Co nowego u dwuipółletnich bliźniąt?

Ostatnimi czasy mam wrażenie, że dni mijają jak błyskawica. Dopiero zaczynałam tydzień, a już czuję piątkowe zmęczenie. Co nowego? Czy w tym pędzie da się w ogóle zauważyć jakieś zmiany zachodzące u moich już dwuipółlatków? Oczywiście, że tak. Oto kilka nowości z placu bitwy.

  1. Zaostrzona rywalizacja

Ostatnie miesiące przyniosły dużo zmian. Jedną z nich jest zaostrzona rywalizacja. Rywalizacja niemal na każdym polu. Dziewczynki rywalizują o względy koleżanek ze żłobka (głównie jednej, Blanki), rywalizują o miłość mamy (Kogo kochasz najbardziej na świecie mamusiu? Julkę czy Zuzię?), a przede wszystkim o uwagę – np. pani z przedszkola czy babci. Oczywiście – zdrowa rywalizacja ma swoje plusy. Dziewczynki prześcigają się w zapamiętywaniu kolejnych wierszyków, piosenek, liczeniu do 10 i potem chętnie prezentują swoje nowe umiejętności. Ma też jednak swoją ciemną stronę. Lament, żal i płacz z byle (zdawało się) powodu, urasta do rangi dramatu i zrzucania całej winy na siostrę. Dodatkowo dochodzą do tego wszystkiego emocje, które skumulowane przez cały dzień powodują wybuchy trudne do opanowania.

  1. Wyłanianie samicy alfa i chęć narzucania własnego zdania

W każdej grupie społecznej są ci, którzy dominują, lubią rządzić, typy autokratyczne. Nawet w tej najmniejszej – grupie dwuosobowej. Jedna z moich córek na siłę (dosłownie) próbuje narzucić własne zdanie drugiej. Jeśli ta się nie zgadza, ma odmienny pogląd, nie ma ochoty na zabawę – wówczas wyjścia są dwa: użycie siły albo płacz i żal. Staramy się rozmową, przykładami, książkami edukacyjnymi pokazać, że każdy ma prawo do własnych poglądów, że nie zawsze wszystko trzeba robić razem, że czasem o wyborze zabawy, filmu – decydować może druga siostra. Czy przyniesie to pożądane efekty czy też trzeba będzie w pewnym momencie rozdzielić siostry, by dać im się rozwijać na miarę ich możliwości – czas pokaże.

  1. Kłótnie i awantury – level hard

Dziewczynki zawsze się kłóciły. Nic dziwnego, skoro mają rodziców o trudnych charakterach. Jednak aktualnie mam wrażenie, że jest albo bardzo miło: przytulania, całusy, wyznania miłości, albo bardzo niemiło: gryzienie, szczypanie, wyrywanie włosów. Po konsultacji z wieloma autorytetami w dziedzinie psychologii rozwojowej dziecka, rodzicami dorosłych już bliźniąt albo samymi bliźniakami – postępujemy według schematu: dopóki nie leje się krew, nie ingerujemy. Chcemy nauczyć nasze biedne słabsze ogniwo, że musi się bronić, nie czekając na interwencję mamy czy taty, bo nie zawsze będziemy przy niej. Po kilku miesiącach wniosek jest jeden: rzeczywiście Julka zaczyna walczyć o swoje, jej zęby także idą czasem w ruch, a Zuza, zauważywszy zmianę u siostry – nie pozwala sobie na tak wiele, jak dotychczas.

  1. Gadanie, gadanie, gadanie…

Moja mama stwierdziła ostatnio, że jedna z moich córek mówi chyba jeszcze więcej niż ja. Musicie wiedzieć, że ja mówię na okrągło. Rzeczywiście. Od jakiegoś miesiąca moje dzieci mówią nieustannie. Mówią o wszystkim, do wszystkich. Komunikują się w sposób zadziwiające poprawny i kulturalny. Znają słowa, których nigdy ich nie uczyłam, a jedynie używałam ich w obecności córek. Mówią jeszcze niewyraźnie, niektóre słowa przekręcają, ale nabiera to niebywałego uroku. Słuchając ich dialogów, dochodzę do wniosku, że tak słodkie nie będą już nigdy.

  1. Zosia Samosia

Etap robienia wszystkiego samemu właśnie się rozpoczął. Powiedzielibyście – to chyba świetnie, ulga, odciążenie, wyręczanie matki. Nie do końca. O ile samodzielne ubieranie się moich dzieci cieszy mnie w weekend, o tyle w dni powszednie, kiedy troszkę się nam spieszy – bywa uciążliwe. O ile samodzielne spożywanie parówek, obiadu, kromek – mi bardzo odpowiada, o tyle samodzielne i bardzo nieporadne jeszcze zjadanie zupy, gdy akurat skończyłam kolejny raz myć podłogę już nie. Oczywiście zaciskamy zęby i cieszymy się z każdego przejawu samodzielności naszych pociech. Podziwiamy, gratulujemy i czekamy aż samodzielność będzie na tyle zaawansowana, że skutku uboczne nie będą przyprawiały o omdlenie.

Podsumowując: nasze dzieci (a pewnie i Wasze) są coraz sprytniejsze, coraz lepiej umieją wyczuć, na co i przy kim mogą sobie pozwolić. Ich rozwój jest tak szybki, że czasem my, dorośli za nim nie nadążamy, wciąż traktując je jak dzidziusie. Mimo że jesteśmy zmęczeni, a dzieci pochłaniają nadal całą naszą energię – póki zdrowo rosną – jesteśmy szczęśliwi.

Co u Waszych dwuipółlatków? Co Was zaskakuje? Co Was irytuje i martwi? Dzielcie się…


  • Jeżeli spodobał Ci się ten artykuł – udostępnij go dalej!
  • Na fan page’u na facebooku dzieje się dużo więcej i z dużą dawką humoru. Wpadnij do nas!
  • Chcesz porozmawiać z innymi rodzicami? Zapraszamy do zamkniętej grupy na facebooku!
  • Jeśli chcesz podzielić się swoją historią, opinią, doświadczeniem na łamach portalu, napisz do nas: kontakt@multirodzice.pl
  • Będzie nam miło, jeśli dasz znać znajomym o multiRodzicach. Sharing is caring!
Podziel się:

Z zamiłowania dziennikarka, z powołania nauczycielka języka polskiego. Autorka powieści młodzieżowej: „Księżyc nad Świtezią”. Prywatnie: wielbicielka kuchni tajskiej, dalekich podróży i Denzela Washingtona. Od niedawna, niezbyt rozgarnięta, mama bliźniaczek i - co tu dużo mówić - szczęściara. Bezkompromisowa i szczera do bólu. W życiu kieruje się zasadą: co Cię nie zabije, to Cię wzmocni (co przy posiadaniu bliźniąt wydaje się być wyjątkowo trafne).

Skomentuj