Rozszerzanie diety dziecka cz. 4

Organizacja posiłków w domu to czasochłonna i powtarzalna czynność jednak dla kogoś, kto lubi gotować dla swojej rodziny nie stanowi utrapienia. Pełna lodówka i zamrażarka stanowią arcyważny punkt na liście, bo w końcu „z pustego i Salomon nie naleje,” a co dopiero ja.

Zatem w weekend, kiedy mam więcej czasu na to, by pomyśleć o następnym tygodniu, planuję (mniej więcej) co kupić i jakie nadzwyczajne składniki będą potrzebne.

Z synem odkrywaliśmy przepisy po raz pierwszy. Przy córce już je tylko odkurzam w swojej pamięci. Wiem, po które książki sięgnąć, na którym blogu otworzyć lubiany przepis, co się nam sprawdziło i w którym miesiącu. Przed narodzinami syna nie przypuszczałam, że nasza półka z przyprawami za kilka miesięcy będzie pękać… skoro nie w szwach, to w gwoździach, ale to właśnie dzięki przyprawom jesteśmy w stanie zastąpić sól, której niemowlakom nie powinno się dodatkowo podsuwać. Dziś postanowiłam zająć się technicznym aspektem rozszerzania diety, zatem dowiecie się na czym siedzimy, czym jemy i co.

Papryka wędzona, papryka słodka, czosnek, oregano, bazylia, rozmaryn, koperek, zielona pietruszka, pieprz biały, pieprz ziołowy, pieprz czarny, majeranek, gałka muszkatołowa – te wszystkie przyprawy zastępują nam sól w codziennym przygotowywaniu posiłków.

Mogłabym wymienić paprykę wędzoną jeszcze kilka razy – jej smak jest naprawdę bardzo intensywny, podkręca niemal każdą potrawę. Jako „niematka” nie korzystałam z powyższych tak często, zatem nastąpiła wyraźna zmiana nawyków w naszym domu. Na szczęście na plus.

Jeśli zupa kalafiorowa, to gałka muszkatołowa, szczypta białego pieprzu i sok z cytryny. Jeśli kurczak, to zamarynowany w cebuli, osławionej papryce wędzonej i czosnku. Jeśli kromka z serkiem śmietankowym (są bez dodatku soli, czytajcie składy!), to posypana oregano lub bazylią (lub czymkolwiek co wpadnie w ręce). Przyzwyczajam dzieci do przypraw i ziół z zamysłem, żeby same się ich domagały, aby potrafiły je nazwać, powiedzieć, za którymi przepadają lub na które mają ochotę lub nie.

Na słodko wybieramy owoce, cynamon, rodzynki (staramy się bez oleju, niesiarkowane i bez dodatku cukru) i inne suszone owoce (niektóre mają w składzie cukier jak np. żurawina – pokażcie mi zuchwalca, który byłby w stanie zjeść bez.

Z cukrem wcina starszy, dla młodszej jest jeszcze za wcześnie na dosładzane smaki.) Płatki jaglane, owsiane, kaszka manna, ryże, kasze (nawet gryczana z owocem świeżym i suszonym smakuje pysznie.) Twaróg z rozgniecionym bananem na kanapce jest pożywny, zdrowy i przede wszystkim szybki. Dla równowagi herbatniki (tak tak, z cukrem, olejem palmowym i innymi trupimi czachami) na śniadanie też się nam zdarza zjeść. Czasem dla dwulatka to bardzo ważne, zatem pozwalam na herbatnika na śniadanie. Jest 6:30 rano, cały dzień przed nami, drugie dziecko patrzy, nie chcę powodować nadmiernych stresów, nie jemy ich codziennie. Odpuszczam, herbatnik zostaje podany, zjedzony i… syn prosi o kanapkę. Koniec historii.

Kolejną istotną kwestią jest krzesełko.

Wygoda i funkcjonalność to jedno. Przede wszystkim jednak liczy się wspieranie niestabilnej sylwetki maluszka. Nieakceptowalne są dla nas brak podnóżka oraz „poganianie” malucha do utrzymywania pionowej postawy. Poszukiwania idealnego siedziska, najlepiej rosnącego razem z dzieckiem i nieplastikowego, na szczęście zakończyły się bardzo owocnie spełniając nasze rodzicielskie wymogi.  Zaś sami użytkownicy wydają się być szczęśliwi z naszego wyboru.

