieramy się. Czeszemy włosy. Zakładam gumkę na cienki blond kosmyk, chcę dołożyć spinkę. Moja córka mówi: Po co ta spinka? Przecież bez niej też jestem ładna. Bum! Walnęło mnie prosto w czoło. Odpowiadam: Oczywiście, nie chciałam, żeby włosy wpadały Ci do oka. Spinki nie zakładamy.

*

Lekcja języka polskiego w gimnazjum. Mówimy o manipulacji w reklamie. Przygotowujemy kampanię reklamową produktu. Jedna z grup przedstawia szampon. Moja najlepsza uczennica – piękna i zdolna Kamila opowiada o nim. Dorzucam: Kamila z Twoimi włosami mogłabyś go reklamować. Dziewczyna oburza się, bo ma większe ambicje. Mea culpa. Brawo Kamila.

*

Siedzimy na ławeczce przed kościołem, nasze córki biegają, zbierają szyszki i stokrotki. Mają legginsy i tuniki z koronką. Wyglądają ślicznie, jak wszystkie czyste trzylatki, choć ich białe skarpetki nie są już takie białe. Obok spaceruje, a raczej stąpa ich rówieśnica. Ubrana w tiulową białą sukienkę, na rękach ma bransoletki, włosy uczesane w finezyjny kłos (z pewnością z użyciem lakieru do włosów). Na oczach przeciwsłoneczne okulary, w ręce torebka. Obok nas jej mama i uwagi: Nie biegaj, bo pobrudzisz sukieneczkę. Pamiętaj, dziewczynkom nie wypada broić. I wreszcie: Nie po to tyle się rano stroiłyśmy, żebyś teraz zbierała te brudne szyszki. Szczęka mi opada.

*

Impreza rodzinna. Stroje galowe. Babcia obserwująca bacznie wszystkich wchodzących. I Hania, córka mojego kuzyna. 11-latka świadoma siebie. Nie w różu, ale w czarnej koszulce i czarnej śmiesznej spódnicy. Wyróżniająca się na tle innych. Brawo dla niej. Brawo dla jej rodziców. Za brak presji, za decydowanie o sobie, za wsparcie.

*

Pisze do mnie moja imienniczka, Agnieszka:

Pochodzę z małej miejscowości, z wielodzietnej rodziny. Jednak studia skończyłam w Warszawie i tam zamieszkałam. Do domu wracam w święta i wakacje. I mam dosyć po kilku dniach. Mam trzy siostry i dwóch braci. Aktualnie każdy z nas z przychówkiem. Wszystkie siostry mają córki, ja też. Tyle, że moja jest inna – bo chyba i ja jestem inna. Nigdy nie lubiłam sukienek i ozdób, one zawsze tak. Jako jedyna wybrałam studia, one wyłącznie życie rodzinne. Jestem inżynierem, mało kobiece zajęcie – mawiała matka. Ciągle czuję swoją inność, brak akceptacji. Najgorsze, że pouczają mnie w kwestii wychowania. Ich córki: małe laleczki w kokach, bucikach i z pomalowanymi paznokciami. I moja Lilly. Często w bojówkach, bez kolczyków i całego jarmarku. Nigdy nie zrozumieją, że wpychają swoje córki w ramy, w które je wepchnięto. Że wychowują małe gospodynie domowe, mające przypodobać się – najpierw starszym, potem rówieśnikom, a wreszcie mężczyznom. Czy tylko ja jestem inna? Czy tylko mnie wydaje się, że w sklepach dla dzieci za dużo jest różu, a za mało szarości? Nie wiem… może jestem z kosmosu. A może robię krzywdę mojemu dziecku. Słucham instynktu. Wiecie co na to mądre książki i psychologowie?

Mam wrażenie, że wszystko zostało już powiedziane przez moją koleżankę z blogu radoshe.pl – zgadzam się z każdym słowem tego tekstu.

Trudno o inność w świecie lukru i różu. W świecie, w którym mamusie z nadmuchanymi ustami, przedłużonymi do granic paznokciami są wzorem do naśladowania dla swoich dorastających córek. Trudno jest w świecie plastiku powiedzieć: nie! błyskotkom i świecidełkom. Trudno wreszcie w tłum małych laleczek wpuścić dziewczynkę, która nią nie jest, narażając się na krytykę ze strony innych matek, rówieśników córki, a w szczególności przedstawicielek starszego pokolenia, które nadal uważa, że dziewczynka POWINNA…, że dziewczynce NIE PRZYSTOI…, że dziewczynka JEST STWORZONA…

Chociaż trudno, to warto. Warto pokazywać córkom, że nie muszą nadmiernie dbać o swój wygląd. Nie muszą zakładać świecidełek i tiuli, żeby być pięknymi. Że pierwsze skrzypce odgrywa to, co w środku, a nie to, co zewnętrzne. Że warto przyciągnąć do siebie innych tym, jakim się jest, a nie tym, jak się wygląda.

