Kiedy trzylatek nie mówi…

Ostatnio przyjechałam po dziewczynki do żłobka odrobinę za wcześnie. Pani delikatnie mnie zganiła, mówiąc, że jeszcze nie przyjechała pani od angielskiego i nie odbyły się zajęcia. Odparłam, że chyba nie będzie specjalnie zawiedziona, jeśli moje dwa łobuziaki nie wezmą w nich udziału. Pani odpowiedziała, że zapewne będzie, bo to jedne z nielicznych dzieciaków, które mówią… w ogóle, nie po angielsku.

Przyjęłam tę wiadomość z uśmiechem, a potem zaczęłam się zastanawiać. Przecież w żłobku moich córek spora grupa dzieciaków skończyła jakiś czas temu dwa latka. Niedawno o poradę poprosiła mnie znajoma – mama trzylatka, który nie mówi dosłownie nic, poza jednym jedynym: mama oraz mama dwuipółlatka, który dopiero zaczyna składać po dwie sylaby.

Jako, że nie czuję się w kompetencji do udzielania odpowiedzi na pytania mam, poprosiłam o pomoc Katarzynę Sochę, logopedę.

Zacznijmy nietypowo: chłopcy rzeczywiście zaczynają mówić później niż dziewczynki?

Jest to „prawda” powtarzana przez wielu członków naszych rodzin, zatroskanych babć, cioć, przyjaciół, bardzo często pediatrów. Niestety, czyni wiele zła. Rozwój mowy odbywa się etapami i każdy z nich ma swój czas pojawiania się. Wszelkie opóźnienia w osiąganiu przez malucha kolejnych umiejętności powinny skłonić rodzica do działania. Podpieranie się stwierdzeniem, że chłopcy zaczynają mówić później, powoduje, że czujność rodziców zostaje uśpiona i najczęściej nie podejmują oni żadnych kroków w kierunku wyjaśnienia przyczyn braku mowy i stymulacji dziecka. Jedynym argumentem, który przemawia za przytoczoną przez Ciebie tezą jest to, że rzeczywiście proces mielinizacji włókien nerwowych, czyli proces dojrzewania mózgu może trwać u chłopców dłużej. Jednak, mimo to, stoję na stanowisku, że mowa dziecka – bez względu na płeć – powinna rozwijać się w wyznaczonych ramach czasowych, a jeśli nie mieści się w ustalonych normach, powinniśmy się temu głębiej przyjrzeć. Nie jestem logopedą, który straszy rodziców, jestem logopedą, który przy najmniejszym podejrzeniu, że coś idzie nie tak, podejmuje działania i daje wsparcie dziecku oraz jego opiekunom. Na pewno nie wypowiem w takiej sytuacji jakże często słyszanego przez rodziców zdania „wasze dziecko ma jeszcze czas”. Wolę dopilnować, niż coś przegapić.

W takim razie przejdźmy do konkretów. Kiedy możemy mówić o opóźnionym rozwoju mowy? Czy istnieje magiczna granica, po przekroczeniu której powinniśmy pomyśleć: mamy problem!