Jest to krzesełko duńskiej firmy Baby Dan DanChair – oba w kolorze bielonym.

Bardzo stabilne, wyprofilowane krzesełko, które dosuwa się do blatu stołu rodzinnego z regulacją siedziska oraz podnóżka. Krzesełko jest dedykowane dzieciom od 6 miesiąca – barierka ochronna wyciągana jednym klikiem oraz pasy zabezpieczające dla maluszków. Fotelik jest wykonany z drewna kauczukowego, nie posiada żadnych zakamarków, mycie następuje w kilka sekund. Drugi fotelik należy do syna (2,5 roku), który każdego dnia, na szczęście z powodzeniem, testuje jego stabilność łamiąc przy tym wszystkie możliwe zasady bezpieczeństwa. Siedzi przodem, tyłem, bokiem, wchodzi, schodzi, stoi – krzesełko umożliwia mu swobodne funkcjonowanie. Lekki plastik nie zdałby egzaminu.

Obszerny artykuł wraz ze zdjęciami krzesełka ukaże się wkrótce na łamach naszego portalu. Jeśli już teraz chcecie sięgnąć po szczegółowe informacje odsyłam Was do sklepu Scandinavian Baby będącego wyłącznym dystrybutorem duńskiej marki Baby Dan.

Siedzimy wygodnie, przed nami pyszne i zdrowe jedzenie, zatem czas skupić się na dziecięcej zastawie.

Łyżeczki. Lekkie i płaskie, tak by małe usta z łatwością zgarniały jedzonko. Bidon. Najlepiej z ruchomą rureczką w środku, wygodne podczas przechylania oraz z zestawem do czyszczenia i wymiany słomki. Kubeczki. Słynne ze ściętym brzegiem lub zwykłe kubeczki bez uszu, w każdym przypadku liczy się asysta rodzica. Talerzyki. Są i kolorowe, plastikowe i silikonowe, ale najbardziej sprawdza się nam jednak stół. Zatem liczę, że przyjdzie na nie czas. Śliniaki są u nas mało akceptowalne, więc odsyłam do zdania wcześniej.

Wybór łyżeczki wydaje się łatwy i błahy, w końcu łyżeczka na zawsze pozostanie łyżeczką.

To co dziś przeraża, to ogrom wyboru, a tym samym ogrom dziadostwa dostępnego na półce przypominającego coś dla dziecka – a bo różowe, bo kolorowe – jednak w rzeczywistości w ogóle nieprzystosowane do małych ust czy rączek. Wszystko dostępne w nieskończonych ilościach z dopiskiem Made in China. Nie chodzi też o to, aby kupować, to co drogie i najdroższe, ponieważ cena niestety też już przestała być wiarygodnym wyznacznikiem. Dobrze jest kupować świadomie. Rozeznać się choćby nieznacznie w temacie, ze szczerym zainteresowaniem pociągnąć koleżankę czy siostrę za język i na tej opinii opierać swój wybór.

Więcej artykułów na temat rozszerzania diety:

rozszerzanie diety dziecka

____________________________________________________________________________multirodzice.pl facebook

    • Jeżeli spodobał Ci się ten artykuł – udostępnij go dalej!
    • Na fan page’u na facebooku dzieje się dużo więcej i z dużą dawką humoru. Wpadnij do nas!
    • Chcesz porozmawiać z innymi rodzicami? Zapraszamy do zamkniętej grupy na facebooku!
    • Jeśli chcesz podzielić się swoją historią, opinią, doświadczeniem na łamach portalu, napisz do nas: kontakt@multirodzice.pl
    • Będzie nam miło, jeśli dasz znać znajomym o multiRodzicach. Sharing is caring!
Podziel się:

Klaudia Natonek - nauczycielka języka angielskiego wykonująca swój zawód z wielkim zamiłowaniem. Z całego serca wierzy w dzisiejszą młodzież i każdego dnia za biurkiem stara się rozbudzać jej potencjał. Obecnie etatowa mama Jasia i Lilki, kierująca się filozofią rodzicielstwa bliskości, zafascynowana skandynawskim podejściem do wychowania, w którym to samodzielność dziecka stanowi fundamentalny element. Wśród znajomych - promotorka fotelików RWF tyłem do kierunku jazdy. Prywatnie odlicza dni (miesiące lub lata) do wymarzonej podróży z mężem na Zanzibar.

Skomentuj