Pracując w szkole, spotykam wiele „lalek”– przesadnie pomalowanych, w skąpych strojach, uwielbiających kosmetyki, zakrywających swoje naturalne atuty. Imponuje mi postawa chłopaków, którzy odrzucają i jawnie krytykują swoje koleżanki, które swoim podstawowym zajęciem uczyniły dbanie o wygląd. Imponują mi też te młode kobiety, które mogłyby, a przecież nie robią tego, co ich koleżanki. Młode kobiety, które są świadome swojej wartości, które nie muszą zakładać mini i kusej bluzki, by zwrócić na siebie uwagę. Bo mają coś do powiedzenia, bo mają własne przemyślenia na każdy temat, bo nie boją się walczyć o swoje, bo są silne. To nie są dziewczynki, które od małego ubierano w róż i godzinami czesano, powtarzając, że trzeba teraz grzecznie siedzieć, bo dziewczynka musi ładnie wyglądać. To panny, którym matki pozwalały pobrudzić sukienki, gdy te eksplorowały świat. To wreszcie dziewczynki, których celem i największym marzeniem nie jest wyłącznie założenie rodziny, ale poza tym także odkrywanie nowego, walka o swoje prawa, rozwój intelektualny i duchowy.

Część z Was powie – cóż złego jest w wystrojeniu swojego dziecka na wyjątkowo okazję. Odpowiem – nic. Spróbujcie jednak pomyśleć, czy nie wypowiadacie każdego dnia słów, czy nie wykonujecie czynności, czy nie wybieracie w sklepach strojów i akcesoriów, które mogą w Waszej córce przy wieloletnim powtarzaniu stworzyć przekonanie, że dziewczynka jest stworzona wyłącznie do błyskotek. Że jej wygląd jest miarą jej możliwości. Że zwróci uwagę mężczyzny tylko, kiedy o siebie zadba. Niewinne zachowania, małe gesty, drobne słowa mają wielką moc. Bądźmy czujne. Wychowujmy mądre i pewne siebie kobiety, a nie puste lale. Dawajmy dobry przykład i nie dajmy się, chociaż będziemy w mniejszości. Znośmy docinki, ale róbmy swoje. Niech nasze córki wiedzą, że mogą wszystko.


  • Jeżeli spodobał Ci się ten artykuł – udostępnij go dalej!
  • Na fan page’u na facebooku dzieje się dużo więcej i z dużą dawką humoru. Wpadnij do nas!
  • Chcesz porozmawiać z innymi rodzicami? Zapraszamy do zamkniętej grupy na facebooku!
  • Jeśli chcesz podzielić się swoją historią, opinią, doświadczeniem na łamach portalu, napisz do nas: kontakt@multirodzice.pl
  • Będzie nam miło, jeśli dasz znać znajomym o multiRodzicach. Sharing is caring! :-)

Z zamiłowania dziennikarka, z powołania nauczycielka języka polskiego. Autorka powieści młodzieżowej: „Księżyc nad Świtezią”. Prywatnie: wielbicielka kuchni tajskiej, dalekich podróży i Denzela Washingtona. Od niedawna, niezbyt rozgarnięta, mama bliźniaczek i - co tu dużo mówić - szczęściara. Bezkompromisowa i szczera do bólu. W życiu kieruje się zasadą: co Cię nie zabije, to Cię wzmocni (co przy posiadaniu bliźniąt wydaje się być wyjątkowo trafne).

Dyskusja1 komentarz

  1. Jestem facetem. Mogę wszystko. Jesteś kobietą. Możesz wszystko. Tak naprawdę nawet jak ktoś byłby umiejącym mówić węgorzem to dla mnie każdy może wszystko bez względu na płeć, wyznanie, status materialny czy orientację – pod warunkiem, że to wszystko dzieje się poza moim mirem domowym. Straszne są te szufladkowania ludzkie, skąd to się bierze? Ludzie są słabi psychicznie, bo za młodu często miałem okazję obserwować szykanowanie kogoś za coś co robi, a nie powinien, nie wypada. Ale nie nasiąknąłem.

Skomentuj

Ładowanie