Opóźnienia w pojawianiu się kolejnych etapów rozwoju mowy nie powinny przekraczać sześciu miesięcy. Etapy te to orientacyjnie: gaworzenie – w szóstym miesiącu życia, pojedyncze słowa w okolicach pierwszych urodzin dziecka, proste zdania na drugie urodziny, zdania rozwinięte – okolice trzecich urodzin, czteroletnie dziecko – potrafi opowiedzieć krótką bajkę. Jest to jednak bardzo uproszczony schemat. Tak naprawdę to już dziesięciomiesięczne dziecko wypowiada pierwsze słowa, a osiemnastomiesięczne mówi ich około pięćdziesięciu oraz zaczyna łączyć dwa wyrazy. W dwudziestym miesiącu pojawiają się wypowiedzi kilkuwyrazowe. Dlatego jako mama i logopeda z siedmioletnim stażem wiem, że tych sześciu miesięcy opóźnienia, które wymienia się w literaturze, nie warto poświęcać tylko na czekanie, aż „coś” się pojawi. Te sześć miesięcy warto spożytkować na odpowiednią stymulację dziecka. I nie musi to być od razu terapia w gabinecie logopedy. Czasem wystarczy po prostu bardziej zatroszczyć się o jakość czasu spędzanego z dzieckiem. Wspólne czytanie książeczek zamiast słuchania, i przy okazji oglądania, piosenek z tableta, budowanie wieży z kolorowych klocków zamiast huczącego telewizora czy nauka jazdy na rowerku biegowym. Jest tyle czynników we współczesnym świecie, które mogą zakłócać prawidłowy rozwój mowy, że nie wolno nam założyć rąk i po prostu czekać, trzeba działać. Pamiętam mamę, która przyszła do mnie ze swoim trzyipółletnim synkiem. Chłopiec mówił zaledwie kilka słów, był bardzo pobudzony i ruchliwy. W trakcie wywiadu zapytałam o telewizor. „Tak, włączałam mu telewizor od samego początku. Czasem nawet w ogóle go nie oglądałam, rozpraszał mnie i denerwował. Ale szedł w tle, żeby mój syn nauczył się szybciej mówić”. Nie chcesz wiedzieć, po pierwsze, ile czasu zajęło nam, aby chłopiec w ogóle ruszył z mową, a po drugie, jakie poczucie winy miała jego mama.

Jakie mogą być przyczyny takiego stanu rzeczy i co ważniejsze – czy można sobie z tym problemem poradzić?

Jest wiele czynników, które mogą zakłócać prawidłowy rozwój mowy. Współczesna rzeczywistość skutecznie nam w tym zakłócaniu „pomaga”. Na szczęście coraz więcej mówi się o wpływie wysokich technologii na mózg człowieka, który nie ma zbyt wiele czasu na przystosowywanie się do tak dynamicznych zmian. Nie pozwalajmy dziecku bawić się tabletem, wyłączmy telewizor, schowajmy telefon komórkowy, a przynajmniej do drugiego roku życia. W domu, w którym zaraz po przyjściu włącza się telewizor, znacznie mniej się rozmawia, okazuje wzajemnego zainteresowania. Małe dziecko musi słyszeć w swoim otoczeniu nie reklamę czy ulubiony serial rodziny, a dużo „dobrej” mowy i musi wchodzić w częste i satysfakcjonujące interakcje językowe, zwłaszcza z najbliższymi osobami. Dziecięce mózgi pod wpływem dynamicznego obrazu, jaki odnajdujemy w telewizji czy komputerze, przesterowują się na odbieranie przede wszystkim obrazów, a nie mowy. To blokuje prawidłowy odbiór informacji językowych płynących ze środowiska. Gapiący się w ekran telewizora maluch, zwłaszcza podczas bloku reklamowego, nie widzi nic wokół siebie, a na pewno nie słyszy mówiącej do niego mamy. Jest jak zahipnotyzowany. Brzmi znajomo, prawda? Każdy z rodziców na pewno nie raz zaobserwował taką reakcję swojego dziecka.

Istnieje oczywiście szereg innych przyczyn, które mogą powodować opóźnienia w rozwoju mowy. Dlatego logopeda podczas wywiadu powinien szczegółowo wypytać o przebieg ciąży, poród, pierwsze miesiące życia dziecka, nie tylko w kontekście rozwoju mowy, czyli kiedy dziecko zaczęło głużyć, gaworzyć, wypowiadać pierwsze sylaby, słowa, itd., ale również rozwoju ruchowego oraz rozwoju czynności prymarnych zespołu ustno-twarzowego, takich jak oddychanie, ssanie, pobieranie pokarmu z łyżeczki, odgryzanie, picie z klasycznego kubeczka, gryzienie czy żucie. Na bazie tych czynności kształtuje się przecież mowa.

