„Nikt nie zapytał, czy jestem jego mamą…” – ochrona danych osobowych w przedszkolu

Napisała do mnie Marzena, zbulwersowana sytuacją, jaka ma miejsce od kilku dni w przedszkolu, do którego uczęszcza jej dziecko:

„Zapisałam córkę do publicznego przedszkola. Nasłuchałam się o tym, jakie to rzeczy się tam dzieją i że jestem wyrodną matką. Sądziłam, że dla mojej niespełna trzylatki będzie to forma rozwoju i socjalizacji. Nie sądziłam jednak, że zmienię zdanie już po dwóch dniach. Nie wiem, jak rozwój małej – bo raczej po dwóch dniach tego nie ocenię, jednak co mnie przeraziło, to zero odpowiedzialności personelu. W pierwszym dniu dziecko zawiózł do przedszkola mój mąż, on też córkę odebrał – bez żadnego podania imienia, nazwiska czy numeru dowodu. No dobra, pomyślałam – pamiętały go z rana. W drugi dzień odwoził ją mąż, ale odebrałam ja – nie widziały mnie w tym przedszkolu nigdy, bo wniosek wypełniłam elektronicznie. Moje dziecko przygaszone szło w moją stronę korytarzem. Nie wołało: mama, nie biegło, nie wyciągało rączek. Nikt nie sprawdził mojego dokumentu, nikt nie zapytał, czy jestem jego mamą. Podeszłam, podałam jej imię i grupę (co można łatwo przeczytać na korytarzu) i dostałam dziecko w prezencie. Byłam zdruzgotana. Kolejnego dnia odbierałam córkę od innej pani – też widziałyśmy się po raz pierwszy. Sytuacja była identyczna. Jak żyć – pytam? Postanowiłam zrobić aferę. Co przyniesie jutro? Zobaczymy. Czy tylko w tym przedszkolu tak to wygląda? Zapytajcie inne mamy, bo oszaleję…”

Niestety, Marzena nie jest osamotniona. Co prawda do przedszkola moje córki uczęszczają dopiero 4 dni, ale mogłabym kopiować wypowiedź Marzeny i podpisać swoim imieniem. Szczerze mówiąc, po moich doświadczeniach ze żłobkiem prywatnym, nie umiem się pozbierać po tym, czego doświadczam każdego dnia w publicznym przedszkolu.

O 14.30 pod placówką gromadzi się tłum ludzi, chcących jak najszybciej zabrać swoje dziecko do domu. W tłumie tym mamy, babcie, ojcowie, siostry i dziadkowie. Kiedy drzwi się otwierają, wszyscy wchodzą do środka, przepychają i wołają imię dziecka – jeden przez drugiego. Panie przyprowadzają kolejne dzieci i bez słowa oddają je w ręce tych, którzy czekają.

Wczoraj wypełniliśmy na zebraniach szereg dokumentów – w tym numery i serie dowodów osób upoważnionych do odbioru. Jestem ciekawa, czy jutro ktoś mnie wylegitymuje, czy też panie mają aż tak dobrą pamięć wzrokową.

W piątek dzieci odbiera moja mama – i nie ukrywam, że jeśli wydadzą jej dziewczynki jak towar w sklepie – zrobię to, co Marzena – gigantyczną awanturę.

Czy jednak będą jakieś skutki? I jak zapobiec najgorszemu scenariuszowi? Myślę, że zwrócenie uwagi personelowi, może kilkukrotne, przyniesie efekty. Na pewno warto jednak zabezpieczyć się od drugiej strony. Tłumaczymy dziewczynkom niemal każdego dnia, że świat jest pełen dobrych ludzi, ale są i ci źli. Wyjaśniamy, że tylko rodzice i dziadkowie mogą odebrać je z przedszkola i nawet, jeśli ktoś przekonywał je, że jest przyjacielem mamusi czy taty, to kłamie. Czy ich trzyletni umysł na pewno to przyswoi? Czy instynkt samozachowawczy włączy się w odpowiedniej chwili? Nie wiem.

Czytamy także książki edukacyjne, m.in. „Zuzia nie rozmawia z nieznajomym” – moje córki chętnie opowiadają, jak należy zachować się w sytuacji bohaterki.

Zebranie w przedszkolu trwało ponad półtorej godziny. Usłyszeliśmy wiele o RODO, o posiłkach, dywanach i zabawkach. Zabrakło mi zapewnienia, że moje dzieci są w przedszkolu bezpieczne i żaden niepowołany typ nie będzie miał do nich dostępu.

Żeby było zabawniej – przepisy dotyczące ww. RODO są przestrzegane restrykcyjnie. Karty czipowe nie mogą leżeć w widocznym miejscu, bo jeśli ktoś je tam – czytaj na półeczce dziecka-  zostawi, są rekwirowane.

Wczoraj przeczytałam, że w jednym z przedszkoli nie będą wystawiane na tablicy prace dzieci, bo przecież ich dorobek intelektualny chroni prawo, a poza tym nie każdy życzy sobie, by twórczość jego dziecka była ogólnie dostępna. Serio? – pomyślałam. Wniosek jest dla mnie zawsze taki sam: A to Polska właśnie. Z jednej skrajności w drugą. Nigdy po środku.

Jak wygląda sytuacja w Waszych przedszkolach? Jesteśmy osamotnione? A może macie jakieś cenne wskazówki i złote rady? (Anegdoty i nonsensy mile widziane).


  • Jeżeli spodobał Ci się ten artykuł – udostępnij go dalej!
  • Na fan page’u na facebooku dzieje się dużo więcej i z dużą dawką humoru. Wpadnij do nas!
  • Chcesz porozmawiać z innymi rodzicami? Zapraszamy do zamkniętej grupy na facebooku!
  • Jeśli chcesz podzielić się swoją historią, opinią, doświadczeniem na łamach portalu, napisz do nas: kontakt@multirodzice.pl
  • Będzie nam miło, jeśli dasz znać znajomym o multiRodzicach. Sharing is caring! :-)

Z zamiłowania dziennikarka, z powołania nauczycielka języka polskiego. Autorka powieści młodzieżowej: „Księżyc nad Świtezią”. Prywatnie: wielbicielka kuchni tajskiej, dalekich podróży i Denzela Washingtona. Od niedawna, niezbyt rozgarnięta, mama bliźniaczek i - co tu dużo mówić - szczęściara. Bezkompromisowa i szczera do bólu. W życiu kieruje się zasadą: co Cię nie zabije, to Cię wzmocni (co przy posiadaniu bliźniąt wydaje się być wyjątkowo trafne).

Skomentuj

Ładowanie