W trakcie diagnozy trzeba również przyjrzeć się kilku kwestiom: czy dziecko dobrze słyszy, czy funkcje poznawcze rozwijają się prawidłowo, czy nie ma niepokojących problemów natury zdrowotnej, jak na przykład przerośnięty trzeci migdał, alergie, częste infekcje dróg oddechowych czy problemy neurologiczne. Dlatego logopeda prosi najczęściej o dodatkowe konsultacje, najczęściej laryngologiczną, neurologiczną, o badanie słuchu czy badanie psychologiczne dziecka. Jest to niezbędne, by móc postawić prawidłową diagnozę.

Ważną kwestią jest również dwujęzyczność czy wielojęzyczność, coraz częściej spotykane w naszym społeczeństwie. Moje własne doświadczenia związane z rocznym pobytem w USA i posłaniem czteroletniej wówczas córki do amerykańskiego przedszkola uświadomiły mi, jak niezwykle trudne jest utrzymanie równowagi w prawidłowym nabywaniu przez dziecko obu języków. Zawsze któryś będzie przeważał, zwłaszcza kiedy dziecko rozpoczyna naukę w przedszkolu czy szkole. Po roku szkolnym spędzonym w USA moja córka w większości chciała komunikować się już tylko w języku angielskim, a rozwój języka ojczystego uległ zahamowaniu. Mówiąc po polsku robiła coraz więcej błędów, zapominała słów, wtrącała angielską składnię. Najnowsze badania amerykańskiej psycholog rozwojowej Eriki Hoff mówią o tym, że dziecko dwujęzyczne buduje dwa odrębne systemy językowe. Dlatego ma prawo uczyć się wolniej i mieć mniejszy zasób słownictwa niż jego jednojęzyczni rówieśnicy.

Jak wygląda pierwsze spotkanie zaniepokojonych rodziców z logopedą? Spotkałam się ze stwierdzeniem – po co iść do logopedy, skoro dzieciak i tak nic mu nie powie. Czy da się bez wypowiadanych słów przyjrzeć aparatowi mowy dziecka?

Należy rozróżnić dwie sprawy: badanie mowy jako systemu językowego i badanie artykulacji, czyli tego, jak wymawiane są głoski. Logopeda nie będzie badał wymowy, kiedy dziecko nie mówi lub mówi bardzo mało. To jest oczywiście ważne, ale na dalszym etapie. Naszym celem w takim przypadku będzie budowanie systemu językowego, rozwijanie słownictwa, czasem rozbudzanie w dziecku potrzeby komunikowania się. Pamiętajmy, że system językowy to nie tylko głoski, które oczywiście powinny się pojawić w określonym czasie i trzeba tego bardzo pilnować, to także wyrazy i reguły ich łączenia oraz rozumienie kierowanych do nas komunikatów. Dziecko musi osiągnąć pewną liczbę krytyczną słów – i jest nią liczba pięćdziesięciu wyrazów około osiemnastego miesiąca życia – by mogło zacząć je łączyć i kierować do swoich odbiorców. Dlatego zawsze proszę rodziców, by spisali i policzyli wszystko, co wypowiada ich dziecko. To bardzo ważne, by móc określić, na jakim jest etapie. Zwłaszcza, że w gabinecie logopedycznym na pierwszym spotkaniu możemy nie usłyszeć ani jednego słowa. Ale nie jest to absolutnie żadną przeszkodą w rozpoczęciu spotkań z logopedą, a tym bardziej wymówką, by do logopedy się nie udać! Widziałam wiele sfrustrowanych dzieci, które miały przemożną potrzebę komunikowania się z otoczeniem, ale z różnych względów nie potrafiły. Dajmy im szansę. I pamiętamy, że rozwój językowy dziecka warunkuje jego rozwój intelektualny.

Powiedzmy, że przekonałyśmy część rodziców do odwiedzenia gabinetu logopedy. Pozostaje jednak nadal ta grupa, która nastawiona jest sceptycznie. Czy istnieją sposoby stymulowania rozwoju mowy u kilkulatka?

Oczywiście. I to rodzice są najwłaściwszymi osobami, które powinny to robić. To oni znają najlepiej swoje dziecko, spędzają z nim najwięcej czasu i to przecież im najbardziej zależy na tym, by rozwijało się ono prawidłowo. Logopeda jest wsparciem, wyznacza ścieżki tej pracy, daje wskazówki, na spotkaniach pokazuje jak działać, tłumaczy, co i jak należy robić. Spotkania z logopedą odbywają się raz, dwa razy w tygodniu, a pracować należy codziennie. Czasem wystarczy, jak już mówiłam wcześniej, zatroszczyć się bardziej o jakość czasu spędzanego razem. Jak dużo możemy zrobić chociażby przy wspólnym czytaniu bajeczki: czytamy tekst, opowiadamy treść ilustracji językiem dostosowanym do możliwości dziecka, podczas oglądania obrazków nazywamy poszczególne elementy, zachęcamy dziecko do powtarzania tych nazw, zadajemy pytania do ilustracji typu Kto to? Co to? Gdzie jest piłka?, starsze dziecko może nadawać imiona postaciom.

Wielu rodziców ma świadomość, jak ważne jest częste mówienie do dziecka. W większości opracowań na ten temat odnajdujemy hasło „kąpieli słownej”, które oznacza, że powinniśmy mówić do dziecka nieustannie, o wszystkim, co w danej chwili robimy, zagadywać, zalewać słowami. Zapominamy tylko o jednym: ten nasz kochany maluszek, mimo, iż jeszcze nie mówi lub mówi mało, chce być partnerem naszej rozmowy, a nie tylko niemym odbiorcą monologu rodzica. Ważny jest dialog. Kiedy mama wykonuje jakąś czynność pielęgnacyjną przy maluszku i opowiada o tym, co akurat robi, niech swoją uwagę w stu procentach przekieruje na niego samego. Niech wzmacnia każdy dźwięk wydany przez dziecko poprzez powtórzenie go, niech nadaje mu znaczenie, niech będzie czujna na wszystkie sygnały niewerbalne, które płyną od dziecka. Tak tworzy się intencja komunikacyjna. Dziecko dostrzega, że dźwiękiem, a później słowem może wpływać na otoczenie i czerpać z tego korzyści.

Jest jeszcze jedna kwestia, o której rozmawialiśmy z zaprzyjaźnionym tatą. Jego córka komunikowała się w wieku dwóch lat pojedynczymi zdaniami. Nagle przestała mówić. Prawdopodobnie sytuacja związek miała z atmosferą panującą w przedszkolu, do którego zaczęła uczęszczać. Drugi przypadek- dziewczynka przestała mówić do wszystkich z wyjątkiem rodziców, stan ten utrzymywał się przez kilka miesięcy. Wiem, że mówimy tutaj o mutyzmie. Gdzie szukać wsparcia i porad na temat tej przypadłości?

Sytuacja, w której dziecko traci wcześniej nabyte umiejętności jest groźna i powinna budzić duży niepokój. Należy bardzo uważnie przyjrzeć się temu procesowi. W przypadku rozpoznania mutyzmu, nie tak wcale rzadkiej przypadłości, niezwykle ważne są takie kwestie, jak zapewnienie dziecku poczucia bezpieczeństwa, nawiązanie dobrego kontaktu emocjonalnego z terapeutą, wsparcie osób bliskich oraz dużo cierpliwości. Mutyzm zalicza się do logoneuroz, czyli nerwic mowy. To sytuacja, w której dziecko odmawia mówienia w jakimś miejscu, na przykład przedszkolu czy szkole, w obecności konkretnych osób czy przy wykonywaniu określonych czynności. Objawy mutyzmu mogą pojawić się już między drugim a trzecim rokiem życia i wtedy najczęściej dotyczą dziewczynek. Im wcześniej podejmiemy terapię, tym większa szansa, że dziecko wyjdzie z mutyzmu i nie pozostanie po nim ślad. Im dłużej będziemy jednak zwlekać z terapią, tym bardziej syndrom ten będzie się utrwalał. Dziecko mutystyczne to dziecko, które cierpi w milczeniu. Dlatego konieczne jest podjęcie natychmiastowych działań. Logopeda na pewno poprosi o konsultację psychologiczną, być może także neurologiczną i psychiatryczną, przeprowadzi pogłębiony wywiad z rodzicami. Terapia będzie nastawiona na eliminację objawów oraz niekorzystnych czynników środowiskowych.

Na koniec osobiste pytanie. Moje córki mówią wciąż. Nieustannie. O wszystkim i niczym. Mówią jednak niewyraźnie. Być może wynika to z ich niedbalstwa, bo poproszone o powtórzenie starają się bardziej i rzeczywiście jest lepiej. Jednak pani w żłobku mówi, że nie wszystko jeszcze rozumie. Czy powinnam się martwić, czy też dać im czas na doszlifowanie niedociągnięć? Kiedy niewyraźna mowa powinna być już korygowana pod czujnym okiem eksperta?

Bliźnięta często wypracowują swój własny sposób porozumiewania się, niekoniecznie zrozumiały dla otoczenia. Ważne jest dla nich wzajemne rozumienie się. Kiedy bliźnięta zaczynają przebywać częściej z innymi dziećmi czy dorosłymi, własny język powoli zanika. Opóźnienia najczęściej się wyrównują. Nie wiem, jak jest w przypadku Twoich córeczek, dlatego odpowiem ogólnie. W tym wieku narządy mowy dopiero się kształtują, rozwija się słuch fonemowy, czyli umiejętność różnicowania głosek. Dzieci mają jeszcze prawo skracać wyrazy, pomijać głoski, trudniejsze głoski zastępować łatwiejszymi, zwłaszcza kiedy chcą powiedzieć dużo na raz, pod wpływem emocji czy impulsu. Na pewno, kiedy głoski są zniekształcane należy bezzwłocznie podjąć terapię, by nieprawidłowa wymowa się nie utrwaliła. Jeśli jednak cokolwiek Cię niepokoi, zachęcam do kontaktu z logopedą. Wtedy będziesz miała pewność, czy mowa dziewczynek rozwija się prawidłowo.

Dziękuję serdecznie za rozmowę.

Katarzyna Socha – logopeda, specjalista neurologopeda, pracuje z dziećmi z niepełnosprawnością intelektualną i z zaburzeniami ze spektrum autyzmu w szkole specjalnej. Pracowała także w poradni psychologiczno-pedagogicznej, ośrodku socjoterapeutycznym, żłobku. Interesuje się szczególnie zagadnieniami związanymi z autyzmem i zespołem Aspergera oraz dwujęzycznością. Ostatni rok akademicki spędziła wraz z rodziną w Cambridge w USA, gdzie w Massachusetts Institute of Technology studiowała zagadnienia związane z chorobami i zaburzeniami neurologicznymi. Mama pięcioletniej Natalii.


  • Jeżeli spodobał Ci się ten artykuł – udostępnij go dalej!
  • Na fan page’u na facebooku dzieje się dużo więcej i z dużą dawką humoru. Wpadnij do nas!
  • Chcesz porozmawiać z innymi rodzicami? Zapraszamy do zamkniętej grupy na facebooku!
  • Jeśli chcesz podzielić się swoją historią, opinią, doświadczeniem na łamach portalu, napisz do nas: kontakt@multirodzice.pl
  • Będzie nam miło, jeśli dasz znać znajomym o multiRodzicach. Sharing is caring!
Podziel się:

Z zamiłowania dziennikarka, z powołania nauczycielka języka polskiego. Autorka powieści młodzieżowej: „Księżyc nad Świtezią”. Prywatnie: wielbicielka kuchni tajskiej, dalekich podróży i Denzela Washingtona. Od niedawna, niezbyt rozgarnięta, mama bliźniaczek i - co tu dużo mówić - szczęściara. Bezkompromisowa i szczera do bólu. W życiu kieruje się zasadą: co Cię nie zabije, to Cię wzmocni (co przy posiadaniu bliźniąt wydaje się być wyjątkowo trafne).

Skomentuj